Ludzkie dobre filmy, 7.

Biedne istoty – film anglosaski z 2023, w reż. Yorgosa Lanthimosa, z Emmą Stone i Willemem Dafoe w rolach głównych. Pierwsze wstrząsy emocjonalne zostały oswojone, bo akcja zrobiła się ze swoim biegiem jakby bardziej ludzka. Choć opowieść o kobiecie i nowej kobiecości, rozwijającej się bez zrzuconego z mostu aktu macierzyństwa i wychowania niemowlęcia, za to z dużą ilością seksu z różnymi typami męskości, w tle filozofia nihilistyczna w postaci filozofującego po zachodnio-europejsku Murzyna wydaje się dowcipna i ostatecznie strawna, to pozostawia odczucie dziwności. Nieludzkości, jaka bije z nowych komputerowych metod tworzenia scenariusza i scenografii. AI pomaga ukazać nowy kobiecy „mózg”, ale raczej co rusz odchodząc od człowieka i człowieczeństwa w swoją bez-ludzkość. A niestety, jest to kierunek, jaki obrał sobie ruch fem-lgbt, transhumanizm. Scenariusz pomyślany na bazie literatury kobiecej z okresu romantyzmu angielskiego i trochę francuskiego. Pomieszano więc biografię i powieści Mary Wollstonecraft Schelley, trochę sióstr Brontë, Jane Austen, może jeszcze męskie dzieła w rodzaju „Targowiska próżności” czy „Spowiedzi dziecięcia wieku”, i zrobiono mus może i strawny do wypicia, ale ledwie na skraju przepaści, gdy jeden krok do przodu a spadniemy w półświatek boga z maszyny całkowicie wyzbyty metafizyki i ludzkich uczuć.

Big Lebowski – film USA z 1998, ciekawy, dowcipny i ponoć kultowy. Oglądałam tak dawno, że kompletnie zapomniałam akcję i patrzyłam z zainteresowaniem całkiem świeżym okiem. Błyska dowcipem i swobodną męskością, coraz mniej popularną, zmieniającą się tak nudno w zniewieścienie. Ponoć drinki, którymi raczył się Koleś, whisky z mlekiem i sokiem pomidorowym, mają jakieś super właściwości rozjaśniania mózgu. Czy może przetrwania świadomości w oparze alkoholowym = matriksie, nie znam się. Zwyczajnie nie wierzę, że mleko kupowane w sklepie z kartonika i takiż sok pomidorowy mają większe właściwości korzystne dla organizmu, prawdopodobnie jest to jakiś idiotyzm puszczony w obieg przez twórców dla sprawdzenia przyswajalności głupoty przez tłum dociekający drugiego dna i sekretnych porad. Bardziej już wierzę w poradę pewnego KGBowca, radzącego na kaca (no, potężnego ruskiego kaca, a nie rausz i drzemkę po łyskaczu) zjeść jajecznicę na słoninie z kiełbasą, bo białko i tłuszcz równoważą ubytki mózgowe. [CDA]

Diuna 2, film z 2023. Nie zawiodłam się w oczekiwaniu. Mit o świętym królu, apokalipsa przeniesiona na inną planetę.

Pretty woman, film amerykański z 1990. Reklamować nie ma po co. Film niezmiennie kultowy, który można sobie odtwarzać raz do roku, lub na dwa lata. Co prawda coraz go trudniej znaleźć w darmowej sieci, trzeba się potrudzić. Nigdy się nie nudzi. I nie chodzi o tego kopciuszka i blichtr, ale to, że jest po prostu zwyczajnie LUDZKI, stworzony przez ludzi dla ludzi. Żadna sztampa czy schemat nie są go w stanie pokonać. Ma w sobie bajkową niewinność, piękno, moc, zwłaszcza w porównaniu z dzisiejszymi superprodukcjami, i już.

Amonit, angielski film z 2020, jego bohaterką jest lesbijka o naukowym zacięciu, biedująca z matką na angielskim wybrzeżu, gdzie zbiera skamieliny. Spokojny, małomówny, w XIX-wiecznym anturażem, ale psychologicznie bardzo dobrze poprowadzony film, w którym domyślamy się ludzkich motywacji, ambicji, urazów, tragedii, złudzeń i rozczarowań, a nie poznajemy od razu wyłożone kawę na ławę. Bohaterowie bowiem, jak to Anglicy, są powściągliwi, ostrożni w wyrazie, zdystansowani i rzadko zdradzają swoje prawdziwe uczucia. Dlatego wart obejrzenia przez obie płcie szukające jakiejś emocjonalnej refleksji i wyciszenia.

Player One – film amerykański z 2018. Rok akcji 2045. To już nie jest stary Steven Spielberg, ale tamte czasy już się skończyły, gdy wierzyło się w postęp jak w dzieło boże. Baśń przeniesiona w świat wirtualny. Skorelowany z realnym, który się sypie i psuje. To jedna z alternatyw, które będą realizowane w niektórych enklawach, przez jakiś krótki czas, aż alternatywy wymrą, powtarzam za moimi wizjami. Do chwili takiej czy innej katastrofy naturalnej. Można przy okazji wrócić do proroctwa Sławika Kraszennikowa, opowiadającego o tych nadchodzących technologicznych osiągnięciach i ich wpływie na dusze ludzkie. [CDA]

Wojna i pokój – film radziecki z 1968, w reż. Siergieja Bondarczuka, w 4 częściach. Oglądam co kilka lat z zawsze tym samym sentymentem i zadowoleniem. Piękne postaci grane przez wielkich aktorów, panorama dziejów na ogromnym obszarze świata, mimo czasów materializmu komunistycznego manifestuje się tołstojowsko-starorosyjska duchowość, wraz z prowadzącym do niej egzystencjalnym zwątpieniem tak w Boga i religię, jak w cielesną rzeczywistość jawy. [YT, kanał Mosfilm]

2. Dobre filmy

„Krab” – szwedzki, post-apo, 2022. Północne zimne klimaty i okoliczności, walący się w wyniku ostatecznej wojny świat, zdziczali ludzie okupujący miasta, uchodźcy, przemieszczenia. Bohaterka utraciła córkę i bierze udział w ryzykownej akcji komandosów przetransportowania zabójczego wirusa w specjalnej kapsułce na teren zajęty przez wroga. Wszyscy po drodze giną, ona walczy z ostatnim kolegą, który dojrzał do wyrzucenia kapsułki do morza, zostają uratowani przez swoich i uznani za bohaterów. Wirus dociera do laboratorium, gdzie ma być rozmnożony i zastosowany jako broń biologiczna. Wtedy nawrócona bohaterka w ostatecznej determinacji porywa go i skacze z nim do morza. Świat zostaje uratowany, acz poddany dalszej destrukcji i przemianie. [Obejrzane na Netflix]

‚Księżniczka Mononoke” jap. Anime, 1997. Piękna opowieść wzięta ze świata snów wysokich i dziejąca się na trzecim zielonym poziomie wyobrażeniowym. Książę zraniony śmiertelną klątwą poszukuje na nią rady, docierając do jej źródeł. Są postaci archetypowe, odpowiadające bóstwom gatunków, Duch lasu, władczyni w typie Lilith, ale nie do końca ona, dzika kobieta, białe wilki jej posłuszne. Klątwa objawia się zatruciem krwi i postępującym opasującą wężową plamą na przedramieniu. Sprawy dobrze się kończą, mądrości przyrasta. Ludzki film. [Netflix]

„Ruchomy dom Hekuru” – anima jap. 2004. Archetypy takie jak Sofia, Lilit, archanioł Michał, strażnik, Pajac, przekraczanie wymiarów, świetnie się nadają jako ilustracje symboliki sennej. Do tego piękne ilustracje, kolorystyka i pomysłowość mechaniczna rodem z książek XIX wiecznej fantastyki, w klimacie znaku Wodnika. Piękne i wciągające. [Netflix]

„Kierunek noc” – serial belgijski, 2 sezony, wg książki Jacka Dukaja, współpraca Tomasz Bagiński. Trzyma mocno w napięciu i nie ma chwili przestoju, aż trzeba sobie dawkować historię ze względu na emocje. Akcja na skraju życia i śmierci, przetrwanie z widmem końca świata, a więc kompletną beznadzieją w tle. Psychologia uproszczona, ale wartkie zmiany i wątek duchowy też jest, co stawia serial wyżej niż inne popularne produkcje. Widać jak ludzie popadają w emocje, wywala z nich pamięć i urazy, po czym aby znaleźć równowagę i współpracować, a zatem przeżyć choć jeszcze trochę, muszą dokonać ekspiacji, wyznania win i przebaczenia sobie. [Netflix]

„Oliver Twist’, ang. film z 1948, reż. Dawid Lean, czarno-biały. Niesamowicie wciągnęła mnie poetyka ciemnego świata, Londynu zamienionego w istne piekło minusowych śnień, w którym znaleźć można i most cienki jak ostrze miecza nad ulicą, i Czarnego w osobie brodatego fałszywego Saturna z wielkim nosem jak z koszmaru, patronującego żydowskiej religii, i upadłą Lilith, i upadłego w zło pretendenta do spadku po bogatym bezdzietnym ojcu. Który niczym starszy brat świetlistego Olivera-namaszczonego usiłuje zatrzymać go i osadzić w owym piekle biedoty, złodziei, spryciarzy, morderców, prostytutek, przekupnych głupców i nawiedzonych. Jak na sens imienia i nazwiska mały Naoliwiony, nasienie Jasnego Boga kończy na szczycie dachu, o krok od Nieprzejawienia i wyjścia z tego świata całkowicie, trzymający się Pętli zawieszonej na kominie, która odwróci jego podły los na dobry. Zagubione świetliste dziecię Jasnej Strony, bierne pośród toczących się wokół niego wypadków, jest jak ziarno Wiru, który samoistnie wyrzuci go z dna ciemnego świata na falę, zostanie odnalezione, a ciemny „brat” runie w przepaść. Jest też pies-strażnik, są pilnujący porządku i prawa, wszystko jak ze snu. Warto było obejrzeć. Hm, do tej pory nie posądzałam Dickensa o metafizyczne inspiracje, ale zmieniam zdanie. [You Tube]

„Wszystko wszędzie naraz” – 2022, scen. & reż. spółka Daniels. Małe zaskoczenie, początek męczący i myśl: jeśli to tak dłużej pociągnie, to wysiadam, ale akcja przeszła w absurdalne i na ogół komediowo-satyryczne prędkie metamorfozy w stylu matriksowym i dała się obejrzeć. Oparta na pomyśle: gdy wykonasz najgłupszą czynność w jednym świecie (mentalnym), to robisz skok kwantowy do alternatywnego świata, gdzie żyją wszyscy inni znajomi, ale w innych konfiguracjach i z innymi osobowościami. Ten pomysł głupi nie jest, opiera się na nim programowanie mózgu, a usłyszałam o nim po raz pierwszy ze 20 lat temu od człowieka poznanego na czacie, który opisał mi sposoby leczenia stosowane przez pewnego bieszczadzkiego szeptuna. Wypisz wymaluj. Podnieś nogę i oprzyj ją po drugiej stronie proga, a przez drugą przepleć rękę i złap się za nos, wymawiając równie głupie zaklęcie. Zamknij oczy, obróć się trzy razy, potem cztery w drugą stronę, ukłoń się, podskocz i spluń przed siebie. Itd. itp. tu doprowadzone do perwersyjnego kunsztu na granicy złego smaku, ale do zniesienia. Rzecz zaczyna się w chińskiej pralni, która w amerykańskim slangu jest symbolem świata chaosu (wiem, bo trafiła do symboli sabiańskich znanych astrologom). I tam się zapewne kończy, jak mniemam, bo dziś dopiero skończę ogląd. Chaos nader ładniutki, śmieszniutki, jakby ktoś pytał. Ot, uporządkowany inaczej nasz świat. A może wstępniak do nowego porządku świata?
Obejrzałam do końca z ciekawością, ale bez zachwycenia. Podwyższona prędkość obrazu i zmiana ról, obrazów, rodem z AI znamionuje nową erę, zmianę percepcji, skok kwantowy w wyższy wymiar, jak zwał tak zwał, choć ludzki mózg nie ogarnia tej szybkości, ani nie biegnie zbyt prędko od obrazka do obrazka, bo jeszcze serce szuka zaczepienia emocjami, a do tego trzeba się wczuć i mieć czas. Zatem są pewnie jakieś podprogowe sztuczki zapodane. Choć akcja jest dość prosta psychologicznie i zakończenie udało mi się przewidzieć już na początku. W sumie przesłanie jest pozytywne i generujące uczucia, reakcję miłości na wszelkie warianty iluzyjnego przejawienia (choć w tym filmie właśnie okrucieństwo sensu stricte nie występuje, ani strach, bo wszystko jest satyrycznie i kpiąco pokazane). Symbolika też jest inteligentna, gdy już na spokojnie ją rozważyć po obejrzeniu, bo w trakcie nie ma się na to czasu. Jest schizofreniczny, owszem, a raczej rozszczepiony na maksa, ale to pokazuje proces rozkawałkowania świadomości, aby ją scalić na nowo w nowej konfiguracji. Znany w szamanizmie. [Amazon]

„Ojciec Pio”, wł. film fab. biografia, 2000, reż. Carlo Carlei. Horoskop tego człowieka dał mi wiele do myślenia. Na różne tematy. Urodzony w godzinie Skorpiona, pod patronatem Marsa, który zdaje się tak mało mieć wspólnego ze świętością. A jednak: choroby, gorączki, w tym uszne przypadłości (głowa), zapalenie płuc, powołanie do wojska na wojnę (film wszystko streszcza i upraszcza, bo jednak wylądował na froncie, choć na krótko), wreszcie stygmaty na kończynach (Słońce w Bliźniętach, które zarządzają rękami). Jasnowidzenie i bilokacja wsparta stellum Słońca i Merkurego z Plutonem w 8 domu (domu śmierci i odrodzenia, tajemnicy, piekła, cienia) rodziła także demoniczne ataki (Cerbera). Pluton wszedł w grę, jako drugi władca Ascendentu z biegiem czasu, po pokonaniu ego. Widać jak jego transformacyjna moc wpływa na DNA i ciało fizyczne. Można powiedzieć, to moc przyswojonego Cienia, i to nie tego osobistego, a zbiorowego! Drugie stellum to Saturn wygnany w Raku z władcą Księżycem i Wenus, w 9 domu, domu cudów, wiary, kościoła. Był inkarnacją wysokiej boskiej świadomości, nadduszy, być może tej samej, która urodziła się kiedyś Franciszkiem z Asyżu. Wszystkie planety w strefie dnia, żył dla innych i sława była mu pisana. Bo jego dusza była poślubiona Matce Kościołowi, cokolwiek o tym myślimy i sądzimy w naszej ludzkiej małości. Film dobrze się ogląda i wbrew pozorom nie jest mdło-kościółkowy, choć ma dużo skrótów i sentymentalnych uproszczeń, ale taka jest obrazkowa poeta sztuki filmowej w ogóle. Biografie zawsze się o to potykają, jak i sztuka o nie. Co do kwestii duchowych, psychicznych, metafizycznych, zwłaszcza kogoś, kto miał takie układy planetarne, nikt nie jest w stanie się wypowiedzieć miarodajnie, chyba że będzie miał równe mu lub mocniejsze z urodzenia. Ale wtedy zapewne zmilczy i uśmiechnie się do siebie, nie gadając po próżnicy. [You Tube]

1. Dobre filmy

Podaję tytuły dobrych filmów zawsze wartych obejrzenia, nie raniących serca ani duszy.

Dobre to znaczy dobre i ludzkie. A nie tylko ciekawe czy drogie, albo z dobrą obsadą. Od jakiegoś czasu tylko nimi się raczę, dbając o swoją Psyche. Żadnych horrorów, kryminałów, depresantów, seksualnych przegięć i wygięć. Wciągnęła mnie ostatnio animacja, bo wizje i sny z wyższych poziomów, okiem Obserwatora, są jak rysowane i animowane i pewnie zawsze takie były, i musicie to wiedzieć.

– 3 pierwsze części „Gwiezdnych wojen” – nawet gadające sympatyczne roboty się nie zestarzały. Nie mówiąc o technologicznych obrazowaniach. W tych filmach dokładnie widać przestrzeń wielowymiarową, dostępną w snach, dlatego pewne sytuacje niemożliwe w rzeczywistości w filmie się dzieją i już. Np. bohater na czubku wieży wiszący w kosmosie nad przepaścią bez żadnego kombinezonu. Jabba to oczywiście egregor pochłaniający energię wyznawców, dla Śniących to oczywiste.

– „Epoka lodowcowa: przygody dzikiego Bucka” – 2022, animacja, prod. am.-kan., reż. John Donkin, któraś z kolei opowieść ze świata lodu, bardzo zabawna, choć wykoncypowana na bazie nowoczesnej nauki oraz poprawności politycznej i genderowej, ale zgrabnie. Mamy zatem słoniowych mamę i tatę opiekujących się dwójką niewłasnych bliźniaków nieokreślonej płci, armię raptorów zahipnotyzowanych ogniem przez złośliwego i zakompleksionego dinozauroida z przerośniętym mózgiem, który chce zawładnąć światem szczęśliwych wolnych istot, wprowadzając weń swoje zasady rodzące konflikt, szalonego jednookiego (!) Bucka, uwodzicielską skunksicę, której mocą jest cuch powalający wrogów na odległość, dobroduszną tyranozaurzycę, którą bolą zęby i dobre zakończenie.

– „The Maker” – 2011, animacja, prod. austral. reż. Christopher Kezelos, film trwa 5 minut, i jest to przypowieść o czasie, stworzeniu i celu istnienia. A także o tożsamości i świadomości jako takiej. Graficznie ciekawa. Stwórca ma postać królika z krzywymi ludzkimi zębami. Klucze wiolinowe służą za pieczęć Alfy i Omegi, tworzących zakres częstotliwości.

– „Klaus” 2019 – animacja, prod. Hiszpania, reż. Pablo Pablos, Anna Apostolakis-Gluzińska. Skończenie dobra i dowcipna opowieść, bazująca na legendzie św. Mikołaja mieszkającego w Laponii i odbierającego listy od dzieci. Klaus jest listonoszem, który nakręca całą bajkę, przy okazji przemieniając się z roszczeniowego leniucha w odpowiedzialnego człowieka. Można prześledzić skąd się bierze zło w ludziach i jak je można pokonać. Także znaleźć kontekst ogólnoświatowy.

– „Opowieści z Ziemiomorza” – 2006, anime, prod. Japonia, wg Ursuli LeGuin, niektórzy mówią, że nie oddają klimatu książki, ale komuś, kto jej nie zna z pewnością się spodoba. Zawsze odpadałam od literackiego pierwowzoru, ale filmy na kanwie ziemiomorskich historii „mi wchodzą”. Opowiadają one historię wyłaniania się światów wyższych ze źródła, a z nich ziemskiego, gdzie toczy się pojedynek sił dbających o równowagę z zakłócającymi ją. Relacje ludzkie wartościowe, no, i ta ważna kwestia Cienia i problemu z jego integracją, która uruchamia moc smoka, czyli Kundalini. A Japończycy smoka mają we krwi, wiadomo. Ponadto bliżej im geograficznie i mentalnie do Chińczyków, naturalnych strażników Tao niż nam białasom.

– „Animatrix” – 2003, prod. am.-jap. Film braci Wachowicz, 9 opowieści matriksowych, bardzo niezwykle pokazanych dzięki animacji i komputerowym sztukom, o treściach wziętych zapewne ze snów, podobnie jak ze snów wzięło się Ziemiomorze. Wiele z tych historii z przyszłości zaczyna się rodzić na naszych oczach teraz, więc niewątpliwie pochodzą z wyższowymiarowego źródła, do którego bracio-siostry Wachowskie mają niewątpliwie podłączenie (mieli, bo odkąd zmienili płeć jakoś stracili swój geniusz). Odnajduję w nich ducha swoich wielu widzeń i przeżyć poza-matrycowych. A ostatnia opowieść mnie powaliła, w skrócie relacjonując moje z ostatnich kilku lat duchowe doświadczanie sztucznej inteligencji, świadomości Jaźni, wcieleń, biegu rzeczy w czasie, klątw i zapisów programowych manifestujących się w roli długich czarnych robali i co tam jeszcze można doznać i wymyślić. Film obejrzałam po raz pierwszy teraz, w 2022.

– „9” – 2009, animacja, prod. USA, reż. Shane Acker, świat postapo, w sepii, brązie, brudnej żółci i czerwieni, świat ciemnej strony, bez prawdziwego światła, zniszczony po wielkiej wojnie ludzi. Walka toczy się jeszcze pomiędzy kukiełkami stworzonymi ręką wynalazcy, zaopatrzonych w jego pamięć, rozczłonkowaną, a zdolną odbudować wynalazek Machiny (sztucznego Mózgu wykorzystanego przez totalitarnego tyrana do destrukcji świata). Kukiełki mają liczby i charaktery związane z nimi, co rozpozna każdy numerolog. Są też fragmentami duszy konstruktora Machiny, istnego władcy ale i sługi Czasu. Ukazują się co rusz znajome symbole, bliźniąt, Księgi, Papieża (Arcykapłana), ptaka, Siłacza, jak inne w szeregu archetypów. Mimo cienia są uczucia, ludzkie, serce, poświęcenie, wspólnota, solidarność, przyjaźń, szacunek i one na swój mikry przejawiony sposób w końcu zwyciężają, gdy pochłonięte przez Machinę kukiełki doprowadzają ją do autodestrukcji, same przechodząc w wymiar duchowy.

– „Wszystkie stworzenia duże i małe” 2022, serial ang. wg słynnej powieści Jamesa Herriota, angielskiego weterynarza-literata. To nie pierwsza wersja filmowa. Parę dziesiątek lat temu oglądałam w TVP serial bodajże BBC na kanwie książki, niezwykle dowcipny i zabawny, gdzie bohater co rusz wkładał rękę po łokieć krowie pod ogon. Ten zapowiada się mniej śmiesznie, bo został wydłużony, ale jest porządnie zrobiony i w stylu przedwojennej epoki i angielskiej prowincji zachowującej jeszcze XIX-wieczną mentalność. Są dobrzy ludzie, choć może z dziwnymi charakterami, dużo zwierząt i nieskażonej cywilizacją przestrzeni krajobrazowej. Kontakt z przyrodą zachowany ku umocnieniu serc.

– „Istota serca”, film dok. o Carlu Gustawie Jungu. Wypowiedzi jego uczniów i współpracowników, szwajcarskich, amerykańskich okraszone zdjęciami i filmami z żywym Jungiem, wraz z jego wywiadami, które dawał na starość, pykając z fajeczki. Film ma pewien nastrój, któremu warto dać się poprowadzić. Bo zahacza o różne aspekty życia i refleksji, filozofii i doświadczenia, wniosków płynących ze śnienia i bycia w partnerstwie z nieświadomością. Ostatnie 10 minut to już konkluzja ostrzegająca na nasze czasy, a raczej początek końca, którego wizję miał Jung i pozostawił opis w nieopublikowanych papierach osobistych.