Cykle, fazy słoneczne

Zgasłe słońce
I zachodziło słońce, i zstąpił twardy sen na Abrahama, a oto strach i ciemność wielka spadła na niego. I zaszło słońce, i była ciemność. A oto ukazał się piec dymiący i płomień ognia, które przechodziły między połaciami [zwierząt ofiarnych]. W tym dniu uczynił JHVH z Abrahamem przymierze…”.

Słońce w zenicie
I ukazał mu się JHVH w dąbrowie Mamre. A on [Abraham] siedział u wejścia do namiotu w skwarze dnia. I podniósł oczy swe, i zobaczył, a oto stali nad nim trzej mężowie. I ujrzał, i wybiegł do nich sprzed wejścia do namiotu, i pokłonił się do ziemi. I rzekł: Panie mój, jeżeli znalazłem łaskę w oczach twoich, nie omijaj sługi swego.

Słońce zachodzące
I przyszli dwaj aniołowie do Sodomy pod wieczór, a Lot siedział w bramie Sodomy. I ujrzał ich Lot, i wstał do nich, i pokłonił się twarzą do ziemi. I rzekł: Oto panowie moi, wstąpcie do domu sługi swego, i przenocujcie, i umyjcie stopy swoje, a wstaniecie rano, i pójdziecie drogą swoją. Jeszcze się nie położyli, a mieszkańcy miasta, mężowie Sodomy, otoczyli dom, od młodego aż do starego, cały lud z najdalszych stron. […] I rzekli: Ten przyszedł tutaj w gościnę, a teraz sądzi! Teraz gorzej będzie dla ciebie, niż dla nich. […] I [aniołowie] porazili ślepotą mężów, którzy byli u wejścia do domu, od największego do najmniejszego, i daremnie trudzili się, by znaleźć wyjście.

Słońce wschodzące
Słońce wzeszło nad ziemią, a Lot wszedł do Coaru. I spuścił JHVH deszcz siarki i ognia na Sodomę i Gomorę, od JHVH z nieba. I zburzył te miasta, i całą tę równinę, i wszystkich mieszkańców miast, i całą roślinność tej ziemi. I obejrzała się żona jego za siebie, i była słupem soli! I wstał Abraham wczesnym rankiem na miejsce, gdzie stał przed JHVH. I spojrzał na Sodomę i Gomorę, i na całą ziemię tej równiny. I zobaczył, a oto wstępował dym z ziemi tej, jak dym z pieca.

Skrót

Pytyjo, bywa, że wystarczy pójść za skojarzeniami patrząc na świat bieżący.

Wpierw nastanie bardzo śnieżna i mroźna zima. Wiele śniegów zgromadzi się w wysokich górach i wiosną spłynie powodując ogromne powodzie w Europie. Ważnym znakiem Początku Końca okaże się powódź w Rzymie. Ujawnią się wtedy wielkie i dziwne, zatajone od wieków sprawy, wypłukane przez wodę.
To będzie zwiastun potężnej zmiany w Kościele.

„Psucie powietrza” przez „dziwne ptaki morskie”, nieznana choroba oraz manipulowanie pogodą wzmoże się i coraz częściej ujawniać się będą niespotykane zaburzenia, aż do pojawienia się gigantycznej iskry elektrycznej na niebie. Ona podzieli świat i dusze. To będzie znak upadku złych i triumfu miłości wytrwałych.

Tam, gdzie wielkie spiski zostaną podważone i wiara w medialny obraz świata upadnie, zorganizują się odłamy ludzi nastawionych pokojowo i działających z miłością w lokalnych społecznościach na wzór pierwotnych wspólnot chrześcijańskich. Odłączą się od aktywności politycznej i dzięki temu przeżyją najgorsze, które idzie.
Ci, którzy zawierzą swoje bezpieczeństwo organizacjom podającym się za humanitarne wpadną w ogromne kłopoty i stracą życie.
Trzecia lub czwarta grypa okaże się najbardziej śmiertelna, wygubi ludzi w wielkich miastach świata. Zrodzi się wtedy wojskowa władza i wielki terror.

Po śnieżnych i zimnych zimach, a potem wiosennych powodziach przyjdą wielkie susze. Robactwo będzie pożerało plantacje. Na Półwyspie Iberyjskim woda pozostanie jedynie w studniach głębinowych.
Pojawi się straszliwy huragan, który spustoszy wybrzeża atlantyckie Europy.
Pogoda zmieni się diametralnie. Przyjdzie zima jak lato. Zawiedzie wtedy wszelkie prognozowanie. A wraz z tym upadnie technika komunikacyjna i informacyjna.
Anglicy będą masowo przedostawać się do Europy i tu osiedlać. Stworzą dziką krainę.

O polityce i konkretnych miejscach trudno mówić. Ludzie, którzy ją robią oraz spontaniczni przywódcy, którzy wezmą sprawy w swoje ręce są odgórnie wyznaczeni, narodzeni i zaprogramowani. Programy w ich podświadomej pamięci uruchamiają się w odpowiednich momentach dziejów. Mogą objawiać się nagłymi nawróceniami albo wpadkami publicznymi w najważniejszych kwestiach politycznych, które dokonają niespodziewanych zwrotów ideologicznych i ustrojowych. Są wśród nich ludzie ciemni i pożądliwi (Nostradamus radzi nie dowierzać ludziom z południa, ściemnionego pochodzenia, o ciemnej karnacji i kędzierzawych włosach) oraz dobrzy i najlepsi.
Jeden z tych drugich zostanie w pewnym momencie na oczach tłumów zabrany do nadziemskiej stacji, gdzie dozna pełni oświecenia. Zostanie mu pozostawiony wolny wybór i on zechce powrócić na mocy współczucia w zniewolony świat materii. Zostanie przywódcą resztek świata po przelocie komety, pomiędzy Księżycem a Ziemią, która spowoduje gigantyczne trzęsienie ziemi, deszcz meteorów, ruinę południa Europy i Ameryki. Wraz z jego rządami i życiem zakończy się okres cywilizacji technicznej i imperialnej na planecie.

Poetycznie

Michel Nostradamus Młodszy „Proroctwo albo przewrót cudowny”

Dziesiątka wierszy do Czytelnika.

Ponieważ ciałami nadrzędnymi
Rządzone są podrzędne,
Poddane władzy
Gwiazd i ich wpływowi,
Nie bądź błędnym wzgardzicielem,
Gwiazd i Znaków Niebios;
Albowiem Gwiazdy dzierżą regencję
Uniwersalnej ludzkiej istoty,
Ale Bóg (któremu jedyny ma przypadać zaszczyt)
Jest Zarządcą Gwiazd.

Wierzyć trzeba.

Przeciwstawienie Proroctwa, albo Przewrotu Wróżbom

Mędrzec swym sercem i swymi oczami
Wyniesiony jest do Gwiazd i niebios,
Którymi włada Jowisz,
Ale skąpiec (tak jak bydlę)
Ku ziemi niskiej zwrócony głową,
Gdzie Plutonowi dozwolono zamieszkać.

Cnota duszy dobrze narodzonej
Z apollińskiego szaleństwa,
Przenika do snów z woli przeznaczenia.
Skąd unosi i odnosi
Tu nisko, za sprawą upojnej siły,
Złoto z co bardziej archanielskich zdobyczy.

Za sprawą których (przez wiarę niejasno)
Ale zawsze prawdziwie
Daje ona rozeznanie,
Jednak nie swym ziemskim duchom,
Zasłoną ignorancji schwytanym,
Jedynym wrogom nauki.

Kto jest tym, co może sięgnąć
Nieba, czuwaniami tam się przenieść
Gdyby nie miał darów poznania z Nieba:
Z pomocą jakich moc duszy
Ku boskim rzeczom się zapala,
I jemu są sekretne wyniosłości odkryte.

Gdyby z powodu wiary w niejedne ustępy
Ludzie byli przez Wróżby
I przez Proroctwo zwiedzeni;
Nie znaczy to przecież
Że wtedy owa ułomność wyszła
Z tej nader szlachetnej sztuki wskutek prawdopodobieństwa.

Bowiem w tym na pewno
Jest całkowicie prawda,
Jako w nauce i doktrynie
Która naucza prawdziwie
Zachowywać w stanie śnienia
Zdrowie, nad wszystkie skarby cenne.

Czasy i pory u Nostradamusa

Fragment artykułu zamieszczonego w Nieznanym Świecie w 2002 roku.

Cykl zniszczenia
Zrozumienie zagadek zapisanych w Centuriach należy rozpocząć od głębokiego poznania języka symbolicznych przenośni, jakim ich autor opisywał historyczne wydarzenia. Dopiero później można nieśmiało pokusić się o próbę zrozumienia metody, jakiej użył do uporządkowania czterowierszy. O owej metodzie mowa jest między innymi w Liście do Cezara […].

Nostradamus był przede wszystkim astrologiem i rozumował jak astrolog. Horoskop obliczony na dowolnie wybrany moment czasu zawiera w sobie tak naprawdę całą wiedzę o przeszłości i o przyszłości tego momentu, wystarczy odjąć, lub dodać odpowiednią ilość cykli obiegu którejś z planet. Sugeruje ukradkiem, że wydarzenia, których opis dał w Centuriach odnoszą się do trzech czasów (pór, okresów), czyli trzech kolejnych cykli, które należy uwzględnić w interpretacji przepowiedni. Najpierw i przede wszystkim oczywiście chodzi o 3 wielkie cykle doczesne siedmiu wieków aniołów planetarnych według systemu Trithemiusa. Początek czwartego cyklu ma zakończyć bieg czasu obecnej ery świata. Dojdzie wtedy do kolapsu wymiarów, gdy ingerująca wieczność oddzieli ducha od materii na przeciąg „jednej części czasu o tajemnej własności”, czyli na „tysiąc lat rządów Królestwa Chrystusa” i uwięzienia szatana „w głębi dołu”.

Cały ten proces daje się uogólnić i odnieść do trzech podobnych punktów na linii czasu, powtarzających się w określonym rytmie aż do „terminu wyznaczonego odgórnie”. Rozumując w ten sposób doszłam do wniosku, że poprzez podane wyżej daty Nostradamus wyznaczył ilość lat trwania jakichś mniejszych cykli wydarzeń.
Sciślejsza wskazówka z Listu do Syna brzmi mniej więcej tak:
„[34] & od teraz, gdy to oto teraz ci zapisuję, wprzód na 177 lat, 3 miesiące, 11 dni z powodu zarazy, długiego głodu, & wojen & w dodatku przez powodzie, świat pomiędzy tym, & tamtym terminem oznaczonym z góry, przedtem & potem wielokrotnie, będzie tak zmniejszony, & tak mało świata zostanie, że nie znajdzie się nikt, kto chciałby wziąć pola, które staną się wolne równie długo, jak przebywały w poddaństwie;”
Z podanej charakterystyki okresu, o którym mowa wynika, że jest to ilość lat swoistego Cyklu Zniszczenia i tak go nazwę dla uproszczenia dalszego wywodu.
Z najprostszego obliczenia, które zrobiło oczywiście wielu interpretatorów dzieła Salończyka (1555+177) wypada rok 1732, jak wszyscy przyznają, niezbyt charakterystyczny dla wymienionych wydarzeń. Ale jeśli powtórzyć tę operację i dodać jeszcze raz do otrzymanej daty 177 lat otrzymamy rok 1909, rzeczywiście początek Epoki Zniszczenia. Rozpoczynał on okres wielkich przetasowań politycznych w Europie i wojen, w tym I-szej, w której zaczęto używać śmiercionośnego gazu i broni biologicznej. Z kolei, gdy do tego otrzymanego roku dodać znowu (3-ci raz) 177 lat dojdziemy do daty 2086, być może stanowiącej jakąś granicę, po której zaczną się nowe dramatyczne transformacje.
List do Króla zawiera jeszcze inną ilość lat, wspomnianą w następującym zdaniu:
„[47] wraz z mnożeniem się nowej Babilonii córy nędznej rozrosłej przez obrzydliwość pierwszego całopalenia, & zdzierży jedynie 73 lata, 7 miesięcy.”
Podany ciąg czasu wywodzi się z Biblii, gdzie określa okres niewoli Izraela w Babilonie.
Dodając tę podaną liczbę do roku narodzin niecnej córki na wschodzie, tj. rewolucji październikowej w 1918 roku otrzymamy rok 1991, kończący czas trwania imperium ZSRR.

Formuła cyklu odnowy epoki
Obliczanie daty narodzin, konfrontacji, klęsk i zwycięstw tych obu podstawowych sił na świecie w każdym cyklu, ustalonym wcześniej, odbywa się według stałego wzoru, opisanego w Liście do Króla. Otóż bierzemy najpierw datę początkową interesującego nas czasu (jedną z ważnych dat Odnowienia Epoki, jak w 1792 roku) i dodajemy do niej kolejno następujące cyfry:

P (Początek) + 11 – prześladowania wiernych i ich zwycięstwo, w tym ostatnie 3,5 roku jest najcięższe
P + 18 – „upadła” z powodu „zuchwałości wieku śmierci” w niebezpieczeństwie
P + 21 – odnowienie epoki poprzez klęskę
P + 36 – 11 – okres największych prześladowań wiernych
P + 36 – koniec życia „upadłej” z powodu śmierci tyrana
P +18 + 73… – 11 – okres prześladowań wiernych zakończony ich zwycięstwem
P + 18 + 73 lata i 3 m-ce – śmierć „nędznej córy”
P + 186 – odnowienie epoki
P + 207 – odnowienie epoki

Stosując ten wzór obliczeń do wyodrębnionego przez Nostradamusa roku 1792 otrzymuje się wszystkie najważniejsze daty z okresu ekspansji i klęski imperium Napoleona, a potem przetasowań w Europie zachodniej w XIX wieku. Jeśli za początek uznać datę 1813 (klęska Napoleona w Rosji) można odkryć najważniejsze punkty przemian na terenie Polski i w krajach sąsiednich. Gdy przyjąć za początek datę wybuchu Rewolucji Październikowej w roku 1918, po dodaniu do niej jeszcze raz 18 lat otrzymamy rok 1936, okres nasilenia się czystek stalinowskich w ZSRR. Dalej, gdy przyjąć rok 1918 za datę wejścia w dojrzałość „upadłej” i dodać 36 lat jej życia otrzymamy rok 1954, w którym Stalin zmarł i można powiedzieć, że jego śmierć zakończyła najgorszy okres totalitarny w XX wieku w Europie.
Istniał jednak także totalitaryzm faszystowski na zachodzie Europy, co daje się wyliczyć w inny sposób. Jeśli zaczniemy obliczanie od kolejnej daty Zniszczeń, tj. 1908-9 roku i dodamy do niej liczbę 11 otrzymamy datę końca I wojny światowej i ważnych rewolucji, które doprowadziły do narodzin hitleryzmu w Niemczech. Dodając do niej liczbę 36 otrzymamy datę śmierci Hitlera i końca jego epoki, rok 1945! Wynika z tego wniosek, że każda z dat początkowych związana jest z jakimś konkretnym miejscem na mapie świata i opisuje – przez dalsze rachunki – przebieg wydarzeń i starć z opozycją na danym terenie.

Wschód jednak zmienia swoje miejsce odniesienia w trakcie opisu wydarzeń i niepostrzeżenie z terenu Rosji przechodzimy pod koniec XX wieku do Orientu, krajów arabskich z Azji Mniejszej. Należy to zauważyć, aby ustalić odpowiednie odniesienia. Biorąc datę „okropności pierwszej ofiary całopalenia”, jako datę pierwszego zamanifestowania się wojennego faszyzmu w 1939 i dodając do niej 73 lata otrzymamy rok 2012, w którym (lub też w pobliżu którego) Nostradamus przepowiada „całkowite zaćmienie” i przebiegunowanie Ziemi, gdy „miesiąc styczeń zrobi permutatio w swój miesiąc opozycyjny”, a „zima zamieni się w lato”.
Jeśli za początek przyjmiemy rok 1927 (1909+18), tj. datę reaktywacji NSDP – ukaże się nam rok 2000, gdy rok 1933 w Niemczech (1944 -11) uzyskamy rok 2006 (początek pontyfikatu niemieckiego kardynała Ratzingera), jeśli 1936 w Rosji i w Hiszpanii otrzymamy datę 2009 (aktywowanie imperialnej polityki Rosji oraz kryzys kredytowy na Zachodzie). W takim razie wszystkie te daty zwiastują koniec i początek ważnych przemian polityczno-gospodarczych w różnych określonych i powiązanych ze sobą w ten sposób miejscach (tu: Wschód-Zachód).

Nostradamus a współczesność

Autor: dr filoz. Patrice Guinard [w] „Nie wydany list do Claude’a de Savoie w Almanachu za rok 1560”

Doktor honoris causa około 12 brytyjskich i amerykańskich uniwersytetów, Emmanuel Le Roy Ladurie może pozwolić sobie na rozważanie poetyckiego dzieła Nostradamusa na poziomie tych Saint-Johna Perse’a i Mallarmé’go […]: ale inni? uniwersyteccy urzędnicy o ciaśniutkich horyzontach, oni niewątpliwie będą potrzebowali dziesiątek prac naukowych na temat Prowansalczyka, zanim im się on ukaże, i nim ta perspektywa stanie się dla niedorostków spomiędzy nich rzeczywistością.


Mija teraz prawie 10 lat niestety jak B. Chevignard [francuski współczesny wydawca dzieł Nostradamusa, p. tłum.] zatrzymał się na wróżbach z roku 1560 – brak zainteresowanego wydawcy, jak się zdaje, którymi nie są […] niezliczone uniwersyteckie wydawnictwa prasowe, z powodu niewiedzy o kulturowej ważności dzieła Nostradamusa, z lenistwa, i z innych racji łatwych do odgadnięcia, – a popularni wydawcy zbyt zakłopotani, by rozgłaszać swoje zupy pop-nostradamiczne w intencji oszukiwanych intelektualnie gapiów. Ignorancja trzyma cugle nieprzydatnej kultury, ponieważ […]. współczesność żyje z procesu entropicznego nieustającej akulturacji: w finale migoczą tylko dekoracje nikczemnych galerii otwieranych barbarzyństwu. Cała prawdziwa kulturalna placówka wysunięta przed linie fortyfikacyjne zmienia miejsce perspektywy i rozporządzania rzeczy, a Nostradamus pozostawił już daleko za sobą najmniej słodkawych wierszokletów swego czasu, dokładnie ponieważ nie miał potrzeby wersyfikowania, aby rozwijać oświecone cechy swego poetyckiego geniuszu. Ale handel pseudo-iluminacki wierszowanej materii swymi przemowami nabija kabzę doprawdy tylko w zapszczonych przez muchy zakątkach urządzonych dla amatora. […]

Właśnie dlatego, że Nostradamus uważał Klaudiusza z Sabaudii za swego przyjaciela, gdzieś mu równego, napisał dla almanachu za 1560 rok najbardziej zagadkową z przedmów, dołączonych do dziełka tego typu. Gubernator Prowansji był o 3 lata od niego młodszy, i zmarł 3 miesiące przed nim. Posiadali wspólnie zmysł tolerancji, i z pewnością też jakieś sympatie, nie dla Reformy samej w sobie i jej dogmatycznych dewiacji, ale dla intelektualistów, z których wielu utożsamiało się z projektem humanistycznej rewolucji.
Ta przedmowa jest wyjątkowa, ponieważ Nostradamus skupia w niej serię zagadkowych wydarzeń i pozornie o niewyobrażalnej absurdalności, nieco jak w przedmowie dla Henryka II w pierwszej części drugiej księgi swych Prophéties, między którymi wyłania się kilka łatwiej identyfikowalnych perełek. Na początku i na końcu tej przedmowy, dwie sentencje przyciągnęły moją uwagę: najpierw:

„vostre tresillustre celsitude s’esmerveillera possible zd’avoir prins ainsi une autrefois l’audace vous consacrer les predictions inserées dans le present Ephemeris de ceste année Mil cinq cens soixante”!
(Tłumaczenie: „wasza nader znamienita wzniosłość zachwyci się możliwością powzięcia takim sposobem [co] niegdyś śmiałości poświęcenia wam przepowiedni wstawionych w obecną Ephemeris z tego roku Tysiąc pięćset sześćdziesiątego,”)

Otóż, pod warunkiem czytania wyrazu „autrefois” jako „niegdyś” jak w przedmowie z 1555 do Cezara, a nie trywialnym sposobem „innym razem” (autre-inny, fois-raz): to głupstwo nad głupstwami, ponieważ Claude miałby, albo musiałby zachwycić się, że Michel poświęcił mu niegdyś (to znaczy przed pięciu laty) almanach, który właśnie dzisiaj mu ofiarował, tj. 5 lat później! Nie ma logicznego wyjścia w tej zagadce, chyba, że przyjąć równoważność przeszłości i teraźniejszości, i tę głównych aktorów. Czytelnik znajdzie się zanurzony w świecie, wcale nie Pitagorasa, ale Philipa Dicka (Ubik, 1969), wiedzącego, że dla Nostradamusa zniesienie doczesnych wymiarów rzeczywistości, jest rzeczywistością w nim samym, wiekuistym, niedoczesnym – ponad wspólną percepcją i perspektywą arystoteliczną, która odróżnia przed od po.
Przyjaźń dwóch mężczyzn z tego samego pokolenia, nie usprawiedliwia porównania tożsamości samej w sobie lub identyczności ambiwalencji z końca tekstu:
„qu’il [Dieu] nous doint la grace de passer ceste année sans famine, peste seditions, mutinements, civiles discordes, & secrettes conjurations, & me face la grace qu’avant que je meure je puisse encores une autrefois voir & parler au souverain monarque Gaulois.”
(Tłumaczenie: który [Bóg] winien nam łaskę, by przejść ten rok bez głodu, zarazy powstań, buntów, obywatelskiej niezgody, & sekretnych spisków, & ujmuje mnie łaska, którą wprzód nim umieram mogę jeszcze jakimś innym razem widzieć & mówić do najwyższego monarchy Galijskiego.”

Odkrywa się, że trzeba czytać tutaj wyraz „autrefois” jako „innym razem”, ale dziwnym sposobem, tekst ślizga się od „wy” (więcej przedtem w tekście) do „ja” przechodząc przez „my”; i w miejsce powierzenia gubernatorowi, który obawia się swej względnie bliskiej śmierci, Nostradamus robi wyjątkowo aluzję do swojej, która istotnie będzie miała miejsce 3 miesiące po tej jego przyjaciela – sposób, by powiedzieć: „Umrzemy jednocześnie, ale miejmy nadzieję, że zobaczymy się znowu do tego czasu” – to, co zresztą będzie miało miejsce w czasie sprawy Caban’ów z Prowansji (ekstremistycznych katolików noszących długie płaszcze) podczas której Nostradamus został zatrzymany na rozkaz Karola IX, i ochroniony przez swego przyjaciela gubernatora w Marignane 16 grudnia 1562.
Oczywiście, tutaj nawet i mniej, niż gdzie indziej, dla ewidentnych racji syntaxycznych, nie przyzna mi się, że trzeba czytać „innym razem” w wyrazie, nawet, gdy ten odczyt jest tym, jak wierzę, którego Nostradamus pragnąłby dla swego tekstu. Poza tym, już mi się nie przyzna, że sens musi być przebadany, ze względu na to absurdalne zabezpieczenie powtarzanych katastrof porządku meteorologiczno-wojskowego, tak częstych w almanachach i prognozach.
Ale właśnie nawet ta absurdalność zdaje się być ostatecznym znaczeniem, by uznać [naszą] współczesność antycypowaną przez jasnowidza. Powtarzane wydarzenia, którymi wypełniał swoje almanachy są jedynie opisem naszej percepcji rzeczywistości.
Wystarczy czytać je wszystkie, widząc obrazy z telewizyjnych dzienników, żeby zdać sobie sprawę odnośnie precyzyjności jego opisu, niekoniecznie tego, który dzieje się, ale tego, który jest pokazywany. Gdyż jedyne straszydło [monstrum] antycypowane przez Nostradamusa jest tym spektaklowym, które zaatakowało prywatne i publiczne ekrany, i w następstwie świadomość: jedyne straszydło, które zaciera percepcję, maskuje rzeczywistość, i przeszkadza w postrzeganiu.
[…] Nostradamus odpowiada na istotne pytanie współczesności: Dlaczego świadomość jest wciągana przez nierzeczywistą otchłań, którą ona sama sobie wyobraziła, nagromadziła, uwewnętrzniła? Jak domniemana niezmienność świata może ją otworzyć na swe przyspieszone zniszczenie? Kiedy wola i przedstawienie wrócą do przejrzystości wolnej od blichtrów i ubarwień, którymi nie kończą się one przystrajać?
Nostradamus widział i opisał naszą współczesną absurdalność, i mógł ją oddać tylko używając terminów, które odzwierciedlają sobą przyrodę.

Słodka krew

Monika Hauf w swojej książce podsumowuje wnioski z wielu opowieści średniowiecznych poetów o Graalu na temat tego, czym Graal mógł być. Na ogół to kielich lub misa, w które Józef z Arymatei zebrał krew Jezusa, lecz w tekście Wolframa von Eschenbacha nie jest kielichem, a kamieniem. Lapisem alchemików, jak się można domyślać. Kamień ów miał spaść z nieba, a pilnowały go anioły, które podczas buntu Lucyfera pozostały neutralne i za karę (choć do końca tego nie wiadomo) Bóg również strącił je na ziemię. Odtąd strzegą go chrześcijanie o czystych sercach.

Mówi Pytyja: Sięgnę do swoich wizji. Przez lata śniłam dziwne historie, w których wątki zaczęły się łączyć ze sobą w szczególny sposób, choć – zaznaczam – wciąż są oderwanymi cząstkami czegoś, czego pojąć w pełni nie umiem. W pewnym sensie dotyczą kwestii Graala, choć opowieść, która do mnie schodzi bywa nieco inna.

W czasach nieokreślonych, a może na koniec wszystkich czasów, podczas przepływu Fali „spadł” na ziemię (choć była to świadoma decyzja pilotów) statek, napędzany energią dwojakiego rodzaju. Mógł podróżować równie dobrze przez niższe światy. Na ogół przebywa w 4 wymiarze, lecz potrafi zmaterializować się również w 3 i funkcjonować nawet w warunkach nieznośnych dla światła duchowego. Można sobie wyobrazić jak cennym kąskiem jest dla demonów, które przejmując go znalazłyby drogę w światy wyższe, wprost do serca Króla…
Istoty pozostały, gdyż towarzyszą KSIĘŻNICZCE (czasem mowa jest o Królewnie). To ukochana córka Króla Południa spod znaku Byka, do którego należy ogromna flotylla statków, ciągnących przez naszą Galaktykę. Księżniczka postanowiła zostać na Ziemi w momencie, gdy podobne im wszystkim istoty musiały z jakichś względów (być może przesunięć kosmicznych) szybko ją opuścić. Była to jej własna i nieodwołalna decyzja, narażająca ją na śmierć, lub na coś jeszcze gorszego… Póki żyła było pewne, że Ziemia nie zostanie zniszczona przez kosmiczną armię wojującą z siłami, które przejęły naszą planetę… Towarzysze, którzy z nią pozostali, królewscy strażnicy, postanowili ją chronić, aż do czasu powrotu Króla, który miał wypaść za kilka tysięcy lat.

Tak, Księżniczka miała w sobie coś wyjątkowego, to coś jest związane z jej krwią. W pytyjskich snach musiała pić krew zwierząt, aby utrzymać się przy życiu, było to coś w rodzaju porfirii (choroby genetycznej trapiącej przedstawicieli starych rodów, wiążącej się także z nadwrażliwością na światło). Ona, jak i tajemnica pojazdu oraz istot, które w niej mieszkały była utrzymywana po potopie w egipskim Labiryncie. Zresztą pojazd w specyficzny sposób istnieje poza czasem, może jednak ukazywać się tym, którzy znają do niego ścieżkę.
Drogę do serca Labiryntu odnalazł niegdyś młody chłopiec, sługa kapłanów, prawdopodobnie żydowskiego pochodzenia (można by go nazwać umownie „Józefem”), który odkrył w podziemiach ogromną salę z basenami, gdzie kąpały się… dinozaury, dokarmiane przez pilnujących je jasnowłosych ludzi krwią i mięsem ofiar, składanych im przez egipskich wyznawców świętego krokodyla oraz… żydowskich kapłanów, którzy wtedy przebywali w Egipcie i pełnili ważne funkcje. Chłopiec, wtajemniczony przez Rudzielca (tu przypomnę, że rudy był np. król Dawid, rudy kolor włosów to także oznaka zmieszania krwi dwóch ras, północnej i południowej, a w opowieści o Graalu to Merlin był dzieckiem diabła i czystej dziewicy, czyli jednoczył w sobie żywe sprzeczności) narodził się (w sensie zmaterializował, przeszedłszy świadomie przez wrota czasu) w VI wieku w Anglii, jako król Artur. On przekazał wiedzę wybranym ludziom, którzy poznali i mieli odtąd strzec dojścia do pojazdu, a sam został Wielkim Mistrzem zakonu, obiecując, że pojawi się na koniec jako zwycięzca. Tak naprawdę wiedział od Rudzielca, że już nim został w momencie odnalezienia drogi do centrum Labiryntu i odkrycia jego tajemnicy, co do tamtej pory nie udało się żadnemu człowiekowi, a gwarantowało utrzymanie cech wyższowymiarowych w trakcie trwania ery ciemności. Każdy z wtajemniczonych przez niego „rycerzy okrągłego stołu” poznał jakiś fragment wiedzy (mapy, planu, kalendarza), która miała odtąd zacząć funkcjonować w czasie i spróbować przetrwać okres średniowiecznego mroku.
W ślad za nim podążył stary człowiek, który zabłąkał się w Labiryncie, lecz uporem swoim zdołał zgromadzić znaczną energię i popleczników, na bazie kultów szamańskich…

Tajemnicę posiedli templariusze i rozrzucili puzzle w ściśle wyznaczonych i znanych sobie miejscach Europy, gdzie mieli swoje komandorie. Pytyja widzi trzy rzeki posiadające delty, trzy wieże (baszty) zbudowane przy nich, tworzące na mapie trójkąt. W niektórych kościołach umieszczono symbole naprowadzające na następne miejsce, to rodzaj przestrzennego labiryntu, który poszukiwacz Graala musiałby przejść od miejsca do miejsca, aby rozplątać węzeł. Jedna z tych wież, na którą jest wskazówka w pewnym nadmorskim kościele stała jeszcze w połowie XI wieku na brzegu morskim, który w tej chwili zamienił się w jezioro klifowe, ruiny są tam do dzisiaj. Prowadziła do niej droga wywiedziona z kościoła zbudowanego na zamieszkanym półwyspie w kształcie krótkiej maczugi o nazwie zaczynającej się na I (Inuen?), brzmiącej w tamtych stronach obco. Kościół, wraz z całym półwyspem został wkrótce zalany przez morze, w tym miejscu jest jednak o wiele płycej, a fundamenty budowli istnieją do dzisiaj na dnie morskim. Wieżę z białego kamienia nazywano Strażnicą.
Dojście do pojazdu zostało w ostatniej chwili przeniesione i droga zmieniona.
Towarzysze Księżniczki, ukazujący się wtajemniczonym stworzyli system, który miał wytwarzać podwyższony poziom energii, wydzielanej przez grupy ludzkie w czasie zbiorowych przeżyć religijnych. Energia ta była niezbędna do podtrzymywania życia Księżniczki i funkcjonowania pojazdu. Emocja miłości powiązana z zaakceptowanym cierpieniem wiązała ze sobą sprzeczne cechy (światło i ciemność), skierowując je w ekstazie w górę i uruchamiając Boską Moc. Być może wykorzystywano do jej utworzenia ślub czystości.
Z czasem jednak pokarmu/paliwa zaczęło brakować. Droga została ukryta, wtajemniczeni w nią ścigani i okrutnie zabijani. Wzrósł strach, a także niepewność, generowana przez kontr-poszukiwaczy, którym również zależy na przejęciu pojazdu, Stopniowo tajemne święte obrządki, takie jak ryt szkocki zostały przeinaczone i przejęte.
Narastające niebezpieczeństwo utraty pojazdu zmusiło 3 najbliższych towarzyszy Księżniczki do inkarnowania w ludzkich ciałach. Każdy z nich ma według przedsięwziętego planu 3 życia. Ogromnym problemem dla nich i dla powodzenia całej sprawy jest utrata pamięci po narodzinach.
Powtarza się przepowiednia w snach: Kiedy trzech, pochodzących z rodzin o starych korzeniach związanych z Wężem, spotka się i rozpozna, a każdy w swojej dziedzinie odgadnie ważną zagadkę przeszłości, wszyscy umierają, a gdy stanie się to po raz trzeci, narodzi się diabeł.

Czerwień – Ogień – Elias

Azazel, nim zszedł na ziemię, był jednym z Serafinów, ognistych aniołów. Pisano o nich: „Serafini to władcy światła, Synowie Wiecznego Ognia, który spoczywa uśpiony jako Moc Węża, Kundalini.” Z powodu związku z ogniem, rozpoznawalnym kolorem Pawiego Anioła często jest kolor czerwony.

Księga Henocha: Wizja pałacu Bożego
8 Ujrzałem następującą wizję: Oto o bloki zawołały do mnie w widzeniu i mgła do mnie zawołała, i droga gwiazd, i błyski błyskawic ponagliły mnie i popchnęły mnie, i w widzeniu wiatry uniosły mnie i porwały mnie, i uniosły mnie do nieba.
9 Wszedłem, aż zbliżyłem się do muru, który zbudowany był z kamieni gradowych i język ognia otaczał go. Zacząłem czuć lęk.
10 Wszedłem do języka ognia i zbliżyłem się do wielkiego domu, który wybudowany był z kamieni gradowych i ściana tego domu była jak mozaika zrobiona z kamieni gradowych, a jego podłoga ze śniegu.
11 Jego dach był jak droga gwiazd i błyski błyskawic, a wśród nich były ogniste Cherubiny i ich niebo było jak woda.
12 Ogień płonął wokół jego muru, a drzwi jego opływały ogniem.
13 Wszedłem do tego domu. Był gorący jak ogień i zimny jak śnieg. Nie było w nim radości ani życia. Ogarnął mnie strach i przejęło mnie drżenie.
14 I gdy tak drżałem i trząsłem się, padłem na moje oblicze. I ujrzałem w widzeniu,
15 że oto inny dom, większy od poprzedniego, którego wszystkie drzwi były otwarte przede mną, zbudowany był z języka ognia.
16 We wszystkich tak górował chwałą, splendorem i rozmiarem, że nie potrafię wam opisać jego chwały i rozmiaru.
17 Jego podłoga była z ognia, a ponad nim błyskawice. Droga gwiazd i jego dach również był z płonącego ognia.
18 Spojrzałem i zobaczyłem w nim wysoki tron. Wyglądał jak kryształ, otoczenie jego było jak jaśniejące słońce i (słychać było) głos Cherubów.
19 Spod wysokiego tronu wypływały rzeki płonącego ognia, tak że było rzeczą niemożliwą nań patrzeć.
20 A Ten, który jest wielki, w chwale siedział na nim, a jego promieniowanie było jaśniejsze od słońca i bielsze od śniegu.
21 Żaden anioł nie mógł wejść, gdy ukazywało się oblicze Tego, który jest czczony i uwielbiany, żadne cielesne [stworzenie] nie mogło [nań] spoglądać.
22 Morze ognia paliło się wokół Niego i wielki ogień stał przed Nim i nikt z Jego otoczenia nie zbliżał się do Niego. Dziesięć tysięcy razy dziesięć tysięcy stało przed Nim, ale On nie potrzebował żadnej świętej rady.
23 I Święci, którzy byli blisko Niego, nie opuszczali ani nocą, ani dniem i nie odchodzili od Niego.

Paul Sédir „Różokrzyżowcy. Historia i nauka”:


Elias Artista
Poza żółtym słońcem, które jej [ziemi] świeci obraca się sześć innych słońc jeszcze niewidzialnych, zasilających życie na ziemi. Nasze żółte słońce ma za zadanie rozwój życiowych funkcji. Inne słońce, słońce czerwone, wpływa na rozbudowę ziemskich organizmów, zarządza morfologią, zjawiskami powinowactwa fizycznego, chemicznego, intelektualnego i społecznego.
Słońce czerwone jest siedzibą istoty, której Paracelsus, pierwszy na tej ziemi, nadał imię Elias Artista.
Elias Artista jest aniołem Różokrzyża. Nikt wiedzieć nie może, kim on jest, nawet ten, na którym spoczął. Wszystko, co można powiedzieć, streszcza się w twierdzeniu, że jest on siłą przyciągającą i harmonizującą, zmierzającą do scalenia poszczególnych jednostek w jednorodne ciało.

Stanislas de Guaita tak się o nim wyraża:

„Elias Artista jest nieomylny, nieśmiertelny, ponadto niedostępny ułomnościom, skażeniom i śmiesznostkom ludzi cielesnych, a ujawnia się światu poprzez nich za ich ofiarną zgodą. Ten Duch światła i postępu wciela się w istoty dobrej woli, które go przywołują. Jednakże opuszcza je natychmiast z chwilą najdrobniejszego ich potknięcia.
Fałszować to słowo wzniosłości jest rzeczą niemożliwą, nawet nie sposób kłamać w jego imieniu. Wcześniej czy później bowiem znajdzie on narzędzie bardziej siebie godne (choćby na jedną chwilę), usta wierne i lojalne (choćby na moment), by wymówić jedno słowo.
Czy to będzie organ wyboru, czy usta trafu – co za różnica? Głos jego daje się słyszeć, głos potężny i drgający tym spokojnym autorytetem, który użycza słowu ludzkiemu natchnienia z Niebios. W ten sposób zadany zostaje na ziemi kłam tym wszystkim, których jego sprawiedliwość potępiła w abstrakcji.
Strzeżmy się fałszować tradycyjnego ducha Zakonu, potępiani w tej samej godzinie tam, wysoko, bylibyśmy prędzej czy później tu, na ziemi, odrzuceni przez tajemniczego demiurga, którego Zakon wita imieniem .

Nie jest on Światłością, ale podobnie jak św. Jana Chrzciciela, posłannictwem jego jest dawać świadectwo Światłości chwały, które ma opromieniać z nowych niebios odmłodzoną ziemię. Oby się przejawiał poprzez rady mocy, oby oczyścił piramidę świętych tradycji, zniekształconą warstwami różnorodnych dziwacznych szczątków i gruzów, jakie na niej nagromadziło 20 wieków! I oby w końcu otworzył on drogi na przybycie Chrystusa w chwale najwyższej aureoli; wtedy on zniknie – dokonawszy swego dzieła – on, zwiastun przyszłych czasów, ludzki kształt św. Parakleta, dajmon wiedzy i wolności, mądrości i sprawiedliwości integralnej: Elias Artista.”

Według nas Elias Artista jest jakąś adaptacją biblijnego Eliasza, który ma powrócić wraz z Henochem po dokonaniu czasów, aby spełnić rolę świadka w powszechnej dwójni. Przedwcześnie byłoby tu mówić, kim był Elias Artista lub kim on będzie, wystarczy jeśli powiemy to tylko, że imię jego oznacza jedną z form Ducha inteligencji.
Niech nam będzie wolno wskazać tym naszym czytelnikom, którzy by chcieli pogłębić swą wiedzę o tej tajemniczej postaci, by rozważyli historię Henocha, symbolicznego ojca Różokrzyża, twórcę tradycji i wiedzy, by zbadali pomniki, które mu przypisuje legenda.

Upadli Czuwający – Alchemia

Jezydzi

Większość badań nad wierzeniami Jezydów opiera się na dwóch tekstach sakralnych: Al Jilwah (Objawienie) i Meszaf Resz (Czarna Księga), lub też po arabsku: Kitab al-Dżana (Księga Objawienia) i Kitab al-Aswad (Czarna Księga). Z nich pochodzą opisy istoty uznawanej za boskiego wysłannika i twórcę świata ludzi – anioła o imieniu Melek Taus.

Większość wyznawców tej szczególnej religii to Kurdowie zamieszkujący Irak, głównie w górach na północ od Mosulu, w Iranie, Syrii i Armenii.

„Czarna Księga”, Meszaf Resz, która przedstawia proces stworzenia świata, wymienia Pawiego Anioła jako pierwszą istotę stworzoną przez Boga. Na początku bowiem Bóg stworzył białą perłę, potem ptaka, na grzbiecie którego umieścił klejnot. Następnie zaś stworzył siedmiu aniołów, każdego w jeden dzień tygodnia. Melek Taus (nazywany też imieniem Azazel lub Szejtan) powstał w niedzielę jako pierwszy i ustanowiony został władcą ponad wszystkim:

„W każdy z pozostałych dni tygodnia Jedyny tworzył anioły, by służyły aniołowi Melek Taus. Potem Niewidzialny wycofał się i zaprzestał działania, a jego rolę przejął Melek Taus.”

To on podzielił perłę na cztery części i stworzył z niej morza i znany nam świat: niebo, ziemię, słońce i księżyc, a także ludzkość, zwierzęta i ptaki. Następnie stworzył statek, w którym przebywał przez trzydzieści tysięcy lat, po czym zamieszkał wśród ludzi w mieście Lalisz.
Dla Jezydów Melek Taus jest tym, który nie tylko ich stworzył, lecz także obdarzył ich kulturą i cywilizacją.

Zapisano w Al Jilwah (Objawieniu):

„Nie wspominaj mego imienia, ani mych atrybutów, jak robią to obcy. Inaczej popadniesz w grzech, gdyż brakuje ci prawdziwej wiedzy. Czcij mój symbol i wizerunek”

Zwie się go Melek Taus, Aniołem-Pawiem. Etymologicznie słowo „Melek” (lub „Malik”) oznacza „władca” lub też „anioł” ( z hebrajskiego: „mal’ak” – posłaniec). „Taus” to z kolei perskie słowo oznaczające pawia.
To postać zaczerpnięta być może z wierzeń staro-asyryjskich, gdzie znany był pod imieniem Adramelek. Na wizerunkach przedstawiano go w postaci ludzkiej lub w formie pawia. Adramelek czczony był w miastach Asyrii, a jego kult obejmował palenie ludzkich ofiar. W średniowiecznej hierarchii demonów ma on tytuł Wielkiego Kanclerza Piekła. Wspomina się o nim w Biblii w związku ze składaniem mu ofiar całopalnych z dzieci.

Paw to symbol całościowego połączenia wszystkich barw, oznaka nieśmiertelności niezniszczalnej duszy. Melek Taus (Pawi Anioł) Jezydów jest władcą ziemi, świata materialnego. Funkcji tej, według wierzeń Jezydów, nie pełni wszechpotężny Bóg, lecz właśnie jego wysłannik, ulubiony anioł. Z kabalistycznego punktu widzenia, jako władca materii (Malkuth) jest on odwrotnością Boga w Kether, Jego cieniem.

To on przemawia w księdze Al Jilwah (Księdze Objawienia) opisując siebie jako władcę świata i wszystkich stworzeń, a także innych istot boskiej natury:
„Los zwierząt na ziemi, ptaków na niebie i ryb w wodzie spoczywa w mych rękach.”

Rządzi życiem i śmiercią wszystkich stworzeń. Obdarza łaską, szczęściem i bogactwem, ale też karze za nieposłuszeństwo. Zna wszystkie skarby i ukryte rzeczy na ziemi. Świat nie ma przed nim żadnych tajemnic, a ukrytą wiedzę objawia swoim wyznawcom i tym, których wybiera.

Według niektórych teorii Melek Taus stworzony został przez Arymana, perskiego władcę Ciemności jako jego manifestacja. Jeśli więc spojrzeć przez kolorowe pawie pióra, ujrzeć można samego Arymana – Szejtana.

Starożytne apokryfy, takie jak „Księga Henocha” wymieniają anioła o imieniu Azazel. Nauczył on ludzi sztuki wojennej – wykuwania mieczy i noży, sporządzania tarcz i zbroi, ale także ozdób i biżuterii, jak również sztuki makijażu. Wielokrotnie Azazel utożsamiany jest z Pawim Aniołem Jezydów, który w tekście Meszaf Resz nosi to samo imię.
Azazel, znający wszelkie tajemnice metali i minerałów, uznawany jest za twórcę alchemii, która wywodzi się ze starożytnych fascynacji metalurgią i tajemnicami ziemskich pierwiastków.
Alchemia jest nauką o transformacji duszy. W niektórych pismach alchemicznych faza nazywana „ogonem pawia” i symbolizowana przez tego ptaka, jest uwieńczeniem etapu oczyszczania duszy i reprezentuje ją obraz uskrzydlonego smoka. Tęczowa gama kolorów odpowiada siedmiu kolorom czakr, prze które wznosi się ów ognisty wąż by przynieść człowiekowi wyzwolenie duchowe. Azazel jest więc tym, który wskazał ludziom ścieżkę duchowej inicjacji, drogę do samoprzebóstwienia. Już od niepamiętnych czasów uważano zaś, że kluczową rolę w tym procesie odgrywa mistyczny ogień, boskie światło, które jest esencją aniołów i wszystkich istot związanych z wyższymi światami.

Cień Boga – Paw – Elias – Ogień

E.G.Bulwer Lytton „Zanoni”:
„…Zaledwie [raz] na lat tysiąc rodzi się istota zdolna przebyć drzwi straszliwe, prowadzące do zaświatów”.
„…Pomiędzy stróżami progu jest zwłaszcza jeden, który mściwą złością przewyższa swą całą rasę, którego oczy sparaliżowały najmężniejszych i którego nad umysłem potęga wzrasta w ścisłym stosunku do strachu.”

1934 rok, „Księga” Philip H. Lovecraft:

Z listu Philipa H. Lovecrafta:
„W sprawie „Necronomiconu” muszę przyznać, że ta potworna i odrażająca księga to po prostu wymysł mojej wyobraźni!”

1920 rok, „Nyarlathotep” Philip H. Lovecraft:
„Pełzający chaos…
Jestem ostatni…
Słucha mnie pustka…
…Wokół panowało potworne napięcie… Przypominam sobie ludzi o bladych, przejętych twarzach, szepczących ostrzeżenia i przepowiednie, których nikt nie ważył się świadomie powtarzać, nawet przyznać przed samym sobą, że je słyszał. Poczucie potwornej winy szerzyło się w całym kraju… Zdawało się, jakby świat, a może cały wszechświat, wyrwał się spod panowania znanych bogów czy mocy, by trafić pod kontrolę obcych sił. Właśnie wtedy Nyarlathotep opuścił Egipt. … pochodził ze starego, królewskiego rodu i wszędzie tłumy fellachów klękały na jego widok. Mówił, że powstał z ciemności dwudziestu siedmiu wieków i posiadł wiedzę pochodzącą spoza tej planety. Śniady, smagły i ponury, przybył wreszcie do cywilizowanych państw. Kupował dziwne przyrządy ze szkła i metalu, żeby składać z nich urządzenia niewiadomego przeznaczenia. Często mówił o nauce – elektryczności i psychologii – urządzał także pokazy własnej mocy, po których widzom odbierało mowę, a jego sława niepomiernie rosła… A kiedy Nyarlathotep odchodził, zabierał spokój, bowiem zawsze pierwsze godziny po północy wypełniały koszmarne wrzaski.”

TEN, KTO PRZEKROCZY BRAMĘ
NA ZAWSZE ZWYCIĘŻY CIEŃ
I NIGDY JUŻ NIE BĘDZIE SAMOTNY!