4. Dobre filmy

„Zielona pożywka” (Soydiers green) – film s-f z 1973 roku. Jeden z kilku kultowych produkcji swego czasu, gdy nie było jeszcze współczesnych ograniczeń, sterowania informacją, ubarwiania treści efektami specjalnymi, młócenia tematów i przekręcania, i to ludzie pisali scenariusze, posiłkując się nierzadko śnieniem, stąd owe prorocze właściwości wielu treści. Akcja dzieje się akurat w latach 20. XXI wieku, gdy Ziemia obumiera, a ludzka cywilizacja przeżywa kryzys. Eutanazja, racjonowanie żywności, płoty, donosy, elita żyjąca w strzeżonych apartamentach i za murem, produkująca żywność oficjalnie z hodowli glonów morskich, ale w istocie z… Brr, smutny, zastanawiający, wstrząsający chwilami i przerażający. Tym bardziej, że wiem z lektury mojego Mistrza, że ten zmyślony proceder naprawdę się pojawi… [CDA]

„2033” – meksykański film s-f z 2009 roku, reż. Francisco Laresgoiti. W 2033 roku wojsko kontroluje miasto, które kiedyś było Meksykiem, odbierając ludziom możliwość wyznawania wiary i wolność słowa. Grupa śmiałków postanawia obalić reżim. Starsze filmy s-f, i te z pobocza dystrybucji miewają w sobie prawdziwe przesłanie. Tutaj związane z wpływem mocnych zmieniających świadomość narkotyków. [YT]

„Podróż do wnętrza Ziemi” – film USA z 2008 roku. Połączenie Verne`a, Conan Doyle`a i Burroughsa, a nawet można znaleźć nawiązania do Jądra Ciemności Józefa Conrada i Ostatniego Mohikanina. Nie Islandia a Alaska, aktorka o miłej urodzie, choć jak zawsze w filmach przygodowych brak mi zwyczajnie inteligentnej i aseksualnej dla supersamców brzyduli. Występują aktorzy o urodzie indiańskiej, a nie chińskiej czy japońskiej, brak barwy afrykańskiej, więc całość nie budzi kontrowersji. Zamiast vernowskiego Islandczyka mamy zbiegłego z katorgi Rosjanina. Nie ma epatowania potworami i bajkowymi wnętrzami. Anturaż przyrody sprzed potopu w połączeniu trochę z dalszą prehistorią. Daje się oglądać bez większej przykrości i znudzenia. [CDA]

Czeskie cudo z 1961 roku, czyli roku lotu na Księżyc. „Przygody barona Munchausena”, po czesku nazywającego się Prasil (pra-moc?). Prześwietny świat ożywionych klasycznych ilustracji. Na księżycu spotykamy oczywiście pojazd z książki Verne`a „De Terre a la Lune”, czyli „Z Ziemi na Księżyc”. Wędrujemy po Morzu Śródziemnym w brzuchu wieloryba, walczymy z armadą turecką, baron oczywiście przemieszcza się na kuli armatniej itd. itp. Dowcipne, piękne, inteligentne. Tego SI by nie wymyśliła. Im bliżej naszych czasów tym sztuka filmowa robi się zgrana, ograna i przegrana. [YT]

Szperając po starych ilustracjach do powieści fantastycznych trafiłam na ciekawy dla mnie trop. I znalazłam „Tajstwiennyj ostrow”, radziecką wersję „Tajemniczej wyspy” Verne`a z 1941 roku (tak, kręcono wtedy w ZSRR z rozmachem wielkie i mniejsze produkcje dla podniesienia serc w wojnie ojczyźnianej). Film czarno-biały, wśród aktorów prawdziwy Afroamerykanin słabo dukający po rosyjsku, napisy automatyczne bardzo kiepskie, więcej można zrozumieć z oryginału. Warto go spowolnić do 75 procent, dawne filmy bywały kręcone na szybszych kamerach. Otóż ta wersja, bardzo kochana przez Vernowców opiera się ściśle na książce i ilustracjach do niej! [YT]

Kolejna z 1946 radziecka adaptacja książki Verne`a „Piętnastoletni kapitan”. Naprawdę bardzo dobra, także jak poprzednia posiłkująca się dawnymi ilustracjami z powieści. Młody aktor utrzymał rolę. Poznajemy tu Negoro, w jego wcześniejszej złej wersji przestępcy, a późniejszego Ayrtona, który w „Tajemniczej wyspie” odsiadywał karę porzuconego na wyspie zesłańca. Niania Murzynka śpiewa kołysankę dzieciątku w stylu soul, acz po rosyjsku. Są napisy po polsku. [CDA]

Trylogię Vernowską zakończyłam pierwszą z kolei adaptacją radziecką, z 1936 roku. „Dzieci kapitana Granta”. Można rozpoznać tych samych aktorów z następnych filmów serii. Znów warto spowolnić odtwarzanie. Ten film ma najmniej typowych dla propagandowców radzieckich szczegółów. Współczesny widz może ich nawet nie zauważyć. To coś zdarza się w błysku oka małego chłopca, zapewne pioniera wybranego spośród elity młodzieży na legendarnym obozie Artek, w manifestowaniu równości rasy białej (sowieckiej) z czarną i czerwoną. Mamy podobną konwencję trzymania się fabuły i ilustracji książkowej i to jest najciekawsze w owych trzech produkcjach. Ogląda się dobrze, przygody biegną wartko, jak to u Verne`a, który nie lubił rozwlekłości. Są uczucia, odwaga, tęsknota, wierność i wiara, więc typowy ludzki świat wyobraźni. Widzimy nawet czarnych niewolników i autentyczne zwierzęta z innych kontynentów, aligatory, strusie, papugę, acz brakuje kangurów, a kondor jakiś taki lalkowaty się wydaje. [YT]

Tai ci. Taniec smoka. Zobaczyłam pełny układ po raz pierwszy na warszawskich treningach tej chińskiej sztuki dopiero po kilku sesjach ćwiczeń grupowych. Wcześniej wszyscy ćwiczyliśmy w ciemno. Kiedy patrzę teraz na doskonałe wykonanie chińskiej mistrzyni jedno przychodzi mi do głowy. Ze znanej przepowiedni.
„Dalekie błota porzuci Azjata,
A smok odnowi swe lice.”
Nie przestanę wspominać tego krótkiego epizodu w moim życiu, tak był ważny. Tai ci uchroniło mnie od najgorszej depresji, jaką można sobie wyobrazić, pełnej koszmarnego strachu. Zapewne coś się dopięło z ciemnych sił. Groziło najgorszym. Cały ten taniec pokazuje, jaka to wielka i mocna sztuka odcinania wszelkich podpięć, manipulacji i tajnych wpływów. Nazywają ją walką z cieniem. Wciąż powtarzam tę historię, bo może komuś się przydać. Masz depresję? Zamiast do psychiatry po psychotropy może najpierw spróbuj chińskiej gimnastyki? Qiqong jest równie skuteczny, teraz nim się wspieram, ale już nie w depresji, a w zwyczajnej starości.

„Glen lub Glenda” – film czarno-biały z 1953, występują: reż. Edward D. Wood Jr, Bela Lugosi, Lyle Talbot. Pouczające w myśl dawnej, jeszcze freudowskiej psychoanalizy i seksuologii, i udramatyzowane w duchu epoki kina.

„Metropolis” wersja naprawiona w 2022 roku, reż. Fritz Lang, klasyka filmu niemego. O! Nadaje się na długi zimowy wieczór. I duży ekran. Choć napisy tylko po angielsku. Ale w końcu to film niemy, więc można skorzystać z tłumacza. Bardzo piękna odrestaurowana wersja tego wizualnego modernistycznego arcydzieła, które w niczym się nie zestarzało w swym przesłaniu. [YT] Można też znaleźć wersję koloryzowaną z podłożonym głosem aktora, ale tylko po angielsku.

„Absolwent” – film USA, w roli głównej Dustin Hoffman, Anne Bancroft. Młody Hoffman dostał rolę dla siebie archetypową, świetnie obrazującą charakter znaku Byka. On sam spod Byka, nieduży, ale o wyrazistym torsie i karczek byczy też ma, nie mógł odegrać lepiej furii namolnego uporu, gdy bohaterowi objawia się Wenus, którą mógłby stracić. Na koniec sławny pojedynek w kościele, bykiem w teścia. Pamiętam, oglądałam ten film po raz pierwszy w TVP w Filmotece Arcydzieł, jeszcze bodaj w latach 70. Jakie wtedy zdziwienie, młodej osoby bliskiej matury. Co za świat w tej Ameryce! Chłopak po szkole dostaje od rodziców jaguara na start w życie, basen przy domu, wyposażenie kuchni, sypialni, te drogie drinki, luksusowe hotele, obsługa, piękna pani Robinson, grana przez niezrównaną Anne Bancroft uwodząca i rozdziewiczająca na zimno młodego kochanka. Bar dla samochodziarzy, lokal z głośną rockową muzyką i odważnym striptizem, jedynie podejrzliwy cieć w kamienicy w Berkeley wydał się nam znaną charakterystyczną osobistością… Ech, cała otoczka amerykańska nic się dotąd nie zestarzała… Taka jest legenda bogatych Stanów do dzisiaj, nie zmieniona, mimo upływu ponad pół wieku od realizacji filmu, choć zapewne wiele się tak naprawdę zmieniło, i pewnie na gorsze. Bo, ile można pławić się w bogactwie utraciwszy, jak pani Robinson serce i duszę na rzecz wygód materialnych już tak dawno temu! [CDA]