Zamek w Gisors

To średniowieczny zamek forteczny z XI i XII wieku, którego pozostałości, wznoszą się dotąd w gminie Gisors, w departamencie Eure, w regionie Normandii we Francji.
Zamek z Gisors słynie z powiązania z historią templariuszy, choć nie został zbudowany przez nich samych. Powierzono im go w okresie od 1158 do 1160 roku (czyli na okres mn. w. 3 lat) w czasie rozejmu między Królestwem Angielskim i Francuskim, później służył za miejsce uwięzienia od 1310 roku do 1314 roku ostatniego mistrza zakonu, Jacquesa de Molay, podobnie jak trzech innych dostojników zakonu, podczas procesu templariuszy.

Zamek górujący nad doliną Epte, wybudowany na usypanym kopcu składał się z okrągłej wieży strażniczej, która została dodana do już istniejącej twierdzy. W istocie jest to dzieło Książąt Normandii od XI do XII wieku. W zamiarze owa pograniczna twierdza miała bronić domeny anglonormandzkiej przed pretensjami króla Francji.

Podstawowa bryła została zbudowana w 1097 przez Roberta Bellême, z rozkazu króla Anglii Wilhelma II Rufusa (1087/00), regenta Księstwa Normandii. Tę uzupełniono rok później przez drewnianą strażnicę, prawdopodobnie otoczoną palisadą. W 1113 roku, to ufortyfikowane miejsce górujące nad doliną Epte, przyjęło spotkanie władców Ludwika VI z Francji i Henryka I z Anglii. Około 1123 pierwsza akcja przebudowy skończyła się dodaniem strażnicy z ciosanego kamienia w ośmiokątnym kształcie, otoczonej ściśle związanym wałem obronnym.

Spotkanie nowego króla Anglii i króla Franków Ludwika VII miało miejsce w 1158 roku na zamku w Gisors. Aby przypieczętować pojednanie między dwoma królestwami, kapetyński władca zgodził się oddać najmłodszemu synowi Henryka II rękę swej córki Małgorzaty Francuskiej, w wieku zaledwie sześciu miesięcy, dając mu w posagu twierdzę Gisors. W oczekiwaniu na uroczystości ślubne, twierdza została powierzona templariuszom, podobnie jak inne dwa zamki. Trzem rycerzom Świątyni zlecono pieczę nad twierdzą, byli to: Robert de Piron, Tostes de Saint Omer i Richard d`Hastings, wtedy mistrz Zakonu na prowincji Anglii. Jednakże, w 1160 roku Henryk nakazał obchody weselne; w wyniku czego Gisors stało się normandzkie.

Strategiczny charakter tego punktu doliny Epte nie umknął nowemu właścicielowi, a nowa akcja przebudowy została podjęta w 1170 roku. Trwała dziesięć lat. W tym długim okresie, wieża strażnicza została umocniona i podwyższona o dwa dodatkowe piętra, podczas gdy w tym samym czasie, powiększono fosę. Nowy mur obwodowy, długi na 800 metrów i otoczony z boków ośmioma wieżami, dokończono, by bronić otoczenia.

W 1188 roku na zamku odbyło się, w przeddzień Trzeciej Krucjaty, królewskie spotkanie między władcami  anglo-normandzkim Henrykiem II i francuskim Filipem Augustem, w wyniku którego został ogłoszony rozejm. Francuski monarcha, który zdobył twierdzę w 1193 roku nakazał wykonać kilka poprawek, z których zbudowano „Wieżę Więzienną”, z widokiem na miasto czy jeszcze królewski zajazd, zniszczony na początku XX wieku.

[Ryc. płaskorzeźby odkryte w lochach zamku Gisors]

Strategiczny prywatny obiekt, zamek z Gisors został wówczas przekształcony w więzienie. Ono własnie posłużyło sławnym gościom podczas fali aresztowań templariuszy: twierdza stała się w ten sposób, od marca 1310 do marca 1314 roku, miejscem pobytu Wielkiego Mistrza Zakonu, Jacques`a de Molay, do którego przyłączono w lochach zamkowych trzech innych wielkich mistrzów Zakonu: Hugues`a de Pairaud, Geoffroy de Gonneville, mistrza prowincji Poitou i Akwitanii i Geoffrey`a de Charnay, preceptora Normandii.

W 1419 roku, akcja diuka de Clarence pozwoliła zdobyć zamek Anglikom. Ci zaś wynieśli się stąd dopiero w 1449 roku.
Przywrócony koronie francuskiej, zamek zbędny na koniec konfliktu francusko-angielskiego, popadał stopniowo w zaniedbanie. W 1591 roku twierdza została wycofana z eksploatacji.

Zamek na pierwotnej bryle składa się obecnie z imponującej wieży strażniczej, zbudowanej na wzniesionym kopcu mającym około 15 metrów wysokości i średnicę u podstawy 70 metrów. Kamienny mur zbudowany na szczycie pagórka osłania i oddziela strażnicę.

Powiększono powierzchnię zamku przez dodanie muru okalającego, poprzedzonego przez fosę, który wije się na mniej więcej 200 metrów długości i 10 metrów wysokości, otoczony z boków wieżami, z których najbardziej znaną pozostaje Wieża Więzienna.

Legenda zamku

Według niektórych legend, zamek Gisors miał być miejscem ukrywania skarbu templariuszy.

W dniu 13 października 1307 roku, templariusze zostali aresztowani z rozkazu króla Francji. Obecnie specjaliści przyjmują, że mistrzowie Świątyni wiedzieli wcześniej, że ich dni są policzone. Tego samego dnia, skarbiec świątynny ewakuowano z Paryża za pomocą trzech zamaskowanych wozów. Ten konwój miał się skierować ku portom normandzkim, by zaokrętować się w stronę Anglii. A ta droga kazała im przejść przez krainę Gisors. Templariusze kontrolowali ten obszar w ciągu trzech lat, co pozwala myśleć, że ustrzegli więzi pod każdym względem.

Mówiąc krótko, skarb templariuszy zniknął na długo przed jawnym przybyciem na wybrzeża Normandii.

W 1940 roku, dozorca zamku, miejscowy człowiek, omamiony przez ową wspaniałą opowieść, postanowił przedsięwziąć wykopaliska. Roger Lhomoy przez 6 lat drążył pod ziemią kopca i w jego okolicach. On wydobył na jaw podziemną „zmurszałą wartownię”, oczyścił częściowo studnię i wpadł na pewne pomieszczenia wciąż jeszcze dotąd  nieosiągalne. W marcu 1946 roku odkrył w końcu to, czego szukał. „Jestem w romańskiej kaplicy […]. Wzdłuż murów, znajdują się na ziemi, kamienne sarkofagi […]. A w nawie, 30 skrzyń z drogcennego metalu ułożonych kolumnami, po 10.” Lhomoy natychmiast zwrócił się do burmistrza Gisors o stwierdzenie odkrycia. Niestety, nikt nie odważył się zejść do głębin studziennych wykopanych z pogwałceniem wszelkich wymogów bezpieczeństwa. Jedna osoba poszła rzucić szybko okiem, nasłuchując potwierdziła, na dnie, odgłos piwniczny. Wzięty za nawiedzonego, Lhomoy został zdjęty z obowiązków dozorcy i musiał na nowo zasypać wykop.

W 1960 roku Roger Lhomoy opowiedział swoje niesamowite przygody Gerardowi de Sede, który w 1962 opublikował powieść „Templariusze są wśród nas”. Cała Francja rzuciła się do poszukiwania skarbu. Sam André Malraux zarządził wykopaliska, niestety nieudane. Sprawa ucichła wraz z upływem czasu, ale nadal pozostaje mętna i niewyjaśniona.

Klucznicy

Eva Wong „Feng-shui”:
„Powiadano, że Chu-kuo Liang potrafił manipulować wiatrem i żywiołami oraz mógł wywoływać mgły, żeby ukryć ruchy armii swego władcy Liu Pei. Chu-kuo Liang, mistrz sztuk mantycznych, przyczynił się do wprowadzenia systemu chi-mun tun-chia do wróżbiarstwa ziemskiego, jak i niebiańskiego. Chi-mun znaczy „tajemnicze otwarcia”, a tun-chia – „ukryty ruch”. Pierwotnie system przeznaczony był do ukrywania ruchu armii poprzez manipulowanie tajemniczymi portalami w ziemi, które w określonym czasie w roku otwierały się i zamykały. Jedne portale są dobroczynne, inne niszczycielskie. Wkroczenie w nieodpowiedni portal mogło oznaczać śmierć. Taoistyczni magowie, tacy jak Chu-kuo Liang wiedzieli, gdzie znajdują się te wejścia oraz jak je otwierać i zamykać.”

Z sesji kasjopejańskiej:
O: Teraz ludzie zapamiętajcie: Rennes-le-Chateau to środek do celu, a nie cel. To coś takiego jak otwarcie kufra i oczekiwanie, że odnajdzie się złoto, a znajduje się jedynie mapę.
P: Sześć wzniesień wokół Rennes formuje naturalny pentagram, otoczony kołem. To mi przypomina kręgi magiczne, którymi otacza się przy wywoływaniu duchów, bądź demonów. Czy ten obszar to nie jest olbrzymia brama wjazdowa lub miejsce wywoływania, wzywania duchów?
O: Wjazd trafia się, kiedy warunki są dobre.
P: Czy ten obszar to wjazd?
O: Okno.
[…]
P: Czy moglibyście zdefiniować nam „okno”?
O: Zbieżność; otwiera na alternatywne stany, dzięki energii punktów siatki.
P: Czy przez te okna można przechodzić tam i z powrotem ? Poruszać się między światami?
O: To jest możliwe.
P: W czym to okno różni się od „portalu”?
O: Okno jest otwarte, portal jest uczyniony przez statki.
P: Czy okno jest naturalnie występującym portalem?
O: Blisko.
P: Czy to okno pozostaje otwarte cały czas, lub czy otwiera się i zamyka z różnych przyczyn?
O: Bliżej tego drugiego.
P: Co determinuje otwarcia i zamknięcia?
O: Częstotliwość.
P: Częstotliwość czego?
O: Wzoru energii.
P: Wzoru energii tego obszaru, czy ludzi, którzy wchodzą w kontakt z tym obszarem?
O: Poprzednie.
P: Co musi nastąpić, by zmieniła się częstotliwość tego obszaru?
O: Impuls elektromagnetyczny.
P: Skąd pochodzą te impulsy elektromagnetyczne?
O: Są zdolne do przemiany.
P: Przemiany z czego?
O: Nie w tę stronę.
P: Co?
O: Twoje przypuszczenia sprawią, że zbłądzisz.

(tłumaczenie z angielskiego: Morriah & Me)

Strażnicy skarbu

Kubera (Kuwera) – bóg duchów, Strażnik Północy, król jakszów i guhjaków. Brat złego Rawany, został wygnany ze Sri Lanki, co zapoczątkowało historię wyniszczającej wojny, opisaną w  Ramajanie (w czasach srebrnej ery). Posiadał złoto, srebro i wszystkie klejnoty ziemi. A także Puśpakę, vimanę (latający pojazd) otrzymaną od samego Brahmy. Przedstawiano go jako człowieka wielkiej tuszy, co w każdej kulturze symbolizuje bóstwa dobrobytu, osobnika białego, bardzo brzydkiego. Jedno z jego imion brzmiało Ratna-garbha „brzuch-klejnot”, co wskazywałoby na energię dolnych czakr skoncentrowaną w splocie słonecznym i kolor krystalicznie złoty.

Jakszowie – istoty leśne, podobne do faunów, satyrów i strzyg znanych nam z mitologii greckiej. Z reguły dobrotliwe, czasami bywały dla niektórych złośliwe. Ukazywali się w ludzkiej postaci jako przystojni młodzieńcy, lub jako czarne karły o zwisających brzuchach. Chronili ludzi prawych i byli wiernymi, gorliwymi strażnikami pałaców swoich panów. Jako Zmiennokształtni przybierali dowolne postacie, mogli wyglądać jak zwykłe drzewa w lesie i podpatrywać ludzi przez grubą warstwę liści.

(Tu kłania się celtycki Zielony Człowiek!).

Guhjakowie (guha znaczy: „sekretny, ukryty”) byli rasą pierwotnych ludzi
jaskiniowych, strażnikami skarbca Kubery.

Skarbnik (Skarbek) – istota znana górnikom, ryjącym w górach i w głębi ziemi. Mała, karłowata, wskazywała dobrym, biednym ludziom drogę do bogactwa, złych i chciwych wprawiała w chaos i wiodła na zgubne manowce. Z charakteru i wyglądu widać, że należała do rasy zmiennokształtnych jakszów.

Złoto alchemików

Nieznany Informator dodaje:

„Właściwości monoatomowego złota mniej więcej Ci opisałem, ale nie to jest istotne najbardziej. Podobne właściwości mają pierwiastki z grupy platynowców, do której należą platynowce lekkie: ruten Ru liczba atomowa 44 ciężar wł. 12.29g/cm3., rod Rh l.a. 45, c.wł. 12,49g/cm3, pallad Pd l.a. 46 c.wł.12,09g/cm3 oraz platynowce ciężkie, do których należą: osmos l.a 76 c.wł. 22,50g/cm3; iryd Ir l.a. 77 c.wł. 22,49 i platyna Pt l.a.78, c.wł. 21,45 g/cm3; srebro leży obok platynowców lekkich, Ag l.a.47, c.wł. 10,5g/cm3, a złoto jest na następnym miejscu, a przed platynowcami ciężkimi Au l.a. 79 c.wł.19,3 g/cm3. Zapamiętaj Ruten l.atomowa 44 oraz Iryd liczba atomowa 77. Oba te pierwiastki, jak i cała grupa platynowców należą do pierwiastków ziem rzadkich, do których należy jeszcze kilka innych pierwiastków o ciekawych właściwościach, jednak te dwa pierwiastki mają szczególne znaczenie, posiadają bowiem właściwości podobne do monoatomowego złota, to znaczy, że podgrzane do krytycznej temperatury stracą na wadze 44%, albo staną się nieważkie całkowicie. Potem przy kolejnej zmianie temperatury znowu wrócą do normalnej wagi. W zależności od temperatury wyprawiają najdziwniejsze harce, wprowadzając świat oficjalnej nauki w niewyobrażalne kłopoty, bo niby są, ale ich nie ma i nie można ich wykryć żadnymi metodami bezpośrednimi, ale można je zidentyfikować sposobem, nie metodą naukową, a znaną średniowiecznym alchemikom. Przypomnij sobie traktat o przygotowaniu czerwonego proszku do transmutacji żelaza w złoto; brali merkurego (rtęć) i gotowali go tak długo, aż zniknął z ampułki szczelnie zamkniętej. A potem robili z tej niewidocznej rtęci tlenek o kolorze czerwonym, posypywali sztukę żelaza, razem podgrzewali i oto pojawiało się najczystsze złoto.
Trochę inną metodą, ale też na drodze transmutacji (chemia średnich energii) pewien młody naukowiec (jeszcze wtedy istniało ZSRR) otrzymał z drutu żelaznego złoto, zostało ono bardzo starannie poddane wszystkim możliwym analizom w jednym z instytutów akademii nauk ZSRR i analizy potwierdziły jego zadziwiającą czystość. Zachęcono tego człowieka do opracowania nowego działu chemii, co zrobił dość skwapliwie, a następnie człowiek ten trafił do łagru, wydanie książki zostało w całości wycofane, a temat chemii średnich energii został przez oficjalną naukę wyśmiany, jako niedoścignione marzenie średniowiecznych, nieoświeconych szarlatanow – alchemików.
I wszystko by grało, gdyby nie pewien farmer z Arizony, który chciał się dowiedzieć, jaki jest skład chemiczny ziemi na jego polach, w celu odpowiedniego jej przygotowania tak, żeby kamienna pustynia wydawała wysoki, kukurydziany plon. W trakcie wieloletnich badań, prowadzonych pierwotnie przez instytuty naukowe, a potem już badania samodzielne znalazł monoatomowe ruten i iryd w popiele mózgów krów, bo o takie mózgi było najłatwiej.
Moja znajoma pracowała na oddziale raka mózgu w szpitalu w Omsku, na Syberii, jako pielęgniarka. Wiele osób tam umierało, a potem była robiona sekcja zwłok, w tym szczegółowe badania mózgów. Młoda w tamtym czasie dziewczyna szczególnie zainteresowała się gruczołem, który nazywa się szyszynka (po rosyjsku: szyszkowidnaja żeleza), a powodem zainteresowania było to, że gruczoł ten w znacznej mierze jest wypełniony bardzo drobnym piaseczkiem, jak ona mówiła. Ale ten piaseczek to mieszanina monoatomowych irydu, rutenu i być może złota, a te aktywowane siłą woli człowieka tracą na ważkości, co wyjaśnia możliwości lewitacji i odbioru zjawisk parapsychicznych. Jakie to proste, gdy się wie, i jak nieprawdopodobne wydają się „sztuki” magów, którzy umieją latać bez skrzydeł, tylko siłą woli.
To z kolei kojarzy mi się z ludźmi Boreasza, ludźmi wiatru północnego, których wizerunki w locie nad otwartym morzem są uwiecznione na naskalnych rysunkach na północy Wysp Brytyjskich. Być może ludzie Boreasza przylatywali z terytoriów dziś znanych jako Grenlandia, Kanada, albo mityczna Atlantyda.”

Złoty proch

Pytyjo, spójrz, oto złoty chrząszcz siada na twojej tablicy ściennej, na pół zakryty białą kartką papieru, co ciekawe z bardzo długim, prawie niewidocznym ryjkiem-ssawką, niegroźny pod żadnym względem, ale na swój sposób ciekawy…

Zapowiedź ziściła się listem od Nieznanego Informatora:

” Piszesz o graalu, exaliburze, mannie i innych ciekawostkach. Manna – to nazwa, która wzięła się z pytania faraona: „Kiedy będzie (man-na?)?”, A chodziło mu o monoatomowe złoto, mające postać białego, słodkiego w smaku proszku. Został on odkryty w świątyni Hatszepsut na Półwyspie Synajskim podczas badań archeologicznych, które potem, jako nie pasujące zostały prawnie utajnione. Wiem o tym z lektury opisującej badania pewnego amerykańskiego farmera z Arizony. Wyniki jego badań są zaskakujące, a wnioski pokazują w pełni obłudę współczesnego świata techniki i pieniadza.
Tak, czy inaczej opisy średniowiecznych alchemików i masońskich Mistrzów Rzemiosła są niezwykle precyzyjne. Oni znali i stosowali chemię średnich energii, współcześnie zakazaną na całym globie, bo transmutacja metali jest bardzo prosta. W tym momencie, gdyby się to wydało, złoto i inne metale szlachetne stałyby się tak popularne jak żelazo, czy aluminium. Cała ekonomia światowa oparta na parytecie złota straciłaby w tym momencie sens, stąd dążenie do globalnego pieniądza wirtualnego. Zachwianie chwilowe, kilkudniowe, systemu bankowego w skali światowej da wiecej negatywnej energii, niż wielkie wojny i ciężkie cierpienia. To pokazuje prawdziwych ogoniastych autorów i konsekwentnych realizatorów globalizacji.
A wracając do manny: monoatomowe złoto ma właściwość utraty masy, przejścia jej w inny wymiar i jest to proces termicznie kontrolowany i odwracalny. Mojżesz spalił na proch złotego cielca. Ale ze złota można zrobić tylko złoto, Biblia nic nie mówi o losach tego prochu, a to właśnie była manna, Jezus potomek Wielkich Rzemieślników, dokładnie wiedział o czym mówi w modlitwie pańskiej: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, ten chleb to manna ze złota jednoatomowego.
Blok kamienny posypany takim proszkiem traci na wadze, można go przemieścić jednym palcem i nie trzeba było do budowy piramidy wielkich ramp ziemnych, ani innych poronionych pomysłów. Budowle takie wznoszono, używając do budowy złota o specjalnych właściwościach. Być może i dzisiaj udałoby się w głębi piramid znaleźć drobinki tego złota. Ale ma ono też dziwne „cudowne” właściwości uzdrawiające, taki proszek podawany w ilości paru mg przez kilka dni usuwa najcięższe choroby, jakie dzisiaj zna świat, to w strefie materialnej, a w strefie niematerialnej, duchowej, powoduje zmianę świadomości ludzi, leczonych tym „preparatem”. Jest to więc lekarstwo dla ciała i ducha, stąd podświadome przywiązanie ludzi do ozdób i wyrobów ze złota.
W swoich wizjach jesteś cały czas w kontakcie z rzeczywistą historią, bo ta która do nas oficjalnie dociera jest peanem na cześć sprawującego władzę satrapy…”.

Trent

Z channelingu z Kajopejanami:

P: ….A teraz: kiedy Templariusze zostali aresztowani, oskarżono ich o oddawanie czci głowie, czaszce, albo bożkowi Bafometowi. Skąd wzięto te fałszywe oskarżenia, aby ich oszkalować?
O: Czaszka była z czystego kryształu.
P: Jaka jest definicja bożka „Bafometa”, którego oni czcili (jeśli czcili)?
O: Nosiciel Trent (The holder of the trent).
P: Co TO jest?
O: Szukaj.
(Sesja Kasjopejańska z 26 lipca 1997 roku)

Ze snu Pytyi:

Trzy koła, jedno w drugim, coraz mniejsze, jak trzy horoskopy idealnie ze sobą zgrane, na szczycie czwarte kółko, najmniejsze, czarne, nie przystające do tamtych, przeciwstawne i odrzucone.
Głos rzecze:
TRENT to trzy zjednoczone, jednorodzone, jednakie i czwarte, które jest osobno, inne, odrzucone i nie mające z trzema związku. To się odbywa osobno, ale razem i jednocześnie. Poprzez czwartego trzej doświadczają wiedzy.

Le Serpent Rouge

Oto jeden z przedziwnych dokumentów, znany pod nazwą „Le Serpent Rouge” (Czerwony Wąż), mający związek z tajemnicą kościoła w Rennes-le-Chateau. Został ogłoszony 17 stycznia 1967 roku we Francji jako jeden z papierów „Prieuré Documents”. Trzeba zaznaczyć, że jego autentyczność jest podważana, lecz jednocześnie nikt jak dotąd tego nie dowiódł. Zamieszczam moje tłumaczenie tego wielce zastanawiającego tekstu.

Czerwony Wąż

1. Wodnik
Jakież dziwne są manuskrypty tego Przyjaciela, wielkiego podróżnika po nieznanym, one do mnie przyszły oddzielnie, tymczasem tworzą jedną całość dla tego, kto wie, że kolory tęczy (dosł. łuku na niebie) dają jednolitą biel, lecz dla Artysty, który pod swym pędzlem łączy sześć odcieni swej magicznej palety, wytryskuje czerń.

2. Ryby
Ten Przyjaciel, jak wam go przedstawić? Jego imię pozostanie tajemnicą, ale jego liczba jest tą ze sławnej pieczęci. Jak wam go opisać? Może jako sternika niezniszczalnej arki, niewzruszenie niczym kolumna na swej białej skale badawczo wpatrzonego około południa poza czarną skałę.

3. Baran
W mej doświadczanej pielgrzymce, próbowałem torować sobie drogę szpadą poprzez splątaną roślinność drzew, chciałem dotrzeć do miejsca, gdzie mieszka uśpiona PIĘKNA, w której pewni poeci widzą KRÓLOWĄ zaginionego królestwa. W desperacji w odnajdywaniu drogi, pergaminy tego Przyjaciela stały się dla mnie nicią Ariadny.

4. Byk
Dzięki niemu, odtąd miarowym krokiem i ostrym okiem, mogłem odkryć rozrzucone sześćdziesiąt cztery kamienie o kształcie doskonałego sześcianu, które Bracia PIĘKNEJ z czarnego lasu uciekając przed pogonią uzurpatorów rozsiali na drodze, kiedy uchodzili z białej Twierdzy.

5. Bliźnięta.
Zgromadzić rozrzucone kamienie, posługiwać się ekierką i kompasem, aby odnaleźć znów regularny porządek, szukać linii południka idącej ze Wschodu na Zachód, potem patrząc z Południa ku Północy, w końcu we wszystkich kierunkach, aby odnaleźć poszukiwane rozwiązanie, uczyniwszy stację naprzeciw czternastu kamieni tworzących krzyż. Okrąg stał się pierścieniem* i koroną, i jego diadem tej KRÓLOWEJ Zamku.

6. Rak.
Płytki z kostek mozaiki świętego miejsca mogłyby być na zmianę albo białe albo czarne, i JEZUS jako ASMODEUSZ mógłby obserwować ich ułożenie, zdawało mi się, że jestem niezdolny widzieć szczyt, gdzie umiejscowiono kryjówkę cudownej uśpionej. Nie będąc HERKULESEM magicznej mocy, jak rozszyfrować tajemnicze symbole wygrawerowane przez świadków przeszłości. W świątyni jednak znajduje się kropielnica, fontanna miłości obfitująca w wierzących, przypominając te słowa: „TYM ZNAKIEM go ZWYCIĘŻYSZ”.

7. Lew
Tej, którą pragnąłem uwolnić, wznosiły się ku mnie opary woni, które przepoiły nagrobek. Niegdyś jedni zwali ją: IZIS, królową dobroczynnych źródeł, PRZYJDŹCIE DO MNIE WSZYSCY, KTÓRZY CIERPICIE I UGINACIE SIĘ POD CIĘŻAREM, A JA WAM PRZYNIOSĘ ULGĘ, inni: MAGDALENĄ, ze sławną wazą pełną uzdrawiającego balsamu. Nowicjusze znają jej prawdziwe imię: NOTRE DAME DES CROSS*. (Nasza Pani od Pastorałów).

* la crosse znaczy pastorał, le cross – zagięty na końcu kij, kostur, lub kolba strzelby. Crosser znaczy zaś popychać kogoś, pomiatać kimś. Słowo to sugeruje być może jeszcze ukryte wyrazy, np. Croix, Rose (Krzyż, Róża). Po angielsku Cross znaczy Krzyż.

8. Panna
Byłem jak pasterze ze sławnego malowidła POUSSIN`a, zakłopotany wobec zagadki: „ET IN ARCADIA EGO…”! Czy to głos krwi ukazał mi obraz miniony dotyczący przodków. Tak, światło inspiracji zalało mój umysł. Ujrzałem ponownie, zrozumiałem! Poznałem teraz tę mityczną tajemnicę. I cud, gdy w chwili skoku czterech jeźdźców kopyta jednego z koni zostawiły cztery odbicia na kamieniu, oto znak, który DELACROIX umieścił na jednym z trzech obrazów z Kaplicy Aniołów. Oto siódma sentencja, którą jakaś ręka nakreśliła: „WYCIĄGNIJ MNIE Z BŁOTA I NIE POZWÓL MI PÓJŚĆ W NIM NA DNO”. Dwa razy IS, balsamowana i balsamująca, cudowna waza wiecznej Białej Pani od Legend.

9. Waga
Rozpoczęta w ciemnościach, moja podróż mogła się zakończyć tylko w Świetle. W oknie zrujnowanego domu wpatrywałem się w zamyśleniu w drzewa obdarte przez jesień aż do samych czubków. Krzyż wierzchołka wynurzył się w południowym słońcu, on był czternasty i największy ze wszystkich ze swymi 35 centymetrami. Oto właśnie zaiste ma moją wieżę jeździec na boskim rumaku konno przebywający otchłań.

10. Skorpion
Niebiańska wizja temu, kto mi przypomni cztery dzieła Em. SIGNOL`a wokół linii Południka, na tym samym chórze świątyni, skąd promieniuje źródło miłości jednych dla innych, zwracam mimochodem swój wzrok na różę od P ku tej z S, potem z S do P… i spirala w moim umyśle staje się niczym monstrualna ośmiornica wydalająca swój atrament, ciemności absorbują światło, mam zawrót głowy i kładę moją rękę na mych ustach przygryzając instynktownie jej wnętrze, być może jak OLIER* w swej trumnie. Złorzeczenie, rozumiem prawdę, ON OMINĄŁ, lecz jemu także czyniąc DOBRO, w ten sposób że xxxxxxxx TEN z kwietnego grobowca. Lecz ilu plądrowało DOM, zostawiając tylko zabalsamowane zwłoki i liczne metale, których nie potrafili unieść. Co za dziwna tajemnica jest ukryta w nowej świątyni SALOMONA, zbudowanej przez dzieci Świętego WINCENTEGO?

* OLIER zawiera te same litery co słowo Le Roi (Król, namaszczony Król, Pomazaniec).

11. Wężownik/Wąż
Przeklinając profanatorów ich popiołów i tych, którzy idą w ich ślady, wychodząc wracam z otchłani, gdzie utonąłem, spełniając znak zgrozy: „Oto tu jest dowód, że poznałem tajemnicę pieczęci SALOMONA, którą xxxxxxxxxxx tej KRÓLOWEJ odwiedziłem tajemne miejsca zamieszkania.” Zwróć uwagę, Drogi Czytelniku, żeby nie dodać ani nie ująć nawet joty; medytuj, Medytuj jeszcze, podła podstawa mych słów xxxx zawiera być może najczystsze złoto.

12 Strzelec
Gdy powróciłem wówczas znów na białe wzgórze, niebo otwarłszy swe bramy, zdało się dawać mi odczuć swą obecność przy mnie, stopy w wodzie jak tego, który ma dopiero być ochrzczony, skierowały mnie znów ku wschodowi, naprzeciw siebie ujrzałem rozwijającego się bez końca ze swych zwojów, potwornie ogromnego CZERWONEGO WĘŻA wzmiankowanego w pergaminach, słono i gorzko, ogromne zwierzę uwolnione z łańcucha przepowiada pieszemu z tej białej góry, czerwone z gniewu.

13. Koziorożec
Moja emocja stała się wielka, „WYCIĄGNIJ MNIE Z BŁOTA” powiedziałem, i moje przebudzenie było natychmiastowe. Chciałbym wam powiedzieć w rezultacie, że to był sen, który miałem 17 STYCZNIA, w święto Świętego SULPICJUSZA. Z powodu nadal trwającego mego pomieszania, zapragnąłem po namyśle zwyczajnie opowiedzieć wam bajkę PERRAULT’a. Zaiste otóż ta właśnie, Drogi Czytelniku, na stronach, które wynikają ze skutków jednego snu, kołyszącego mnie w świecie dziwnie nieznanym. Dla tego, który PRZECHODZI MIMO CZYNIĄC DOBRO!

(tłum. Ewa Seydlitz)

Skarb

Oto krótka relacja spisana w XIV wieku przez urzędnika kościoła Renne-le-Chateau, Guillaume`a de Mosset`a.

„Czterej mnisi z Opactwa Boulbonne de l’Ariege, Raymond Fenouil, Armand Giffre, Bernard Aynier i Bertrand de Cahusac nudzili się w swoim krużganku. Świat, który opuścili stracił dla nich wszelką atrakcyjność. Byli naiwni, ciekawi, chciwi i żądni bogactwa. Byli przesądni, wierzyli w alchemię, w zaklęcia i czary. Powrócili ze sztabami złota i pozostawili w ukryciu ogromne bogactwa w zaklętych jaskiniach. Urzędnik Rieux, Guillaume de Mosset, ich wspólnik, zezwolił opowiedzieć o tym, co tam zamknięte, że istnieje tajemnicza góra obok Limoux, która kryje nieskończenie duży skarb, chroniony przez wróżkę.”

Kasjopejańskie pogaduszki

1.
Cassio:  Teraz ludzie zapamiętajcie:  Rennes-le-Chateau to środek do celu [sposób], a nie cel [koniec]. To coś takiego jak otwarcie kufra i oczekiwanie, że odnajdzie się złoto, a znajduje się jedynie mapę.

Q: Sześć wzniesień wokół  Rennes formuje naturalny pentagram, otoczony kołem. To mi przypomina kręgi magiczne, którymi otacza się przy wywoływaniu duchów, bądź demonów. Czy ten obszar to nie jest olbrzymia brama wjazdowa lub miejsce wywoływania, wzywania (duchów)?

Cassio:  Wjazd trafia się, kiedy warunki są dobre

Q: Czy ten obszar to wjazd?

Cassio:  Okno

2.

Q: Czy moglibyście zdefiniować nam „okno”?

Cassio: Zbieżność [konwergencja]; otwiera na alternatywne stany dzięki energii punktów siatki [sieci].

Q: Czy przez te okna można przechodzić tam i z powrotem ? Poruszać się między światami?

Cassio: To jest możliwe

Q: W czym to okno różni się od „portalu”?

Cassio: Okno jest otwarte, portal jest uczyniony dla statków [jest tu zagwozdka – craft to statek, samolot, a końcówka -ed  to forma dokonana czasownika. Inne znaczenia craft: rzemiosło, umiejętność, zręczność, przebiegłość]

Q: Czy okno jest naturalnie występującym portalem? W takim razie portal jest sztuczny w jakiś sposób

Cassio: Blisko

Q: Czy to okno pozostaje otwarte cały czas, lub czy otwiera się i zamyka z różnych przyczyn?

Cassio: Bliżej tego drugiego

Q: Co determinuje otwarcia i zamknięcia?

Cassio: Częstotliwość

Q: Częstotliwość czego?

Cassio: Wzoru energii

Q: Wzoru energii tego obszaru, czy ludzi, którzy wchodzą w kontakt z tym obszarem?

Cassio: Poprzednie. [chyba chodzi o pierwszą odpowiedź – energię obszaru]

Q: Co musi nastąpić, by zmieniła się częstotliwość tego obszaru?

Cassio: Impuls elektromagnetyczny

Q: Skąd pochodzą te impulsy elektromagnetyczne?

Cassio: Są zdolne do przemiany

Q: Przemiany z czego?

Cassio: Nie w tę stronę

Q: Co?

Cassio: Twoje przypuszczenia cię zgubią

3.
Q: Czy Jay Weidner ma rację, że jest coś bardzo, bardzo złego w południowej Francji? Czy dobrze ocenił sytuację?

Cassio: Nie do końca. Choć ci, którzy strzegą sekretów mogą być postrzegani w taki sposób. Także chcą, aby inni tak myśleli. Makiawelli!

(Z sesji channelingowej grupy Laury Knight-Jadczyk robionej przy pomocy tabliczki quija)