Dobre filmy i lektury. 5.

„Oppenheimer” – film z 2023, USA. Długi. Napięcie zaczyna się mniej więcej w połowie filmu, wcześniej nudnawy, trzeba znać i lubić historię, aby rozumieć akcję nie z naszego kraju i kontynentu. W drugiej części akcja nabiera dramatyzmu i przykuwa bardziej uwagę.

„Robot” – 1961, film polski, wg S. Lema. Rok 2000 opisany 40 lat wcześniej. Dowcipny. Samouczący się android i maszyna do pisania, ot, duch epoki.

„Milcząca planeta” – film z 1959, adaptacja książki S. Lema „Astronauci”. Ciekawostka z czasów komunistycznych, ździebko sprzed ery kosmicznych podróży, produkcji NRD i polskiej. Klimat z czasów zimnej wojny i rywalizacji „internacjonalnej” wyraziście zachowany. Aktor w tamtych czasach grający zawsze Lenina, jest polskim inżynierem cybernetykiem, ciągle ze śrubokrętem pod ręką, konstruktorem gadającego robota wypisz wymaluj skopiowanego potem w „Wojnach gwiezdnych”! Amerykanie to nieprzyjemni i zarozumiali imperialiści, Ruscy szlachetni i w technologicznym przodzie przed nimi, wyznają internacjonalizm. Mamy zatem Rosjanina, Amerykanina, czarnoskórego z Nigerii lub Konga sądząc po intensywnej smagłości, Chińczyka i Japonkę oraz Hindusa i Polaka, czyli reprezentantów ludzkości, wygłaszających propagandowe mowy i deklaracje, lecących wespół zespół na Wenus.

„Yellonstone” – dwa ostatnie sezony dostępne na Netflix, serial USA, z Kevinem Kostnerem w głównej roli. Rezerwat amerykański, gdzie nie tylko mieszkają i żyją kowboje ze swym farmerem i jego rodziną, ale panują stare amerykańskie prawa i pierwotne prawo pięści. Męskie typy, dobrze prowadzone postaci, także psychologicznie i psychoanalitycznie. Córka farmera, samca alfy, jest samicą alfa. Są też inne samce, które mają swoje moce, nie tylko zabijania, ale i lojalności, podporządkowania się, wierności po grób.

„Kochanica Francuza” – z Meryl Streep i Jeremy Ironsem. Film z 1981 roku, już mało pamiętany. A kiedyś ważny i podobał mi się, gdy oglądałam go kilka razy w opustoszałym kinie w czasie stanu wojennego. Pomysł fabuły polega na skonfrontowaniu ze sobą losów niezwykłej młodej kobiety z XIX wieku żyjącej pod presją małomiasteczkowej obyczajowości ze współczesną wyzwoloną kobiecością aktorki, która ją gra w filmie. Meryl robi po latach wrażenie, tak jest inna od później granych postaci. Film literacko przegadany, teraz to widzę, kiedyś to mnie nie raziło, bo więcej czytałam, niż oglądałam.

„Cylinder van Troffa” Janusza Andrzeja Zajdla, książka z 1980 roku. Bohater wraca z kosmosu i zastaje Ziemię z 2241 roku (znamienna data nostradamusowa, skąd ją znał?). Na Księżycu egzystuje elita ludzkości w stworzonych przez siebie osiedlach, która opuściła planetę licząc na naturalne wymarcie „złej odmiany” ludzi i planowany powrót. Jednak warunki księżycowe powodują ich szybką degenerację, szybszą niż tych na Ziemi. Ziemia pokryta jest ciemnymi płytkami fotowoltaicznymi, pośród których resztki ludzkie żyją w nadbudowywanych ciągle do góry miastach. Jest komunikacja automatyczna (nie ma czegoś jak ucząca się AI, ale jest pełna automatyka i robotyzacja, roboty są komunikatywne i usłużne). Samochody same jeżdżą po wyznaczonych trasach, i aby móc wybrać się w dowolną drogę bohater musi zniszczyć sześć robotów naprawczych, które chcą jego pojazd znowu przesterować. Niektórzy wykluczeni ludzie z przedmieść wychodzą nocą i niszczą latarnie uliczne, po czym zjawiają się roboty i wciąż je naprawiają. Ludzie z miasta bawią się okrutnie nudząc, każąc wykonywać robotom czynności, których te nie mogą wykonać. W sklepach i automatach jest zawsze syntetyczna żywność nie wiadomo z czego produkowana. Generalnie wszyscy głupieją, brakuje kobiet, są klonowane, panuje poliandria, miasto trwa, samonaprawiające się nawet gdy ludzie wymierają. Za to szczury robią się inteligentne.

„Zagadka Kodu Leonarda da Vinci” – filmowy dokument National Geographic z 2005 roku. Wywiady m. in. z Danem Brownem, Umberto Eco, Henry Lincolnem, na temat tajemnic związanych ze świętą krwią rodu Chrystusa. Polecam! Ogląda się dobrze, a nawet coraz lepiej. Pamiętajcie, że rozkminianie dawnych tajemnic odbywa się obecnie w bardzo zmaterializowany sposób, stąd nieuchronne błądzenie umysłu. Żadnemu z rozmówców nie przychodzą do głowy wyjaśnienia duchowe, subtelne, spirytualne, że np. kielich to ciało niematerialne, że chodzi o połączenie świadomości ego z animą, itd. Dużo ciekawostek dla myślących i śniących inaczej. Od siebie powiem tak: mój Mistrz pozostawił kilka rozrzuconych sugestii sugerujących to i owo, względem przodków świętego króla leczących skrofuły, i niego samego, który był i narodzi się, lub zostanie odkryty. Badając sprawy trafiłam przed laty na omawiane w filmie teorie, także Les dossiers secrets, które są nader interesujące także w porównaniu z kilkoma czterowierszami. Odnoszącymi się do tajemnicy Rennes-le-Chateaux, czy rodów Merowingów, Burbonów i Habsburgów. Nie doceniacie zawartości dzieła mojego Mistrza! Ponadto śniłam, kilka lat wcześniej przed poznaniem owych książek i przeczytaniem centurii po francusku. Była tych snów cała seria. W jednym z nich odtworzyła mi się pamięć starożytnej kobiety przybyłej z daleka do Francji, związanej z Jezusem, która urodziła córkę. Ważny dla niej mężczyzna żył jeszcze długo w Azji Mniejszej. Nigdy się już nie spotkali. Ona dźwigała brzemię dziedzictwa krwi królewskiej. Nie wiem czy był jej mężem, jakoś w to wątpię. W końcu J. Ch. miał rodziców i skądś i od kogoś pochodził! Miał również braci. Był potomkiem Adama, a jego matka nosiła miano Maria. I tu chodzi o krew Adama, pierwszego nieskażonego genetycznie ziemskim życiem człowieka. Kobieta z mojego snu miała córkę, o imieniu Ta-mar. (W filmie Sarah). Żyła w grupie uchodźczej ludzi, którzy kultywowali boski przekaz. Była bardzo ortodoksyjna. Towarzyszyła jej kobieta, którą nazywała siostrą, o imieniu Mar-ta. I jakiś starzec. Owe zwyczaje odnalazłam opisane w książce „Święty Graal, święta krew” (ta książka też zbacza na manowce materialne, i jest warta fragmentarycznie, ale ma w sobie sporo ciekawych pomysłów). Wygląda jednak na to, że autor ma rację w tym, że Maria to był tytuł w rodzaju „dziedzicząca królowa”, dlatego obowiązywał ową kobietę szereg obostrzeń. Spełniała je z wiarą, pomimo że wiedziała, że są po nic. Córka musiała myć się i oczyszczać za każdym razem, gdy dotknęła czegoś zakazanego (nieczystego), np. kota. Nie mogła żyć jak jej zwyczajni tubylczy rówieśnicy, ani rozmawiać w ich języku. Nie rozumiała tego, buntowała się. Kiedy indziej śniłam oczami Dagoberta z Merowingów. Morderczy cios nożem w plecy obudził mnie któregoś ranka. Losy ściganych potajemnie i mordowanych potomków świętego króla pojawiały się co rusz, aż do małego Ludwika, chronionego przez księdza w XVIII wieku. O templariuszach również było co nieco. Miałam sporo tych wglądów, ale kogo to interesowało? Trzeba czekać na modę, a jak moda się pojawia to pewność, że informacja kluczowa jest już sterowana. I tyle. Twarz dziennikarki prowadzącej wywiady i jej minki są dowodem.
Trafiłam na ten film na YT dokładnie w czas formującego się nowiu w Byku 7 maja 24 roku. Księżyc pod promieniami Słońca. Jakby ktoś nie rozumiał, Luna w znaku swego wywyższenia (egzaltacji) jest ważniejsza od Słońca, czyli Królowa z Wieży w ramionach Króla, któremu udziela swego splendoru, sama znikając za jego postacią. Minęła niedawno Wenus, w godności swego znaku, więc może nosić królewskie dziecko w brzuchu, córkę. Wędrują oboje ku Jowiszowi, patronowi Kościoła, a za nim staje przed nimi wywrotowy Uran, rewolucja.

Przypadek Naudorffa

Karl-Wilhelm Naundorff, zmarły 10 sierpnia 1845 r. w Delft, był pruskim zegarmistrzem. Był najsłynniejszym z tych, którzy w XIX wieku ogłosili się byłym Ludwikiem Delfinem XVII, który prawdopodobnie przeżył swoje przetrzymywanie w więzieniu w Temple.
Od 1810 do 1845 roku Karl-Wilhelm Naundorff bezskutecznie starał się zostać uznany przez rodzinę królewską za syna Ludwika XVI i Marii Antoniny. Założył dwór, mianował adiutantów, ordynansów, ministerstwo itp.
Wydalony przez żandarmów Ludwika Filipa I, znalazł schronienie w Anglii, potem w Holandii, gdzie opracowywał „bombę burbońską” i został dyrektorem warsztatów pirotechnicznych w Delft.

Od pruskiego zegarmistrza do pretendenta
Charles-Guillaume Naundorff (Karl-Wilhelm Naundorff) pojawił się w Berlinie pod koniec 1810 roku. Następnie prowadził odosobnione życie, pracując jako zegarmistrz w spokoju zarabiający na życie. Pomimo swojej dyskrecji przyciągnął uwagę policji i został poproszony o wyjaśnienie przed urzędnikami. Pojawił się przed francuskim radcą Le Coq, który odpowiadał za obsługę paszportową. Naundorff wręczył mu swój paszport, który mówił, że urodził się w Weimarze i ma 43 lata, ale Naundorff wyglądał jak młody człowiek w wieku około 25 lat. Gdy to zostało zakwestionowane, Naundorff oświadczył, że jest Ludwikiem XVII, synem Ludwika XVI i Marii Antoniny i uciekł z Temple w 1795 roku. Starał się wystrzegać wojsk napoleońskich. Rozszerzył swoje wypowiedzi o „autentycznych” dziełach, które mają udowodnić jego królewskie pochodzenie. Przyjmując schronienie w Spandau, musiał, aby wykonywać swój zawód, uzyskać tytuł burżuazji i w tym celu przedstawić dokument tożsamości. Radca Le Coq wysłał proste zaświadczenie do burmistrza Spandau, który zadowolił się nim. Tytuł ten został mu ostatecznie przyznany 8 grudnia 1812 roku.

Kiedy wojska francuskie wycofały się, Spandau zostało zbombardowane. Chory, Naundorff przebywał pod opieką swej guwernantki Mme de Sonnenfeld. Przyszedłszy do zdrowia, miał napisać do króla Prus, do cesarzy Austrii i Rosji, aby dochodzić swoich praw do korony Francji, ale nigdy nie otrzymał odpowiedzi. Po Stu Dniach Napoleona, Naundorff chciał udać się do Paryża, by ubiegać się o swoje prawa. Mme de Sonnenfeld zachorowała, zwrócił się do Marassina, francuskiego funkcjonariusza i zarzucił mu wysłanie listu do księżnej d’Angouleme, ocalałej córki Ludwika XVI. Nigdy nie otrzymał odpowiedzi. Następnie napisał nowy list do swojej „siostry” i księcia Berry’ego, swego „kuzyna”, syna Karola X, w 1818 roku, określając, że nie domaga się tronu, ale po prostu swego imienia i tytułu francuskiego księcia.

Naundorff ożenił się 19 listopada 1818 roku. Z sierotą handlarza fajkami, Jeanne Frédérique Einert, w wieku szesnastu lat, która dała mu troje dzieci. Para pozostawała w Spandau do 1822 roku. I przeprowadziła się do Brandenburgii. Podczas pożaru, który dotknął teatru, dom jego sąsiada zapalił się, stracił wtedy wszystkie dobra: spalony, zatopiony przez wodę strażaków, okradziony. Następnie został oskarżony o sprowokowanie ognia, przez adwokata Voigta. Do tego doszedł przypadek fałszerstwa, o które był oskarżany i tajemnice dotyczące jego tożsamości i pochodzenia. Skazany na trzy lata więzienia, 17 sierpnia 1825 został wysłany do przymusowego domu. Baron de Seckendorff, szef administracji więziennej, był nim zainteresowany i, przekonany o jego niewinności, wysłał prośbę o wybaczenie do króla Prus.

Został uwolniony w 1828 roku. I udał się do Crossen, małego miasteczka na granicy Śląska. Udało mu się przekonać wielu ludzi, że jest Ludwikiem XVII. Nawet w Leipzig Gazette odnotowano obecność w Crossen Ludwika Karola, księcia Normandii; artykuł ten został przedrukowany we Francji w Constitutionnel de Paris, 29 sierpnia 1831 roku. Król Prus nie rozumiał poczynań Naundorffa i postanowił go aresztować. Ostrzeżony, Naundorff uciekł, porzucając żonę i dzieci. Udał się do Szwajcarii, a następnie do Paryża, gdzie przybył 26 maja 1833 roku. „Bez butów, bez koszuli i bez pończoch”. Wkrótce zgromadził zwolenników legitymistów, którzy stworzyli wokół niego coś na podobieństwo dworu.

Tam przeniósł się do domu brata François Albouysa, prawnika w Cahors (przeczytał artykuł i uznał Naundorffa). Spotkał się z Madame de Rambaud, służącą królowej, przywiązaną do Delfina, która go rozpoznała. Przyniosła kawałek błękitnego płaszcza, który należał do dziecka, by przetestować Naundorffa jak wszystkich innych pretendentów.

Być może pamiętasz panie, założenie go i w jakich okolicznościach, w Tuileries?

To nie było w Tuileries, ale w Wersalu, na święto, ale już go więcej nie nosiłem, jak sądzę, od czasu przyjęcia, bo był na mnie za ciasny.”

Księżna Angoulême, siostra Ludwika XVII
Ta odpowiedź rozwiała ostatnie wątpliwości pani de Rambaud. Napisała do księżnej Angouleme i udała się do Pragi, gdzie Madame Royale mieszkała na wygnaniu.

Inni ludzie rozpoznali w Naundorffie Ludwika XVII, w tym mąż Mme de Rambaud (dawny woźnica pokojowy Ludwika XVI), markiz de Broglio-Solari (związany ze służbą Marii Antoniny), Étienne de Joly (ostatni minister Sprawiedliwość Ludwika XVI) lub Brémond (były prywatny sekretarz Ludwika XVI). W ten sposób Naundorff budował coraz ważniejsze środowisko. Morel, jeden spośród niego, został jego sekretarzem, pisał rzekome listy Naundorffa do rodziny królewskiej, proklamacje i pseudo-wspomnienia swego pana. Pojechał do Pragi na spotkanie z Księżną Angouleme: nie dostał widzenia.

Podczas jego nieobecności Naundorff został zaatakowany przez obcych, pobity i doznał kilku ran kłutych. Morel interweniował w procesie barona de Richemont (innego udawanego Ludwika XVII), przekazując sędziom list, w którym Naundorff potwierdził, że jest Ludwikiem XVII. Naundorff wysłał list do Ludwika Filipa i petycje do izb (w grudniu 1834 r. i marcu 1835 r.). Następnie, pod wpływem swego powodzenia i sprowokowany przez Morela, pchnął od siebie 12 czerwca 1836 roku, pozew roszczeniowy w sprawie dziedziczenia do Karola X i Księżnej Angouleme. Do tego czasu tolerowany w Paryżu przez rząd i Ludwika Filipa I, w perspektywie pozwu przeciwko upadłemu królowi i córce Ludwika XVI, co mogło spowodować wielki skandal, postanowiono go aresztować. 15 czerwca 1836 roku Naundorff został wtrącony do więzienia, a policja skonfiskowała 202 dokumenty, które „udowadniały”, że Naundorff był Ludwikiem XVII. Wypuszczono go po 26 dniach zatrzymania i wysłano do Wielkiej Brytanii. Baronowa de Generes, siostrzenica madame de Rambaud, ruszyła za nim. Zwolennicy Naundorffa przestraszyli się i milczeli.

Morel, który porzucił Naundorffa, miał nowego sekretarza w osobie Modeste Gruau, który promował hrabiego La Barre. Rząd brytyjski nie potraktował poważnie Naundorffa, ale tolerował jego obecność i działalność, ponieważ mogło to zawstydzić Ludwika Filipa. Niepowodzenie dwóch nowych petycji w Izbie Deputowanych w 1837 r. i 1838 r. zwiększyło brak zaufania do niego. Liczba jego zwolenników i znaczenie ich darowizn gwałtownie spadły. Teraz Naundorff miał duże potrzeby finansowe. Następnie zaczął zakładać nową religię. Miał wizje już w 1834 roku i myślał o zreformowaniu Kościoła rzymskokatolickiego. W 1837 roku odwołał się do katolików w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Papież Grzegorz XVI grzmiał przeciwko niemu, co dodatkowo zwiększyło jego dyskredytację. Naundorff rzucił się następnie do pirotechniki i opracował bombę o nazwie „Bomba Bourbon”, która pozostawała w użyciu w armii holenderskiej aż do wojny 1914–1918. Zdecydował się opuścić Wielką Brytanię „rozczarowany swoją gościną” w 1841 roku. Udał się do Rotterdamu, gdzie udało mu się sprzedać swój projekt bombowy.

Naundorff zmarł 10 sierpnia 1845 r. w Delft, w rocznicę upadku francuskiej monarchii.

Na jego grobie można przeczytać: „Tu leży król Francji i Nawarry Ludwik XVII, urodzony w Wersalu 27 marca 1785 r., zmarły 10 sierpnia 1845 r.”, wzmianki, które funkcjonariusz państwowy zgodził się też wspomnieć w akcie jego zgonu. Pozostawił po sobie żonę i ośmioro dzieci, które nigdy nie przestały bronić pracy ojca.

Osobiste dokumenty Karla-Wilhelma Naundorfa przechowywane są w Archiwum Narodowym pod symbolem 227AP.

Pytanie naukowe
Jego twierdzenia były przedmiotem wielu kontrowersji historycznych i naukowych. W 1943 roku młody historyk Alain Decaux dokonał analizy włosów Naundorffa w porównaniu z kosmykiem włosów delfina, autorstwa profesora Locarda z Laboratorium Policji Technicznej w Lyonie. Locard doszedł do wniosku, że oba kosmyki miały taką samą ekscentryczność kanału szpikowego. Argument ten został uznany przez historyka za dowód, że Naundorff był rzeczywiście delfinem. Ale w 1951 r. druga ekspertyza Locarda, wykonana z innych włosów, sprawiła, że wrócił do swoich pierwszych wyników i skłonił historyka do zrewidowania swoich wniosków, ponieważ okazało się, że ta osobliwość włosów dotyka jeden na trzy przypadki. Podobieństwo nie było więc prawdopodobnie jedyną szansą.

W 1999 r. serce zabrane w 1795 r. przez doktora Philippe-Jean Pelletana, po sekcji zwłok Ludwika XVII i zachowane w królewskiej krypcie bazyliki Saint-Denis, zostało poddane analizom DNA przez profesorów Cassimana, Louvaina w Belgii i Brinkmann z Uniwersytetu w Münster w Niemczech z inicjatywy historyka Philippe’a Delorme. 3 kwietnia 2000 r. porównania mitochondrialnego DNA serca i włosów Marii Antoniny i jej dwóch sióstr poświadczyły pokrewieństwo relikwii.

Analiza DNA serca dziecka zmarłego w wieży Temple jest kwestionowana przez ocalałych, ponieważ twierdzą oni, że mogło ono należeć do starszego brata Ludwika XVII, Ludwika Józefa, pierwszego delfina, który zmarł w 1789 roku. Jednak serce Ludwika Józefa zostało zabalsamowane zgodnie z tradycją królewską, co potwierdzają archiwa, podczas gdy serce Ludwika XVII zostało zachowane w alkoholu, co uniemożliwia jakiekolwiek pomieszanie od samego początku.

Potomkowie Naundorffa wciąż zachowują wielu zwolenników, nazywanych „naundorffistami”, „podgrupą” ocalałych. Noszą również nazwisko „Bourbon”, którego używanie zostało im przyznane przez Holandię. Jednak dla genealoga Michela Josseaume’a „we wszystkich przypadkach potomkowie Naundorffa nie mogli mieć praw do tronu francuskiego, pochodząc z małżeństw luterańskich lub cywilnych, a nawet w ogóle nie mieli żadnego ślubu!”

W swojej książce „Wokół Madame Vigée-Le Brun” Hubert Royet uważa, że Naundorff, w wieku 15 lat, mógł być sługą Elisabeth Vigée Le Brun, która przybyła do Wiednia w 1793 r. Elisabeth Vigée Le Brun była malarką Marii Antoniny do 1789 roku. Naundorff mógł nauczyć się na swojej służbie wiele o rodzinie królewskiej.

2 czerwca 1998 r. analizy DNA przeprowadzili wspólnie profesor Jean-Jacques Cassiman z belgijskiego uniwersytetu w Leuven i dr Pascal z Centrum Szpitala Uniwersyteckiego w Nantes, z niektórych jego włosów i fragmentów kości ramiennej skonfrontowanych z włosami potomków w linii matczynej królowej Neapolu Marii Karoliny Austriackiej, siostry Marii Antoniny (Anny Rumuńskiej i jej brata André de Bourbon-Parme), doszli do wniosku, że szczątki Naundorffa nie były tymi Delfina Ludwika XVII.

Inne próbki zostały pobrane w 2004 r. bezpośrednio ze szkieletu Naundorffa, ekshumowanego z jego grobowca w Delft. Od tego czasu przeprowadzono analizy tych próbek przez holenderskie laboratorium genetyki profesora De Knieffa i inne laboratorium w Austrii. Jednakże rodzina Bourbon-Naundorff nie opublikowała wyników.

W marcu 2014 r. profesor Gérard Lucotte i Bruno Roy-Henry opublikowali wyniki nowej analizy DNA markerów chromosomów Y od Hugues de Bourbon, potomka Naundorffa i haplotypu Bourbonów. Obaj badacze twierdzą, że Naundorff pochodzi z rodziny Burbonów i kwestionują autentyczność próbek kości profesora Cassimana. Według drugiego raportu ekspertów opublikowanego 28 lipca 2014 roku przez profesora Lucotte na temat włosów Naundorffa i Anny Rumuńskiej, potomkini Habsburgów, Charles Guillaume Naundorff należał rzeczywiście do rodziny Habsburgów. Ten naukowiec i jego „odkrycia” nie są traktowane poważnie przez społeczność naukową.

Artykuł pochodzi z francuskiej Wikipedii, Karl-Wilhelm Naundorff.

Zamek w Gisors

To średniowieczny zamek forteczny z XI i XII wieku, którego pozostałości, wznoszą się dotąd w gminie Gisors, w departamencie Eure, w regionie Normandii we Francji.
Zamek z Gisors słynie z powiązania z historią templariuszy, choć nie został zbudowany przez nich samych. Powierzono im go w okresie od 1158 do 1160 roku (czyli na okres mn. w. 3 lat) w czasie rozejmu między Królestwem Angielskim i Francuskim, później służył za miejsce uwięzienia od 1310 roku do 1314 roku ostatniego mistrza zakonu, Jacquesa de Molay, podobnie jak trzech innych dostojników zakonu, podczas procesu templariuszy.

Zamek górujący nad doliną Epte, wybudowany na usypanym kopcu składał się z okrągłej wieży strażniczej, która została dodana do już istniejącej twierdzy. W istocie jest to dzieło Książąt Normandii od XI do XII wieku. W zamiarze owa pograniczna twierdza miała bronić domeny anglonormandzkiej przed pretensjami króla Francji.

Podstawowa bryła została zbudowana w 1097 przez Roberta Bellême, z rozkazu króla Anglii Wilhelma II Rufusa (1087/00), regenta Księstwa Normandii. Tę uzupełniono rok później przez drewnianą strażnicę, prawdopodobnie otoczoną palisadą. W 1113 roku, to ufortyfikowane miejsce górujące nad doliną Epte, przyjęło spotkanie władców Ludwika VI z Francji i Henryka I z Anglii. Około 1123 pierwsza akcja przebudowy skończyła się dodaniem strażnicy z ciosanego kamienia w ośmiokątnym kształcie, otoczonej ściśle związanym wałem obronnym.

Spotkanie nowego króla Anglii i króla Franków Ludwika VII miało miejsce w 1158 roku na zamku w Gisors. Aby przypieczętować pojednanie między dwoma królestwami, kapetyński władca zgodził się oddać najmłodszemu synowi Henryka II rękę swej córki Małgorzaty Francuskiej, w wieku zaledwie sześciu miesięcy, dając mu w posagu twierdzę Gisors. W oczekiwaniu na uroczystości ślubne, twierdza została powierzona templariuszom, podobnie jak inne dwa zamki. Trzem rycerzom Świątyni zlecono pieczę nad twierdzą, byli to: Robert de Piron, Tostes de Saint Omer i Richard d`Hastings, wtedy mistrz Zakonu na prowincji Anglii. Jednakże, w 1160 roku Henryk nakazał obchody weselne; w wyniku czego Gisors stało się normandzkie.

Strategiczny charakter tego punktu doliny Epte nie umknął nowemu właścicielowi, a nowa akcja przebudowy została podjęta w 1170 roku. Trwała dziesięć lat. W tym długim okresie, wieża strażnicza została umocniona i podwyższona o dwa dodatkowe piętra, podczas gdy w tym samym czasie, powiększono fosę. Nowy mur obwodowy, długi na 800 metrów i otoczony z boków ośmioma wieżami, dokończono, by bronić otoczenia.

W 1188 roku na zamku odbyło się, w przeddzień Trzeciej Krucjaty, królewskie spotkanie między władcami  anglo-normandzkim Henrykiem II i francuskim Filipem Augustem, w wyniku którego został ogłoszony rozejm. Francuski monarcha, który zdobył twierdzę w 1193 roku nakazał wykonać kilka poprawek, z których zbudowano „Wieżę Więzienną”, z widokiem na miasto czy jeszcze królewski zajazd, zniszczony na początku XX wieku.

[Ryc. płaskorzeźby odkryte w lochach zamku Gisors]

Strategiczny prywatny obiekt, zamek z Gisors został wówczas przekształcony w więzienie. Ono własnie posłużyło sławnym gościom podczas fali aresztowań templariuszy: twierdza stała się w ten sposób, od marca 1310 do marca 1314 roku, miejscem pobytu Wielkiego Mistrza Zakonu, Jacques`a de Molay, do którego przyłączono w lochach zamkowych trzech innych wielkich mistrzów Zakonu: Hugues`a de Pairaud, Geoffroy de Gonneville, mistrza prowincji Poitou i Akwitanii i Geoffrey`a de Charnay, preceptora Normandii.

W 1419 roku, akcja diuka de Clarence pozwoliła zdobyć zamek Anglikom. Ci zaś wynieśli się stąd dopiero w 1449 roku.
Przywrócony koronie francuskiej, zamek zbędny na koniec konfliktu francusko-angielskiego, popadał stopniowo w zaniedbanie. W 1591 roku twierdza została wycofana z eksploatacji.

Zamek na pierwotnej bryle składa się obecnie z imponującej wieży strażniczej, zbudowanej na wzniesionym kopcu mającym około 15 metrów wysokości i średnicę u podstawy 70 metrów. Kamienny mur zbudowany na szczycie pagórka osłania i oddziela strażnicę.

Powiększono powierzchnię zamku przez dodanie muru okalającego, poprzedzonego przez fosę, który wije się na mniej więcej 200 metrów długości i 10 metrów wysokości, otoczony z boków wieżami, z których najbardziej znaną pozostaje Wieża Więzienna.

Legenda zamku

Według niektórych legend, zamek Gisors miał być miejscem ukrywania skarbu templariuszy.

W dniu 13 października 1307 roku, templariusze zostali aresztowani z rozkazu króla Francji. Obecnie specjaliści przyjmują, że mistrzowie Świątyni wiedzieli wcześniej, że ich dni są policzone. Tego samego dnia, skarbiec świątynny ewakuowano z Paryża za pomocą trzech zamaskowanych wozów. Ten konwój miał się skierować ku portom normandzkim, by zaokrętować się w stronę Anglii. A ta droga kazała im przejść przez krainę Gisors. Templariusze kontrolowali ten obszar w ciągu trzech lat, co pozwala myśleć, że ustrzegli więzi pod każdym względem.

Mówiąc krótko, skarb templariuszy zniknął na długo przed jawnym przybyciem na wybrzeża Normandii.

W 1940 roku, dozorca zamku, miejscowy człowiek, omamiony przez ową wspaniałą opowieść, postanowił przedsięwziąć wykopaliska. Roger Lhomoy przez 6 lat drążył pod ziemią kopca i w jego okolicach. On wydobył na jaw podziemną „zmurszałą wartownię”, oczyścił częściowo studnię i wpadł na pewne pomieszczenia wciąż jeszcze dotąd  nieosiągalne. W marcu 1946 roku odkrył w końcu to, czego szukał. „Jestem w romańskiej kaplicy […]. Wzdłuż murów, znajdują się na ziemi, kamienne sarkofagi […]. A w nawie, 30 skrzyń z drogcennego metalu ułożonych kolumnami, po 10.” Lhomoy natychmiast zwrócił się do burmistrza Gisors o stwierdzenie odkrycia. Niestety, nikt nie odważył się zejść do głębin studziennych wykopanych z pogwałceniem wszelkich wymogów bezpieczeństwa. Jedna osoba poszła rzucić szybko okiem, nasłuchując potwierdziła, na dnie, odgłos piwniczny. Wzięty za nawiedzonego, Lhomoy został zdjęty z obowiązków dozorcy i musiał na nowo zasypać wykop.

W 1960 roku Roger Lhomoy opowiedział swoje niesamowite przygody Gerardowi de Sede, który w 1962 opublikował powieść „Templariusze są wśród nas”. Cała Francja rzuciła się do poszukiwania skarbu. Sam André Malraux zarządził wykopaliska, niestety nieudane. Sprawa ucichła wraz z upływem czasu, ale nadal pozostaje mętna i niewyjaśniona.

Tajemne Zapisy Henri Lobineau

Poniższy tekst jest tłumaczeniem strony francuskiej wikipedii pt.: Dossiers secrets d’Henri Lobineau.

Tajne Pliki Henri Lobineau (zwane także Zapisem Lobineau lub Tajnymi Zapisami) to seria spisanych dokumentów, opracowanych przez Francuza Pierre Plantarda i jego przyjaciela Philippe`a de Chérisey, następnie złożone w latach pomiędzy 1964 i 1967 we Francuskiej Bibliotece Narodowej w formie anonimowego daru. Dokumenty te stały się „dowodem wymyślonym przez autorów w celu przywrócenia francuskiej monarchii rządzonej przez potomka królów Merowingów.” Są one zarejestrowane jako dokument 4° LM1 249 i są datowane na 1975 rok w centralnej bazie danych.

Nie są to żadne zwoje pergaminowe, ale współczesne dokumenty, dzisiaj na mikrofilmach i dostępne dla badaczy. Pojawiają się w postaci cienkiego tomu w okładce o twardej oprawie zawierającego mozaikę dokumentów: wycinki z gazet, listy, wkładki, wiele drzew genealogicznych i drukowanych stron z kilku innych utworów i wielokrotnie także skąd indziej ukradzione i zastąpione innymi, niekiedy same w sobie przeładowane odręcznymi notatkami i poprawkami.

Pierwszy dokument

Pierwszy depozyt został dokonany w styczniu 1964 roku, pod tytułem „Genealogia królów Merowingów i pochodzenie różnych francuskich i zagranicznych rodzin ze szczepu Merowingów”. Dokument drukowany komputerowo jest podpisany przez niejakiego Henri Lobineau. Stawia pytanie o królów Merowingów, jak ich potomków według krwi pozostałej obecnie w niektórych rodzinach francuskich. Rodzina Plantard figuruje tam w bezpośredniej linii wraz z niejakim Sigebertem IV, przedstawionym jako ukryty syn Dagoberta II.
„Henri Lobineau” mógłby być pseudonimem pochodzącym od „ulicy Lobineau” leżącej w pobliżu ulicy Saint-Sulpice w Paryżu. Wiele tekstów kolejnych z tych zapisów nazywają prawdziwym autorem Leo Schidlofa, mimo że owe teksty miały być opublikowane dopiero po śmierci tego ostatniego, w październiku 1966 roku. Leo Schidlof był austriackim marszandem sztuki mieszkającym w 1948 roku w Londynie. Jego córka zawsze zaprzeczała, że to on użył tego pseudonimu lub miał jakikolwiek związek z tymi publikacjami. Zakon Syjonu (patrz poniżej) wydał teksty w latach 72 stwierdzając, że Henry Lobineau był arystokratą francuskim: Henri, hrabią Lenoncourt.

Drugi dokument

Drugi depozyt prawnie jest datowany na sierpień 1965 roku. Tytuł „Potomkowie Merowingów lub zagadka Wizygotów Razes”, który jest podpisany innym pseudonimem: „Madeleine Blancasall” sugeruje pojawienie się na nowo pewnego potomstwa Merowingów, ale tym razem związanego z tajemnicami kraju Razes: regionu Rennes-les-Bains i Rennes-le-Château znajdującego się w pobliżu.

Trzeci dokument

Trzeci dokument złożono w maju 1966. Prawdopodobnie pod tytułem „Skarb Merowingów w….. Rennes-le-Château …..” podpisano „Antoine Pustelnik”. Po raz kolejny jest to oczywiście pseudonim, pochodzący od nazwiska popularnego świętego, którego posąg można napotkać w kościele w Rennes-le-Château. Jest to broszura dziewięciostronicowa, która nie jest niczym innym, jak faksymile rozdziałów książki Roberta Charroux, autora specjalizującego się w tajemnicach w ogóle, który był jednym z pierwszych piszących o tajemnicy Rennes-le-Château. Teksty z książki i kopie są prawie takie same przy dwóch właściwie drobnych zmianach.

Czwarty dokument

Czwarty dokument pochodzi z listopada 1966 roku i przedstawia się jako dodatek do pierwszego. Autor, niejaki „S. Roux” wylicza w nim sprawozdania sporządzone przez niejakiego „Lionela Burrusa.” Znajduje się tam kopia artykułu właśnie jego, napisanego w Genewskim Tygodniku Katolickim, zatytułowanego ” Faisons le Point”, który Lobineau określa jako napisany przez Leo Schidlofa, zmarłego w Wiedniu miesiąc wcześniej w wieku 80 lat. „S. Roux” atakuje Burrusa i Schidlofa, tego ostatniego oskarżając nawet o bycie sowieckim agentem.

Piąty dokument

Piąty dokument jest niepokojącym „Serpent Rouge” (czytaj tu: Czerwony Wąż). Jest to ciekawy poemat prozą, symboliczny ze swymi 13 zwrotkami ochrzczonymi nazwą znaków zodiaku (z dodatkowym znakiem Ophiuchusa, czyli Wężownika wstawionego pomiędzy Skorpiona i Strzelca), w połączeniu z serią planów i schematów łączących seminarium przy ulicy św. Sulpicjusza i pobliski kościół St. Germain des Pres w Paryżu.


Dokument ten został ostemplowany i wysłany w dniu 20 marca 1967 roku, ale z tekstem podpisanym w dniu 15 lutego 1967 roku. Ta uprzedniość jest ważna z racji trzech domniemanych autorów: Pierre Feugère`a, Louis Saint-Maxenta i Gastona de Kokera. Każdy z trzech domniemanych autorów to prawdziwa osobistość, ale wszystkich spotkała śmierć między 15 lutego, a 20 marca. Wskazówką, którą prawdziwy autor stara się przekazać jest to, że trzej autorzy zostali zamordowani lub popełnili samobójstwo po ukończeniu i zarejestrowaniu tego tekstu. Tak naprawdę autor był zapewne odnaleziony w nekrologach zgonów samobójczych. Skończył, aby odnaleźć te trzy osoby i używać ich nazwisk tak, jak wszyscy wierzą autorowi tego dziwnego tekstu.

Szósty dokument

Szósty i ostatni dokument z tej serii nazywa się „Tajne Zapisy Henri Lobineau” zebrane przez niejakiego Philippe`a Toscana du Plantier. Tytuł ten dał w ten sposób nie tylko nazwę dla serii, ale ostateczne wskazanie tożsamości autora „zapisów” – Lobineau. Ten ostatni zbiór jest przechowywany w Bibliotece Narodowej od kwietnia 1967 roku. Tym samym kończy się proces ujawniania się wobec opinii publicznej Zakonu Syjonu.

Pomiędzy tymi zapisami, jeden rękopis z 1956 roku potwierdza istnienie tajnego stowarzyszenia, Zakonu Syjonu, i opowiada jego historię od jego ustanowienia w 1099 roku przez Godefroy Bouillona. Znajduje się tu także lista wielkich mistrzów, którzy dziedziczyli naczelne stanowisko organizacji od XII wieku, między nimi figurowali: Léonardo da Vinci, Isaac Newton, Victor Hugo, Claude Debussy, Jean Cocteau.

Postawienie równolegle do tych genealogii z zadaniem Zakonu Syjonu rzeczywiście potwierdza ambicje P. Plantarda. Istotnie, można przypuszczać, że skoro ów wlaśnie daje do zrozumienia, że misją Zakonu jest przywrócenie dynastii Merowingów we Francji w oparciu o mitologię z Rennes-le-Château, to oznacza, że ich prawowitym spadkobiercą nie jest nikt inny, tylko on sam.

Oszustwo czy dowód?

– W 1982 roku, trzej autorzy Michael Baigent, Richard Leigh i Henry Lincoln, wielcy dziennikarze i specjaliści od tajnych stowarzyszeń, uważają Tajne Zapisy za prawdziwe w swym eseju o alternatywnej historii, zatytułowanym: Święta zagadka. Używają ich w swym dochodzeniu na temat Zakonu Syjonu.

– W 1984 roku Pierre Plantard złożył dymisję z Zakonu Syjonu po zdyskredytowaniu przez pisarza i dziennikarza Jean-Luc Chaumeila.

– W 1993 roku Pierre Plantard przyznał się do swego oszustwa wobec francuskiego wymiaru sprawiedliwości, kiedy w części dochodzenia równoległego (w sprawie śmierci Roger-Patrice Pelata, starego przyjaciela François Mitterranda), został zapytany o kilka dokumentów odnalezionych u niego w domu, przedstawiających go jako prawdziwego króla Francji.

Słodka krew

Monika Hauf w swojej książce podsumowuje wnioski z wielu opowieści średniowiecznych poetów o Graalu na temat tego, czym Graal mógł być. Na ogół to kielich lub misa, w które Józef z Arymatei zebrał krew Jezusa, lecz w tekście Wolframa von Eschenbacha nie jest kielichem, a kamieniem. Lapisem alchemików, jak się można domyślać. Kamień ów miał spaść z nieba, a pilnowały go anioły, które podczas buntu Lucyfera pozostały neutralne i za karę (choć do końca tego nie wiadomo) Bóg również strącił je na ziemię. Odtąd strzegą go chrześcijanie o czystych sercach.

Mówi Pytyja: Sięgnę do swoich wizji. Przez lata śniłam dziwne historie, w których wątki zaczęły się łączyć ze sobą w szczególny sposób, choć – zaznaczam – wciąż są oderwanymi cząstkami czegoś, czego pojąć w pełni nie umiem. W pewnym sensie dotyczą kwestii Graala, choć opowieść, która do mnie schodzi bywa nieco inna.

W czasach nieokreślonych, a może na koniec wszystkich czasów, podczas przepływu Fali „spadł” na ziemię (choć była to świadoma decyzja pilotów) statek, napędzany energią dwojakiego rodzaju. Mógł podróżować równie dobrze przez niższe światy. Na ogół przebywa w 4 wymiarze, lecz potrafi zmaterializować się również w 3 i funkcjonować nawet w warunkach nieznośnych dla światła duchowego. Można sobie wyobrazić jak cennym kąskiem jest dla demonów, które przejmując go znalazłyby drogę w światy wyższe, wprost do serca Króla…
Istoty pozostały, gdyż towarzyszą KSIĘŻNICZCE (czasem mowa jest o Królewnie). To ukochana córka Króla Południa spod znaku Byka, do którego należy ogromna flotylla statków, ciągnących przez naszą Galaktykę. Księżniczka postanowiła zostać na Ziemi w momencie, gdy podobne im wszystkim istoty musiały z jakichś względów (być może przesunięć kosmicznych) szybko ją opuścić. Była to jej własna i nieodwołalna decyzja, narażająca ją na śmierć, lub na coś jeszcze gorszego… Póki żyła było pewne, że Ziemia nie zostanie zniszczona przez kosmiczną armię wojującą z siłami, które przejęły naszą planetę… Towarzysze, którzy z nią pozostali, królewscy strażnicy, postanowili ją chronić, aż do czasu powrotu Króla, który miał wypaść za kilka tysięcy lat.

Tak, Księżniczka miała w sobie coś wyjątkowego, to coś jest związane z jej krwią. W pytyjskich snach musiała pić krew zwierząt, aby utrzymać się przy życiu, było to coś w rodzaju porfirii (choroby genetycznej trapiącej przedstawicieli starych rodów, wiążącej się także z nadwrażliwością na światło). Ona, jak i tajemnica pojazdu oraz istot, które w niej mieszkały była utrzymywana po potopie w egipskim Labiryncie. Zresztą pojazd w specyficzny sposób istnieje poza czasem, może jednak ukazywać się tym, którzy znają do niego ścieżkę.
Drogę do serca Labiryntu odnalazł niegdyś młody chłopiec, sługa kapłanów, prawdopodobnie żydowskiego pochodzenia (można by go nazwać umownie „Józefem”), który odkrył w podziemiach ogromną salę z basenami, gdzie kąpały się… dinozaury, dokarmiane przez pilnujących je jasnowłosych ludzi krwią i mięsem ofiar, składanych im przez egipskich wyznawców świętego krokodyla oraz… żydowskich kapłanów, którzy wtedy przebywali w Egipcie i pełnili ważne funkcje. Chłopiec, wtajemniczony przez Rudzielca (tu przypomnę, że rudy był np. król Dawid, rudy kolor włosów to także oznaka zmieszania krwi dwóch ras, północnej i południowej, a w opowieści o Graalu to Merlin był dzieckiem diabła i czystej dziewicy, czyli jednoczył w sobie żywe sprzeczności) narodził się (w sensie zmaterializował, przeszedłszy świadomie przez wrota czasu) w VI wieku w Anglii, jako król Artur. On przekazał wiedzę wybranym ludziom, którzy poznali i mieli odtąd strzec dojścia do pojazdu, a sam został Wielkim Mistrzem zakonu, obiecując, że pojawi się na koniec jako zwycięzca. Tak naprawdę wiedział od Rudzielca, że już nim został w momencie odnalezienia drogi do centrum Labiryntu i odkrycia jego tajemnicy, co do tamtej pory nie udało się żadnemu człowiekowi, a gwarantowało utrzymanie cech wyższowymiarowych w trakcie trwania ery ciemności. Każdy z wtajemniczonych przez niego „rycerzy okrągłego stołu” poznał jakiś fragment wiedzy (mapy, planu, kalendarza), która miała odtąd zacząć funkcjonować w czasie i spróbować przetrwać okres średniowiecznego mroku.
W ślad za nim podążył stary człowiek, który zabłąkał się w Labiryncie, lecz uporem swoim zdołał zgromadzić znaczną energię i popleczników, na bazie kultów szamańskich…

Tajemnicę posiedli templariusze i rozrzucili puzzle w ściśle wyznaczonych i znanych sobie miejscach Europy, gdzie mieli swoje komandorie. Pytyja widzi trzy rzeki posiadające delty, trzy wieże (baszty) zbudowane przy nich, tworzące na mapie trójkąt. W niektórych kościołach umieszczono symbole naprowadzające na następne miejsce, to rodzaj przestrzennego labiryntu, który poszukiwacz Graala musiałby przejść od miejsca do miejsca, aby rozplątać węzeł. Jedna z tych wież, na którą jest wskazówka w pewnym nadmorskim kościele stała jeszcze w połowie XI wieku na brzegu morskim, który w tej chwili zamienił się w jezioro klifowe, ruiny są tam do dzisiaj. Prowadziła do niej droga wywiedziona z kościoła zbudowanego na zamieszkanym półwyspie w kształcie krótkiej maczugi o nazwie zaczynającej się na I (Inuen?), brzmiącej w tamtych stronach obco. Kościół, wraz z całym półwyspem został wkrótce zalany przez morze, w tym miejscu jest jednak o wiele płycej, a fundamenty budowli istnieją do dzisiaj na dnie morskim. Wieżę z białego kamienia nazywano Strażnicą.
Dojście do pojazdu zostało w ostatniej chwili przeniesione i droga zmieniona.
Towarzysze Księżniczki, ukazujący się wtajemniczonym stworzyli system, który miał wytwarzać podwyższony poziom energii, wydzielanej przez grupy ludzkie w czasie zbiorowych przeżyć religijnych. Energia ta była niezbędna do podtrzymywania życia Księżniczki i funkcjonowania pojazdu. Emocja miłości powiązana z zaakceptowanym cierpieniem wiązała ze sobą sprzeczne cechy (światło i ciemność), skierowując je w ekstazie w górę i uruchamiając Boską Moc. Być może wykorzystywano do jej utworzenia ślub czystości.
Z czasem jednak pokarmu/paliwa zaczęło brakować. Droga została ukryta, wtajemniczeni w nią ścigani i okrutnie zabijani. Wzrósł strach, a także niepewność, generowana przez kontr-poszukiwaczy, którym również zależy na przejęciu pojazdu, Stopniowo tajemne święte obrządki, takie jak ryt szkocki zostały przeinaczone i przejęte.
Narastające niebezpieczeństwo utraty pojazdu zmusiło 3 najbliższych towarzyszy Księżniczki do inkarnowania w ludzkich ciałach. Każdy z nich ma według przedsięwziętego planu 3 życia. Ogromnym problemem dla nich i dla powodzenia całej sprawy jest utrata pamięci po narodzinach.
Powtarza się przepowiednia w snach: Kiedy trzech, pochodzących z rodzin o starych korzeniach związanych z Wężem, spotka się i rozpozna, a każdy w swojej dziedzinie odgadnie ważną zagadkę przeszłości, wszyscy umierają, a gdy stanie się to po raz trzeci, narodzi się diabeł.

Rybie drzewo

Kielich Graala przywiózł do Anglii Józef z Arymatei. Straż przy nim przejął jego syn Jozefat. Po jego śmierci nowym strażnikiem został jedyny z synów Brona, który ślubował czystość: Alen Gruby. Zwano go Bogatym Rybakiem, ponieważ potrafił wykarmić jedną rybą grzeszników, niegodnych posilać się z Graala. Przydomek Bogatego Rybaka przeszedł na następców Alena.
Jego brat Jozua poślubił córkę króla Alfasa. Od niego wywodzi się dynastia Królów Bogatych Rybaków. Alfas wybudował dla Graala zamek Korbenik. Kiedy zasnął podczas ukazania się Graala zjawa przebiła mu włócznią udo. Kilka dni potem zmarł, jak również Alen.

Zmarł, gdyż Alen i Jozua byli jedną i tą samą osobą.
Ktoś, kto ślubował czystość nie mógł się ożenić w mniemaniu Niewtajemniczonych, a tym bardziej mieć dzieci, dlatego rozdzielono ich w opowieści, aby nie gorszyć maluczkich. Zaśnięcie oznacza utratę świadomości, Wiedzy, uwagi duchowej, z którą można robić wszystko na tym świecie, nie będąc skalanym. Chwila nieuwagi sprawiła, że zaatakował go Mrok. Odtąd dynastię Królów Rybaków prześladuje określona klątwa. Ma ona związek z seksem, sądząc po ranie ud. Znawcy tematu mówią o kastracji, bądź bezpłodności. Być może tak, ale równie dobrze mogłaby to być na przykład orientacja biseksualna, a z czasem wyłącznie homoseksualna.

Lambor, praprawnuk Alena zginął w magiczny sposób od miecza króla sąsiedniego kraju. Odtąd oba kraje stały się jałowe.
Po Lamborze tron objął jego syn, Pellehan. Podczas bitwy w Rzymie został ranny w oba podudzia i od tej pory nazywano go chromym królem. Mógł go uzdrowić jedynie Galahad, syn córki jego syna, Pellesa, tj. wnuk.

Być może bitwa dotyczyła wprowadzenia celibatu. To było prawdziwe wyzwanie dla Poszukujących Prawdy i Mocy.
Kolejny król Rybak, Anfortas zakochał się w pięknej zuchwałej dziewczynie Orgeluzie i przez nią został ciężko ranny w oba podudzia.
Zuchwała dziewczyna może być animą, która opętała zniewieściałego mężczyznę. To także feministka, nie pragnąca męża, ani uległości wobec mężczyzny, który z tego powodu nie potrafi się odnaleźć. Opowieść wydaje się bardzo współczesna…

Rana nie goiła się, król błagał o śmierć, lecz podawany mu cudowny pokarm z Graala podtrzymywał go przy życiu w nieustannym bólu i rozpaczy. W jego kraju zapanował nieurodzaj. Anfortas mógł zostać uwolniony od cierpienia przez najlepszego rycerza okrągłego stołu, który zdoła dotrzeć do Zamku Graala i współczująco spytać podczas uczty komu służy Graal. Tylko wtedy Król Rybak miał przekazać objawienie prawdy o Jezusie rycerzowi, mianując go tym samym nowym strażnikiem (panem) Graala, a sam z ulgą umrzeć.

Umrzeć w tym wypadku to jest rozwiązać potępieńczą klątwę, która spoczęła na jego rodzie. Wydostać się ostatecznie z tego świata i wszystkich innych światów.

Opowieść o Anfortasie wprowadza nowe szczegóły do tego jaką istotą był Król Rybak, jakie cechy miała jego „rasa”.
Miał on bowiem rodzeństwo.
Jeden z jego braci posiadał moc niewidzialności i wykorzystując ją zabijał skrycie swoich przeciwników rycerzy.

Był wampirem, który w niewidzialny sposób podłączał się pod siły życiowe nieświadomych poszukiwaczy Graala i pozbawiał ich z czasem całkowicie możliwości działania. Symbolizował zatem podświadomość, czerpiącą energię ze świata materialnego.

Inny brat króla Rybaka mieszkał w pobliżu Zamku Graala jako pustelnik Trewricent. Jego pustelnia nazywała się Fontan la salvasche i składała się z dwóch jaskiń, w jednej było jego mieszkanie, w drugiej biblioteka i kaplica.

Symbolizuje on zdolność zdobywania duchowej Wiedzy we śnie i w modlitwie, którą posiada ciało astralne i subtelne. Umożliwia ona przypomnienie sobie Wiedzy w każdym życiu, reagowanie na przypomnienia i działanie w zgodzie z zakodowanym w podświadomości Programem.

Anfortas miał także siostrę, Repanse de szua, która była strażniczką Graala. Oddała swoją rękę Feirefizowi, poganinowi, który się ochrzcił, aby móc ujrzeć Graala podczas uczty. Pojechała z mężem do jego kraju na Wschodzie, a wraz z jej przybyciem tam zmarła pogańska żona Feirefiza, Sekundilia.

Kobiety symbolizują duszę, posiadającą zjednoczoną świadomość wszystkich swoich dotychczasowych i przyszłych form, która ma zdolność powielania się dowolną ilość razy.

Oboje stali się rodzicami księdza Jana, którego potomkowie wszyscy nosili to samo imię.

I tak, Jan, niczym ukochany uczeń Jezusa pozostawał nieśmiertelny, ponieważ to samo imię oznacza tę samą tożsamość w kolejnych ciałach fizycznych…

Trzeba wspomnieć także koniecznie o Cieniu…

Otóż pod Zaklętym Zamkiem, wybudowanym przez Klinszora, rycerz Gawan spotkał tajemniczego jednonogiego człowieka. Był to sam Klinszor, czarodziej, który poświęcił się magii po tym, jak przyłapany in flagranti z sycylijską królową został wykastrowany przez jej męża. Odtąd największą satysfakcję sprawiało mu niszczenie szczęścia innych. Badacze Graala uważają go za mroczne alter ego samego Anfortasa, o czym świadczy brak nogi, symbolicznie oznaczający to samo co rana podudzia. Zwycięskie starcie i pokonanie Klinszora w walce gwarantowało rycerzowi, który tego dokona, że zostanie nowym panem zamku Graala.