„Krab” – szwedzki, post-apo, 2022. Północne zimne klimaty i okoliczności, walący się w wyniku ostatecznej wojny świat, zdziczali ludzie okupujący miasta, uchodźcy, przemieszczenia. Bohaterka utraciła córkę i bierze udział w ryzykownej akcji komandosów przetransportowania zabójczego wirusa w specjalnej kapsułce na teren zajęty przez wroga. Wszyscy po drodze giną, ona walczy z ostatnim kolegą, który dojrzał do wyrzucenia kapsułki do morza, zostają uratowani przez swoich i uznani za bohaterów. Wirus dociera do laboratorium, gdzie ma być rozmnożony i zastosowany jako broń biologiczna. Wtedy nawrócona bohaterka w ostatecznej determinacji porywa go i skacze z nim do morza. Świat zostaje uratowany, acz poddany dalszej destrukcji i przemianie. [Obejrzane na Netflix]
‚Księżniczka Mononoke” jap. Anime, 1997. Piękna opowieść wzięta ze świata snów wysokich i dziejąca się na trzecim zielonym poziomie wyobrażeniowym. Książę zraniony śmiertelną klątwą poszukuje na nią rady, docierając do jej źródeł. Są postaci archetypowe, odpowiadające bóstwom gatunków, Duch lasu, władczyni w typie Lilith, ale nie do końca ona, dzika kobieta, białe wilki jej posłuszne. Klątwa objawia się zatruciem krwi i postępującym opasującą wężową plamą na przedramieniu. Sprawy dobrze się kończą, mądrości przyrasta. Ludzki film. [Netflix]
„Ruchomy dom Hekuru” – anima jap. 2004. Archetypy takie jak Sofia, Lilit, archanioł Michał, strażnik, Pajac, przekraczanie wymiarów, świetnie się nadają jako ilustracje symboliki sennej. Do tego piękne ilustracje, kolorystyka i pomysłowość mechaniczna rodem z książek XIX wiecznej fantastyki, w klimacie znaku Wodnika. Piękne i wciągające. [Netflix]
„Kierunek noc” – serial belgijski, 2 sezony, wg książki Jacka Dukaja, współpraca Tomasz Bagiński. Trzyma mocno w napięciu i nie ma chwili przestoju, aż trzeba sobie dawkować historię ze względu na emocje. Akcja na skraju życia i śmierci, przetrwanie z widmem końca świata, a więc kompletną beznadzieją w tle. Psychologia uproszczona, ale wartkie zmiany i wątek duchowy też jest, co stawia serial wyżej niż inne popularne produkcje. Widać jak ludzie popadają w emocje, wywala z nich pamięć i urazy, po czym aby znaleźć równowagę i współpracować, a zatem przeżyć choć jeszcze trochę, muszą dokonać ekspiacji, wyznania win i przebaczenia sobie. [Netflix]
„Oliver Twist’, ang. film z 1948, reż. Dawid Lean, czarno-biały. Niesamowicie wciągnęła mnie poetyka ciemnego świata, Londynu zamienionego w istne piekło minusowych śnień, w którym znaleźć można i most cienki jak ostrze miecza nad ulicą, i Czarnego w osobie brodatego fałszywego Saturna z wielkim nosem jak z koszmaru, patronującego żydowskiej religii, i upadłą Lilith, i upadłego w zło pretendenta do spadku po bogatym bezdzietnym ojcu. Który niczym starszy brat świetlistego Olivera-namaszczonego usiłuje zatrzymać go i osadzić w owym piekle biedoty, złodziei, spryciarzy, morderców, prostytutek, przekupnych głupców i nawiedzonych. Jak na sens imienia i nazwiska mały Naoliwiony, nasienie Jasnego Boga kończy na szczycie dachu, o krok od Nieprzejawienia i wyjścia z tego świata całkowicie, trzymający się Pętli zawieszonej na kominie, która odwróci jego podły los na dobry. Zagubione świetliste dziecię Jasnej Strony, bierne pośród toczących się wokół niego wypadków, jest jak ziarno Wiru, który samoistnie wyrzuci go z dna ciemnego świata na falę, zostanie odnalezione, a ciemny „brat” runie w przepaść. Jest też pies-strażnik, są pilnujący porządku i prawa, wszystko jak ze snu. Warto było obejrzeć. Hm, do tej pory nie posądzałam Dickensa o metafizyczne inspiracje, ale zmieniam zdanie. [You Tube]
„Wszystko wszędzie naraz” – 2022, scen. & reż. spółka Daniels. Małe zaskoczenie, początek męczący i myśl: jeśli to tak dłużej pociągnie, to wysiadam, ale akcja przeszła w absurdalne i na ogół komediowo-satyryczne prędkie metamorfozy w stylu matriksowym i dała się obejrzeć. Oparta na pomyśle: gdy wykonasz najgłupszą czynność w jednym świecie (mentalnym), to robisz skok kwantowy do alternatywnego świata, gdzie żyją wszyscy inni znajomi, ale w innych konfiguracjach i z innymi osobowościami. Ten pomysł głupi nie jest, opiera się na nim programowanie mózgu, a usłyszałam o nim po raz pierwszy ze 20 lat temu od człowieka poznanego na czacie, który opisał mi sposoby leczenia stosowane przez pewnego bieszczadzkiego szeptuna. Wypisz wymaluj. Podnieś nogę i oprzyj ją po drugiej stronie proga, a przez drugą przepleć rękę i złap się za nos, wymawiając równie głupie zaklęcie. Zamknij oczy, obróć się trzy razy, potem cztery w drugą stronę, ukłoń się, podskocz i spluń przed siebie. Itd. itp. tu doprowadzone do perwersyjnego kunsztu na granicy złego smaku, ale do zniesienia. Rzecz zaczyna się w chińskiej pralni, która w amerykańskim slangu jest symbolem świata chaosu (wiem, bo trafiła do symboli sabiańskich znanych astrologom). I tam się zapewne kończy, jak mniemam, bo dziś dopiero skończę ogląd. Chaos nader ładniutki, śmieszniutki, jakby ktoś pytał. Ot, uporządkowany inaczej nasz świat. A może wstępniak do nowego porządku świata?
Obejrzałam do końca z ciekawością, ale bez zachwycenia. Podwyższona prędkość obrazu i zmiana ról, obrazów, rodem z AI znamionuje nową erę, zmianę percepcji, skok kwantowy w wyższy wymiar, jak zwał tak zwał, choć ludzki mózg nie ogarnia tej szybkości, ani nie biegnie zbyt prędko od obrazka do obrazka, bo jeszcze serce szuka zaczepienia emocjami, a do tego trzeba się wczuć i mieć czas. Zatem są pewnie jakieś podprogowe sztuczki zapodane. Choć akcja jest dość prosta psychologicznie i zakończenie udało mi się przewidzieć już na początku. W sumie przesłanie jest pozytywne i generujące uczucia, reakcję miłości na wszelkie warianty iluzyjnego przejawienia (choć w tym filmie właśnie okrucieństwo sensu stricte nie występuje, ani strach, bo wszystko jest satyrycznie i kpiąco pokazane). Symbolika też jest inteligentna, gdy już na spokojnie ją rozważyć po obejrzeniu, bo w trakcie nie ma się na to czasu. Jest schizofreniczny, owszem, a raczej rozszczepiony na maksa, ale to pokazuje proces rozkawałkowania świadomości, aby ją scalić na nowo w nowej konfiguracji. Znany w szamanizmie. [Amazon]
„Ojciec Pio”, wł. film fab. biografia, 2000, reż. Carlo Carlei. Horoskop tego człowieka dał mi wiele do myślenia. Na różne tematy. Urodzony w godzinie Skorpiona, pod patronatem Marsa, który zdaje się tak mało mieć wspólnego ze świętością. A jednak: choroby, gorączki, w tym uszne przypadłości (głowa), zapalenie płuc, powołanie do wojska na wojnę (film wszystko streszcza i upraszcza, bo jednak wylądował na froncie, choć na krótko), wreszcie stygmaty na kończynach (Słońce w Bliźniętach, które zarządzają rękami). Jasnowidzenie i bilokacja wsparta stellum Słońca i Merkurego z Plutonem w 8 domu (domu śmierci i odrodzenia, tajemnicy, piekła, cienia) rodziła także demoniczne ataki (Cerbera). Pluton wszedł w grę, jako drugi władca Ascendentu z biegiem czasu, po pokonaniu ego. Widać jak jego transformacyjna moc wpływa na DNA i ciało fizyczne. Można powiedzieć, to moc przyswojonego Cienia, i to nie tego osobistego, a zbiorowego! Drugie stellum to Saturn wygnany w Raku z władcą Księżycem i Wenus, w 9 domu, domu cudów, wiary, kościoła. Był inkarnacją wysokiej boskiej świadomości, nadduszy, być może tej samej, która urodziła się kiedyś Franciszkiem z Asyżu. Wszystkie planety w strefie dnia, żył dla innych i sława była mu pisana. Bo jego dusza była poślubiona Matce Kościołowi, cokolwiek o tym myślimy i sądzimy w naszej ludzkiej małości. Film dobrze się ogląda i wbrew pozorom nie jest mdło-kościółkowy, choć ma dużo skrótów i sentymentalnych uproszczeń, ale taka jest obrazkowa poeta sztuki filmowej w ogóle. Biografie zawsze się o to potykają, jak i sztuka o nie. Co do kwestii duchowych, psychicznych, metafizycznych, zwłaszcza kogoś, kto miał takie układy planetarne, nikt nie jest w stanie się wypowiedzieć miarodajnie, chyba że będzie miał równe mu lub mocniejsze z urodzenia. Ale wtedy zapewne zmilczy i uśmiechnie się do siebie, nie gadając po próżnicy. [You Tube]