Dobre filmy i książki, 6.

„Cel” – z 2008, film amerykańsko-marokański. Akcja dzieje się w Afganistanie, filmowanym zapewne w Mauretanii. Ciekawy, wciągający, bez fajerwerków, ale ma za tło niewidzialną potęgę bogów, ukrytą gdzieś w górach pod postacią starożytnej vimany, która rozwala ciała i umysły ludzkie.

„Zmierzch bogów” w reżyserii Lucchino Viscontiego, film z 1969. Staroć? A może przeczucie przyszłości? Oglądałam teraz oczami mojego Mistrza. Oraz reżysera Włocha odbijającego rzymską twarz w niemieckim lustrze.

„Co się wydarzyło w Madison County” , film z 1995, z Meryl Streep i Johnem Wayne. Subtelny romans rozegrany przez dwoje świetnych aktorów, w akcesoriach i tle amerykańskiej prowincji. Nieco przydługi, trzeba wygospodarować cały wieczór na obejrzenie, ale można się wyciszyć.

Herbert Wells „Rosja we mgle”, nudny tekst, który mocno się zestarzał, a górnolotne przekonanie autora o pozytywnej mimo wszystko roli rewolucji sowieckiej w dziejach ludzkości, czy o tym, że pochodzenie żydowskie wytykane wodzom rewolucji, z Leninem na czele jest propagandowym wymysłem Zachodu, pomijanie obojętnym milczeniem zabicia całej rodziny panującej, jakby to był akt konieczności dziejowej podobny do obcięcia bród bojarom i żadna krew na nikogo nie spadła, nieco ciekawiej wsparte opisami Sankt Petersburga w chaosie, ruinie i głodzie, chłopów mało zainteresowanych rewolucją, bo mieli co jeść, za to nosili się jak brudni i nader zabobonni obszarpańcy robiący ciągle na sobie znak krzyża, oraz wielkich rosyjskich uczonych i artystów karmionych przez rząd sowiecki pośród powszechnej biedy, utrzymujący opery i teatr (za darmowe bilety!), dający pracę pisarzom i tłumaczom, tudzież uruchamiający plan elektryfikacji całego kraju, co pozwoliło słynnemu pisarzowi zostać oszukanym co do miary i wartości idei „równania do najsłabszego”, jaka wtedy zwyciężyła, kazało mi teraz spojrzeć poprzez czas. Wielkiego pisarza usprawiedliwia fakt, że opisywał historię jeszcze sprzed śmierci Lenina i wejścia na tron arcykapłański czarnego Gruzina. Jeszcze nie wydarzyły się czystki kościoła i cerkwi, ani hołodomor. Tym niemniej, można sprawdzić w biografii, że przywiózł sobie z tej podróży kochankę, żonę Maksyma Gorkiego, którego tak entuzjastycznie opisał w relacji, w Anglii posądzaną o szpiegowanie na rzecz sowietów.

Stefan Ossowiecki „Świat mego ducha i wizje przyszłości” – wstęp przybliża osobę Autora i jego podejście do świata, nieco mnie zainspirował na jeden czy dwa wieczory, bo człowiek był chodzący po ziemi na wysokich koturnach. Dużo odniesień do modnego w jego czasach i mocno już wtedy rozwiniętego na Zachodzie spirytyzmu (były towarzystwa naukowe i naukowców studiujących temat, co teraz nazwano by para-nauką, bo te sprawy zostały ukryte z biegiem czasu i są teraz wykpiwane). Potem wchodzą liczne i drobiazgowe zapisy przypadków jasnowidzenia, eksperymentów i zdarzeń spontanicznych, z poświadczeniami świadków, często na wysokich stanowiskach, jak Piłsudski na przykład czy profesorowie zagraniczni. Dużo tego, różnego autoramentu przypadki, aż mnie lekko znudziło, bo nie jestem osobą, którą trzeba przekonywać materialistycznie do rzeczy, które sama zna z doświadczenia. Można spośród nich wyłuskać pewne fragmenty odnośnie historii świata, albo przeznaczenia itp., ale niestety jak dla mnie za mało. Co do przyszłości są może dwie interesujące strony bardzo ogólnikowych wypowiedzi na temat materializmu, który ogarnie świat i go zniszczy. Na końcu relacje świadków jego odejścia.