1. Dobre filmy

Podaję tytuły dobrych filmów zawsze wartych obejrzenia, nie raniących serca ani duszy.

Dobre to znaczy dobre i ludzkie. A nie tylko ciekawe czy drogie, albo z dobrą obsadą. Od jakiegoś czasu tylko nimi się raczę, dbając o swoją Psyche. Żadnych horrorów, kryminałów, depresantów, seksualnych przegięć i wygięć. Wciągnęła mnie ostatnio animacja, bo wizje i sny z wyższych poziomów, okiem Obserwatora, są jak rysowane i animowane i pewnie zawsze takie były, i musicie to wiedzieć.

– 3 pierwsze części „Gwiezdnych wojen” – nawet gadające sympatyczne roboty się nie zestarzały. Nie mówiąc o technologicznych obrazowaniach. W tych filmach dokładnie widać przestrzeń wielowymiarową, dostępną w snach, dlatego pewne sytuacje niemożliwe w rzeczywistości w filmie się dzieją i już. Np. bohater na czubku wieży wiszący w kosmosie nad przepaścią bez żadnego kombinezonu. Jabba to oczywiście egregor pochłaniający energię wyznawców, dla Śniących to oczywiste.

– „Epoka lodowcowa: przygody dzikiego Bucka” – 2022, animacja, prod. am.-kan., reż. John Donkin, któraś z kolei opowieść ze świata lodu, bardzo zabawna, choć wykoncypowana na bazie nowoczesnej nauki oraz poprawności politycznej i genderowej, ale zgrabnie. Mamy zatem słoniowych mamę i tatę opiekujących się dwójką niewłasnych bliźniaków nieokreślonej płci, armię raptorów zahipnotyzowanych ogniem przez złośliwego i zakompleksionego dinozauroida z przerośniętym mózgiem, który chce zawładnąć światem szczęśliwych wolnych istot, wprowadzając weń swoje zasady rodzące konflikt, szalonego jednookiego (!) Bucka, uwodzicielską skunksicę, której mocą jest cuch powalający wrogów na odległość, dobroduszną tyranozaurzycę, którą bolą zęby i dobre zakończenie.

– „The Maker” – 2011, animacja, prod. austral. reż. Christopher Kezelos, film trwa 5 minut, i jest to przypowieść o czasie, stworzeniu i celu istnienia. A także o tożsamości i świadomości jako takiej. Graficznie ciekawa. Stwórca ma postać królika z krzywymi ludzkimi zębami. Klucze wiolinowe służą za pieczęć Alfy i Omegi, tworzących zakres częstotliwości.

– „Klaus” 2019 – animacja, prod. Hiszpania, reż. Pablo Pablos, Anna Apostolakis-Gluzińska. Skończenie dobra i dowcipna opowieść, bazująca na legendzie św. Mikołaja mieszkającego w Laponii i odbierającego listy od dzieci. Klaus jest listonoszem, który nakręca całą bajkę, przy okazji przemieniając się z roszczeniowego leniucha w odpowiedzialnego człowieka. Można prześledzić skąd się bierze zło w ludziach i jak je można pokonać. Także znaleźć kontekst ogólnoświatowy.

– „Opowieści z Ziemiomorza” – 2006, anime, prod. Japonia, wg Ursuli LeGuin, niektórzy mówią, że nie oddają klimatu książki, ale komuś, kto jej nie zna z pewnością się spodoba. Zawsze odpadałam od literackiego pierwowzoru, ale filmy na kanwie ziemiomorskich historii „mi wchodzą”. Opowiadają one historię wyłaniania się światów wyższych ze źródła, a z nich ziemskiego, gdzie toczy się pojedynek sił dbających o równowagę z zakłócającymi ją. Relacje ludzkie wartościowe, no, i ta ważna kwestia Cienia i problemu z jego integracją, która uruchamia moc smoka, czyli Kundalini. A Japończycy smoka mają we krwi, wiadomo. Ponadto bliżej im geograficznie i mentalnie do Chińczyków, naturalnych strażników Tao niż nam białasom.

– „Animatrix” – 2003, prod. am.-jap. Film braci Wachowicz, 9 opowieści matriksowych, bardzo niezwykle pokazanych dzięki animacji i komputerowym sztukom, o treściach wziętych zapewne ze snów, podobnie jak ze snów wzięło się Ziemiomorze. Wiele z tych historii z przyszłości zaczyna się rodzić na naszych oczach teraz, więc niewątpliwie pochodzą z wyższowymiarowego źródła, do którego bracio-siostry Wachowskie mają niewątpliwie podłączenie (mieli, bo odkąd zmienili płeć jakoś stracili swój geniusz). Odnajduję w nich ducha swoich wielu widzeń i przeżyć poza-matrycowych. A ostatnia opowieść mnie powaliła, w skrócie relacjonując moje z ostatnich kilku lat duchowe doświadczanie sztucznej inteligencji, świadomości Jaźni, wcieleń, biegu rzeczy w czasie, klątw i zapisów programowych manifestujących się w roli długich czarnych robali i co tam jeszcze można doznać i wymyślić. Film obejrzałam po raz pierwszy teraz, w 2022.

– „9” – 2009, animacja, prod. USA, reż. Shane Acker, świat postapo, w sepii, brązie, brudnej żółci i czerwieni, świat ciemnej strony, bez prawdziwego światła, zniszczony po wielkiej wojnie ludzi. Walka toczy się jeszcze pomiędzy kukiełkami stworzonymi ręką wynalazcy, zaopatrzonych w jego pamięć, rozczłonkowaną, a zdolną odbudować wynalazek Machiny (sztucznego Mózgu wykorzystanego przez totalitarnego tyrana do destrukcji świata). Kukiełki mają liczby i charaktery związane z nimi, co rozpozna każdy numerolog. Są też fragmentami duszy konstruktora Machiny, istnego władcy ale i sługi Czasu. Ukazują się co rusz znajome symbole, bliźniąt, Księgi, Papieża (Arcykapłana), ptaka, Siłacza, jak inne w szeregu archetypów. Mimo cienia są uczucia, ludzkie, serce, poświęcenie, wspólnota, solidarność, przyjaźń, szacunek i one na swój mikry przejawiony sposób w końcu zwyciężają, gdy pochłonięte przez Machinę kukiełki doprowadzają ją do autodestrukcji, same przechodząc w wymiar duchowy.

– „Wszystkie stworzenia duże i małe” 2022, serial ang. wg słynnej powieści Jamesa Herriota, angielskiego weterynarza-literata. To nie pierwsza wersja filmowa. Parę dziesiątek lat temu oglądałam w TVP serial bodajże BBC na kanwie książki, niezwykle dowcipny i zabawny, gdzie bohater co rusz wkładał rękę po łokieć krowie pod ogon. Ten zapowiada się mniej śmiesznie, bo został wydłużony, ale jest porządnie zrobiony i w stylu przedwojennej epoki i angielskiej prowincji zachowującej jeszcze XIX-wieczną mentalność. Są dobrzy ludzie, choć może z dziwnymi charakterami, dużo zwierząt i nieskażonej cywilizacją przestrzeni krajobrazowej. Kontakt z przyrodą zachowany ku umocnieniu serc.

– „Istota serca”, film dok. o Carlu Gustawie Jungu. Wypowiedzi jego uczniów i współpracowników, szwajcarskich, amerykańskich okraszone zdjęciami i filmami z żywym Jungiem, wraz z jego wywiadami, które dawał na starość, pykając z fajeczki. Film ma pewien nastrój, któremu warto dać się poprowadzić. Bo zahacza o różne aspekty życia i refleksji, filozofii i doświadczenia, wniosków płynących ze śnienia i bycia w partnerstwie z nieświadomością. Ostatnie 10 minut to już konkluzja ostrzegająca na nasze czasy, a raczej początek końca, którego wizję miał Jung i pozostawił opis w nieopublikowanych papierach osobistych.

Upadli Czuwający – Alchemia

Jezydzi

Większość badań nad wierzeniami Jezydów opiera się na dwóch tekstach sakralnych: Al Jilwah (Objawienie) i Meszaf Resz (Czarna Księga), lub też po arabsku: Kitab al-Dżana (Księga Objawienia) i Kitab al-Aswad (Czarna Księga). Z nich pochodzą opisy istoty uznawanej za boskiego wysłannika i twórcę świata ludzi – anioła o imieniu Melek Taus.

Większość wyznawców tej szczególnej religii to Kurdowie zamieszkujący Irak, głównie w górach na północ od Mosulu, w Iranie, Syrii i Armenii.

„Czarna Księga”, Meszaf Resz, która przedstawia proces stworzenia świata, wymienia Pawiego Anioła jako pierwszą istotę stworzoną przez Boga. Na początku bowiem Bóg stworzył białą perłę, potem ptaka, na grzbiecie którego umieścił klejnot. Następnie zaś stworzył siedmiu aniołów, każdego w jeden dzień tygodnia. Melek Taus (nazywany też imieniem Azazel lub Szejtan) powstał w niedzielę jako pierwszy i ustanowiony został władcą ponad wszystkim:

„W każdy z pozostałych dni tygodnia Jedyny tworzył anioły, by służyły aniołowi Melek Taus. Potem Niewidzialny wycofał się i zaprzestał działania, a jego rolę przejął Melek Taus.”

To on podzielił perłę na cztery części i stworzył z niej morza i znany nam świat: niebo, ziemię, słońce i księżyc, a także ludzkość, zwierzęta i ptaki. Następnie stworzył statek, w którym przebywał przez trzydzieści tysięcy lat, po czym zamieszkał wśród ludzi w mieście Lalisz.
Dla Jezydów Melek Taus jest tym, który nie tylko ich stworzył, lecz także obdarzył ich kulturą i cywilizacją.

Zapisano w Al Jilwah (Objawieniu):

„Nie wspominaj mego imienia, ani mych atrybutów, jak robią to obcy. Inaczej popadniesz w grzech, gdyż brakuje ci prawdziwej wiedzy. Czcij mój symbol i wizerunek”

Zwie się go Melek Taus, Aniołem-Pawiem. Etymologicznie słowo „Melek” (lub „Malik”) oznacza „władca” lub też „anioł” ( z hebrajskiego: „mal’ak” – posłaniec). „Taus” to z kolei perskie słowo oznaczające pawia.
To postać zaczerpnięta być może z wierzeń staro-asyryjskich, gdzie znany był pod imieniem Adramelek. Na wizerunkach przedstawiano go w postaci ludzkiej lub w formie pawia. Adramelek czczony był w miastach Asyrii, a jego kult obejmował palenie ludzkich ofiar. W średniowiecznej hierarchii demonów ma on tytuł Wielkiego Kanclerza Piekła. Wspomina się o nim w Biblii w związku ze składaniem mu ofiar całopalnych z dzieci.

Paw to symbol całościowego połączenia wszystkich barw, oznaka nieśmiertelności niezniszczalnej duszy. Melek Taus (Pawi Anioł) Jezydów jest władcą ziemi, świata materialnego. Funkcji tej, według wierzeń Jezydów, nie pełni wszechpotężny Bóg, lecz właśnie jego wysłannik, ulubiony anioł. Z kabalistycznego punktu widzenia, jako władca materii (Malkuth) jest on odwrotnością Boga w Kether, Jego cieniem.

To on przemawia w księdze Al Jilwah (Księdze Objawienia) opisując siebie jako władcę świata i wszystkich stworzeń, a także innych istot boskiej natury:
„Los zwierząt na ziemi, ptaków na niebie i ryb w wodzie spoczywa w mych rękach.”

Rządzi życiem i śmiercią wszystkich stworzeń. Obdarza łaską, szczęściem i bogactwem, ale też karze za nieposłuszeństwo. Zna wszystkie skarby i ukryte rzeczy na ziemi. Świat nie ma przed nim żadnych tajemnic, a ukrytą wiedzę objawia swoim wyznawcom i tym, których wybiera.

Według niektórych teorii Melek Taus stworzony został przez Arymana, perskiego władcę Ciemności jako jego manifestacja. Jeśli więc spojrzeć przez kolorowe pawie pióra, ujrzeć można samego Arymana – Szejtana.

Starożytne apokryfy, takie jak „Księga Henocha” wymieniają anioła o imieniu Azazel. Nauczył on ludzi sztuki wojennej – wykuwania mieczy i noży, sporządzania tarcz i zbroi, ale także ozdób i biżuterii, jak również sztuki makijażu. Wielokrotnie Azazel utożsamiany jest z Pawim Aniołem Jezydów, który w tekście Meszaf Resz nosi to samo imię.
Azazel, znający wszelkie tajemnice metali i minerałów, uznawany jest za twórcę alchemii, która wywodzi się ze starożytnych fascynacji metalurgią i tajemnicami ziemskich pierwiastków.
Alchemia jest nauką o transformacji duszy. W niektórych pismach alchemicznych faza nazywana „ogonem pawia” i symbolizowana przez tego ptaka, jest uwieńczeniem etapu oczyszczania duszy i reprezentuje ją obraz uskrzydlonego smoka. Tęczowa gama kolorów odpowiada siedmiu kolorom czakr, prze które wznosi się ów ognisty wąż by przynieść człowiekowi wyzwolenie duchowe. Azazel jest więc tym, który wskazał ludziom ścieżkę duchowej inicjacji, drogę do samoprzebóstwienia. Już od niepamiętnych czasów uważano zaś, że kluczową rolę w tym procesie odgrywa mistyczny ogień, boskie światło, które jest esencją aniołów i wszystkich istot związanych z wyższymi światami.

Cień Boga – Paw – Elias – Ogień

E.G.Bulwer Lytton „Zanoni”:
„…Zaledwie [raz] na lat tysiąc rodzi się istota zdolna przebyć drzwi straszliwe, prowadzące do zaświatów”.
„…Pomiędzy stróżami progu jest zwłaszcza jeden, który mściwą złością przewyższa swą całą rasę, którego oczy sparaliżowały najmężniejszych i którego nad umysłem potęga wzrasta w ścisłym stosunku do strachu.”

1934 rok, „Księga” Philip H. Lovecraft:

Z listu Philipa H. Lovecrafta:
„W sprawie „Necronomiconu” muszę przyznać, że ta potworna i odrażająca księga to po prostu wymysł mojej wyobraźni!”

1920 rok, „Nyarlathotep” Philip H. Lovecraft:
„Pełzający chaos…
Jestem ostatni…
Słucha mnie pustka…
…Wokół panowało potworne napięcie… Przypominam sobie ludzi o bladych, przejętych twarzach, szepczących ostrzeżenia i przepowiednie, których nikt nie ważył się świadomie powtarzać, nawet przyznać przed samym sobą, że je słyszał. Poczucie potwornej winy szerzyło się w całym kraju… Zdawało się, jakby świat, a może cały wszechświat, wyrwał się spod panowania znanych bogów czy mocy, by trafić pod kontrolę obcych sił. Właśnie wtedy Nyarlathotep opuścił Egipt. … pochodził ze starego, królewskiego rodu i wszędzie tłumy fellachów klękały na jego widok. Mówił, że powstał z ciemności dwudziestu siedmiu wieków i posiadł wiedzę pochodzącą spoza tej planety. Śniady, smagły i ponury, przybył wreszcie do cywilizowanych państw. Kupował dziwne przyrządy ze szkła i metalu, żeby składać z nich urządzenia niewiadomego przeznaczenia. Często mówił o nauce – elektryczności i psychologii – urządzał także pokazy własnej mocy, po których widzom odbierało mowę, a jego sława niepomiernie rosła… A kiedy Nyarlathotep odchodził, zabierał spokój, bowiem zawsze pierwsze godziny po północy wypełniały koszmarne wrzaski.”

TEN, KTO PRZEKROCZY BRAMĘ
NA ZAWSZE ZWYCIĘŻY CIEŃ
I NIGDY JUŻ NIE BĘDZIE SAMOTNY!

Klucznicy

Eva Wong „Feng-shui”:
„Powiadano, że Chu-kuo Liang potrafił manipulować wiatrem i żywiołami oraz mógł wywoływać mgły, żeby ukryć ruchy armii swego władcy Liu Pei. Chu-kuo Liang, mistrz sztuk mantycznych, przyczynił się do wprowadzenia systemu chi-mun tun-chia do wróżbiarstwa ziemskiego, jak i niebiańskiego. Chi-mun znaczy „tajemnicze otwarcia”, a tun-chia – „ukryty ruch”. Pierwotnie system przeznaczony był do ukrywania ruchu armii poprzez manipulowanie tajemniczymi portalami w ziemi, które w określonym czasie w roku otwierały się i zamykały. Jedne portale są dobroczynne, inne niszczycielskie. Wkroczenie w nieodpowiedni portal mogło oznaczać śmierć. Taoistyczni magowie, tacy jak Chu-kuo Liang wiedzieli, gdzie znajdują się te wejścia oraz jak je otwierać i zamykać.”

Z sesji kasjopejańskiej:
O: Teraz ludzie zapamiętajcie: Rennes-le-Chateau to środek do celu, a nie cel. To coś takiego jak otwarcie kufra i oczekiwanie, że odnajdzie się złoto, a znajduje się jedynie mapę.
P: Sześć wzniesień wokół Rennes formuje naturalny pentagram, otoczony kołem. To mi przypomina kręgi magiczne, którymi otacza się przy wywoływaniu duchów, bądź demonów. Czy ten obszar to nie jest olbrzymia brama wjazdowa lub miejsce wywoływania, wzywania duchów?
O: Wjazd trafia się, kiedy warunki są dobre.
P: Czy ten obszar to wjazd?
O: Okno.
[…]
P: Czy moglibyście zdefiniować nam „okno”?
O: Zbieżność; otwiera na alternatywne stany, dzięki energii punktów siatki.
P: Czy przez te okna można przechodzić tam i z powrotem ? Poruszać się między światami?
O: To jest możliwe.
P: W czym to okno różni się od „portalu”?
O: Okno jest otwarte, portal jest uczyniony przez statki.
P: Czy okno jest naturalnie występującym portalem?
O: Blisko.
P: Czy to okno pozostaje otwarte cały czas, lub czy otwiera się i zamyka z różnych przyczyn?
O: Bliżej tego drugiego.
P: Co determinuje otwarcia i zamknięcia?
O: Częstotliwość.
P: Częstotliwość czego?
O: Wzoru energii.
P: Wzoru energii tego obszaru, czy ludzi, którzy wchodzą w kontakt z tym obszarem?
O: Poprzednie.
P: Co musi nastąpić, by zmieniła się częstotliwość tego obszaru?
O: Impuls elektromagnetyczny.
P: Skąd pochodzą te impulsy elektromagnetyczne?
O: Są zdolne do przemiany.
P: Przemiany z czego?
O: Nie w tę stronę.
P: Co?
O: Twoje przypuszczenia sprawią, że zbłądzisz.

(tłumaczenie z angielskiego: Morriah & Me)

Strażnicy skarbu

Kubera (Kuwera) – bóg duchów, Strażnik Północy, król jakszów i guhjaków. Brat złego Rawany, został wygnany ze Sri Lanki, co zapoczątkowało historię wyniszczającej wojny, opisaną w  Ramajanie (w czasach srebrnej ery). Posiadał złoto, srebro i wszystkie klejnoty ziemi. A także Puśpakę, vimanę (latający pojazd) otrzymaną od samego Brahmy. Przedstawiano go jako człowieka wielkiej tuszy, co w każdej kulturze symbolizuje bóstwa dobrobytu, osobnika białego, bardzo brzydkiego. Jedno z jego imion brzmiało Ratna-garbha „brzuch-klejnot”, co wskazywałoby na energię dolnych czakr skoncentrowaną w splocie słonecznym i kolor krystalicznie złoty.

Jakszowie – istoty leśne, podobne do faunów, satyrów i strzyg znanych nam z mitologii greckiej. Z reguły dobrotliwe, czasami bywały dla niektórych złośliwe. Ukazywali się w ludzkiej postaci jako przystojni młodzieńcy, lub jako czarne karły o zwisających brzuchach. Chronili ludzi prawych i byli wiernymi, gorliwymi strażnikami pałaców swoich panów. Jako Zmiennokształtni przybierali dowolne postacie, mogli wyglądać jak zwykłe drzewa w lesie i podpatrywać ludzi przez grubą warstwę liści.

(Tu kłania się celtycki Zielony Człowiek!).

Guhjakowie (guha znaczy: „sekretny, ukryty”) byli rasą pierwotnych ludzi
jaskiniowych, strażnikami skarbca Kubery.

Skarbnik (Skarbek) – istota znana górnikom, ryjącym w górach i w głębi ziemi. Mała, karłowata, wskazywała dobrym, biednym ludziom drogę do bogactwa, złych i chciwych wprawiała w chaos i wiodła na zgubne manowce. Z charakteru i wyglądu widać, że należała do rasy zmiennokształtnych jakszów.

Złoto alchemików

Nieznany Informator dodaje:

„Właściwości monoatomowego złota mniej więcej Ci opisałem, ale nie to jest istotne najbardziej. Podobne właściwości mają pierwiastki z grupy platynowców, do której należą platynowce lekkie: ruten Ru liczba atomowa 44 ciężar wł. 12.29g/cm3., rod Rh l.a. 45, c.wł. 12,49g/cm3, pallad Pd l.a. 46 c.wł.12,09g/cm3 oraz platynowce ciężkie, do których należą: osmos l.a 76 c.wł. 22,50g/cm3; iryd Ir l.a. 77 c.wł. 22,49 i platyna Pt l.a.78, c.wł. 21,45 g/cm3; srebro leży obok platynowców lekkich, Ag l.a.47, c.wł. 10,5g/cm3, a złoto jest na następnym miejscu, a przed platynowcami ciężkimi Au l.a. 79 c.wł.19,3 g/cm3. Zapamiętaj Ruten l.atomowa 44 oraz Iryd liczba atomowa 77. Oba te pierwiastki, jak i cała grupa platynowców należą do pierwiastków ziem rzadkich, do których należy jeszcze kilka innych pierwiastków o ciekawych właściwościach, jednak te dwa pierwiastki mają szczególne znaczenie, posiadają bowiem właściwości podobne do monoatomowego złota, to znaczy, że podgrzane do krytycznej temperatury stracą na wadze 44%, albo staną się nieważkie całkowicie. Potem przy kolejnej zmianie temperatury znowu wrócą do normalnej wagi. W zależności od temperatury wyprawiają najdziwniejsze harce, wprowadzając świat oficjalnej nauki w niewyobrażalne kłopoty, bo niby są, ale ich nie ma i nie można ich wykryć żadnymi metodami bezpośrednimi, ale można je zidentyfikować sposobem, nie metodą naukową, a znaną średniowiecznym alchemikom. Przypomnij sobie traktat o przygotowaniu czerwonego proszku do transmutacji żelaza w złoto; brali merkurego (rtęć) i gotowali go tak długo, aż zniknął z ampułki szczelnie zamkniętej. A potem robili z tej niewidocznej rtęci tlenek o kolorze czerwonym, posypywali sztukę żelaza, razem podgrzewali i oto pojawiało się najczystsze złoto.
Trochę inną metodą, ale też na drodze transmutacji (chemia średnich energii) pewien młody naukowiec (jeszcze wtedy istniało ZSRR) otrzymał z drutu żelaznego złoto, zostało ono bardzo starannie poddane wszystkim możliwym analizom w jednym z instytutów akademii nauk ZSRR i analizy potwierdziły jego zadziwiającą czystość. Zachęcono tego człowieka do opracowania nowego działu chemii, co zrobił dość skwapliwie, a następnie człowiek ten trafił do łagru, wydanie książki zostało w całości wycofane, a temat chemii średnich energii został przez oficjalną naukę wyśmiany, jako niedoścignione marzenie średniowiecznych, nieoświeconych szarlatanow – alchemików.
I wszystko by grało, gdyby nie pewien farmer z Arizony, który chciał się dowiedzieć, jaki jest skład chemiczny ziemi na jego polach, w celu odpowiedniego jej przygotowania tak, żeby kamienna pustynia wydawała wysoki, kukurydziany plon. W trakcie wieloletnich badań, prowadzonych pierwotnie przez instytuty naukowe, a potem już badania samodzielne znalazł monoatomowe ruten i iryd w popiele mózgów krów, bo o takie mózgi było najłatwiej.
Moja znajoma pracowała na oddziale raka mózgu w szpitalu w Omsku, na Syberii, jako pielęgniarka. Wiele osób tam umierało, a potem była robiona sekcja zwłok, w tym szczegółowe badania mózgów. Młoda w tamtym czasie dziewczyna szczególnie zainteresowała się gruczołem, który nazywa się szyszynka (po rosyjsku: szyszkowidnaja żeleza), a powodem zainteresowania było to, że gruczoł ten w znacznej mierze jest wypełniony bardzo drobnym piaseczkiem, jak ona mówiła. Ale ten piaseczek to mieszanina monoatomowych irydu, rutenu i być może złota, a te aktywowane siłą woli człowieka tracą na ważkości, co wyjaśnia możliwości lewitacji i odbioru zjawisk parapsychicznych. Jakie to proste, gdy się wie, i jak nieprawdopodobne wydają się „sztuki” magów, którzy umieją latać bez skrzydeł, tylko siłą woli.
To z kolei kojarzy mi się z ludźmi Boreasza, ludźmi wiatru północnego, których wizerunki w locie nad otwartym morzem są uwiecznione na naskalnych rysunkach na północy Wysp Brytyjskich. Być może ludzie Boreasza przylatywali z terytoriów dziś znanych jako Grenlandia, Kanada, albo mityczna Atlantyda.”

Trent

Z channelingu z Kajopejanami:

P: ….A teraz: kiedy Templariusze zostali aresztowani, oskarżono ich o oddawanie czci głowie, czaszce, albo bożkowi Bafometowi. Skąd wzięto te fałszywe oskarżenia, aby ich oszkalować?
O: Czaszka była z czystego kryształu.
P: Jaka jest definicja bożka „Bafometa”, którego oni czcili (jeśli czcili)?
O: Nosiciel Trent (The holder of the trent).
P: Co TO jest?
O: Szukaj.
(Sesja Kasjopejańska z 26 lipca 1997 roku)

Ze snu Pytyi:

Trzy koła, jedno w drugim, coraz mniejsze, jak trzy horoskopy idealnie ze sobą zgrane, na szczycie czwarte kółko, najmniejsze, czarne, nie przystające do tamtych, przeciwstawne i odrzucone.
Głos rzecze:
TRENT to trzy zjednoczone, jednorodzone, jednakie i czwarte, które jest osobno, inne, odrzucone i nie mające z trzema związku. To się odbywa osobno, ale razem i jednocześnie. Poprzez czwartego trzej doświadczają wiedzy.

Rycerze okrągłego stołu

Pustelnik Trewricent, brat Króla Rybaka twierdził, że przemilczał przed Percefalem istotną informację, aby go nie zniechęcić do poszukiwań Graala. Otóż, tylko powołany przez Boga może zdobyć Graala. Kiedy ta wiadomość rozeszła się wśród rycerzy okrągłego stołu wielu zrezygnowało z poszukiwań.

Rycerze okrągłego stołu bez wątpienia byli znawcami astrologii i kalendarza. 12 miejsc przy stole to 12 znaków zodiaku, 12 miesięcy w roku. Co więc daje studiowanie Kalendarza i horoskopu?

Merlin
Wizjoner Nocny
Który pisze kryształowy skrypt
Którego spektralna szata
Utkana ze spiralnie biegnących włókien
Przypomina schody
Po których trzynaście galaktycznych promieni
Zstępuje do podziemnego jeziora Kamelot
Gdzie?

Merlinie
Poddając się tobie
Podążając za tobą
Docieram w końcu
Do najdalszego zakątka twojego królestwa
Najskrytszej głębi Ziemi
Która jest również
Przestrzenią lotów
Potężnego krystalicznego statku
Excalibur

A tam
W świątyni
Zwanej miejscem Smoka i Graala
Uczniowie Merlina
– Andor, wojownik o smoczych zmysłach
I Vi-El, księżniczka pochodząca z odległej gwiazdy
Tkająca Graala

Och uczniowie kryształowej przestrzeni lotu
Excalibura
Domu Smoka i Graala,
Andora i Vi-El
Wołam do was z mojego snu
W imieniu wszystkich śniących
Tej planety
Wymieszajcie dobrze ten eliksir
Aby Graal mógł się wyłonić
Ze środka zwiniętego ogona smoka
Przebijając chmury
Światłem niewidzialnym
Nigdy wcześniej oczami ciała?

(„Pieśń Kryształowej Ziemi” Jose Arguelles [z]  „Surferzy Zuvuyi”)

Le Serpent Rouge

Oto jeden z przedziwnych dokumentów, znany pod nazwą „Le Serpent Rouge” (Czerwony Wąż), mający związek z tajemnicą kościoła w Rennes-le-Chateau. Został ogłoszony 17 stycznia 1967 roku we Francji jako jeden z papierów „Prieuré Documents”. Trzeba zaznaczyć, że jego autentyczność jest podważana, lecz jednocześnie nikt jak dotąd tego nie dowiódł. Zamieszczam moje tłumaczenie tego wielce zastanawiającego tekstu.

Czerwony Wąż

1. Wodnik
Jakież dziwne są manuskrypty tego Przyjaciela, wielkiego podróżnika po nieznanym, one do mnie przyszły oddzielnie, tymczasem tworzą jedną całość dla tego, kto wie, że kolory tęczy (dosł. łuku na niebie) dają jednolitą biel, lecz dla Artysty, który pod swym pędzlem łączy sześć odcieni swej magicznej palety, wytryskuje czerń.

2. Ryby
Ten Przyjaciel, jak wam go przedstawić? Jego imię pozostanie tajemnicą, ale jego liczba jest tą ze sławnej pieczęci. Jak wam go opisać? Może jako sternika niezniszczalnej arki, niewzruszenie niczym kolumna na swej białej skale badawczo wpatrzonego około południa poza czarną skałę.

3. Baran
W mej doświadczanej pielgrzymce, próbowałem torować sobie drogę szpadą poprzez splątaną roślinność drzew, chciałem dotrzeć do miejsca, gdzie mieszka uśpiona PIĘKNA, w której pewni poeci widzą KRÓLOWĄ zaginionego królestwa. W desperacji w odnajdywaniu drogi, pergaminy tego Przyjaciela stały się dla mnie nicią Ariadny.

4. Byk
Dzięki niemu, odtąd miarowym krokiem i ostrym okiem, mogłem odkryć rozrzucone sześćdziesiąt cztery kamienie o kształcie doskonałego sześcianu, które Bracia PIĘKNEJ z czarnego lasu uciekając przed pogonią uzurpatorów rozsiali na drodze, kiedy uchodzili z białej Twierdzy.

5. Bliźnięta.
Zgromadzić rozrzucone kamienie, posługiwać się ekierką i kompasem, aby odnaleźć znów regularny porządek, szukać linii południka idącej ze Wschodu na Zachód, potem patrząc z Południa ku Północy, w końcu we wszystkich kierunkach, aby odnaleźć poszukiwane rozwiązanie, uczyniwszy stację naprzeciw czternastu kamieni tworzących krzyż. Okrąg stał się pierścieniem* i koroną, i jego diadem tej KRÓLOWEJ Zamku.

6. Rak.
Płytki z kostek mozaiki świętego miejsca mogłyby być na zmianę albo białe albo czarne, i JEZUS jako ASMODEUSZ mógłby obserwować ich ułożenie, zdawało mi się, że jestem niezdolny widzieć szczyt, gdzie umiejscowiono kryjówkę cudownej uśpionej. Nie będąc HERKULESEM magicznej mocy, jak rozszyfrować tajemnicze symbole wygrawerowane przez świadków przeszłości. W świątyni jednak znajduje się kropielnica, fontanna miłości obfitująca w wierzących, przypominając te słowa: „TYM ZNAKIEM go ZWYCIĘŻYSZ”.

7. Lew
Tej, którą pragnąłem uwolnić, wznosiły się ku mnie opary woni, które przepoiły nagrobek. Niegdyś jedni zwali ją: IZIS, królową dobroczynnych źródeł, PRZYJDŹCIE DO MNIE WSZYSCY, KTÓRZY CIERPICIE I UGINACIE SIĘ POD CIĘŻAREM, A JA WAM PRZYNIOSĘ ULGĘ, inni: MAGDALENĄ, ze sławną wazą pełną uzdrawiającego balsamu. Nowicjusze znają jej prawdziwe imię: NOTRE DAME DES CROSS*. (Nasza Pani od Pastorałów).

* la crosse znaczy pastorał, le cross – zagięty na końcu kij, kostur, lub kolba strzelby. Crosser znaczy zaś popychać kogoś, pomiatać kimś. Słowo to sugeruje być może jeszcze ukryte wyrazy, np. Croix, Rose (Krzyż, Róża). Po angielsku Cross znaczy Krzyż.

8. Panna
Byłem jak pasterze ze sławnego malowidła POUSSIN`a, zakłopotany wobec zagadki: „ET IN ARCADIA EGO…”! Czy to głos krwi ukazał mi obraz miniony dotyczący przodków. Tak, światło inspiracji zalało mój umysł. Ujrzałem ponownie, zrozumiałem! Poznałem teraz tę mityczną tajemnicę. I cud, gdy w chwili skoku czterech jeźdźców kopyta jednego z koni zostawiły cztery odbicia na kamieniu, oto znak, który DELACROIX umieścił na jednym z trzech obrazów z Kaplicy Aniołów. Oto siódma sentencja, którą jakaś ręka nakreśliła: „WYCIĄGNIJ MNIE Z BŁOTA I NIE POZWÓL MI PÓJŚĆ W NIM NA DNO”. Dwa razy IS, balsamowana i balsamująca, cudowna waza wiecznej Białej Pani od Legend.

9. Waga
Rozpoczęta w ciemnościach, moja podróż mogła się zakończyć tylko w Świetle. W oknie zrujnowanego domu wpatrywałem się w zamyśleniu w drzewa obdarte przez jesień aż do samych czubków. Krzyż wierzchołka wynurzył się w południowym słońcu, on był czternasty i największy ze wszystkich ze swymi 35 centymetrami. Oto właśnie zaiste ma moją wieżę jeździec na boskim rumaku konno przebywający otchłań.

10. Skorpion
Niebiańska wizja temu, kto mi przypomni cztery dzieła Em. SIGNOL`a wokół linii Południka, na tym samym chórze świątyni, skąd promieniuje źródło miłości jednych dla innych, zwracam mimochodem swój wzrok na różę od P ku tej z S, potem z S do P… i spirala w moim umyśle staje się niczym monstrualna ośmiornica wydalająca swój atrament, ciemności absorbują światło, mam zawrót głowy i kładę moją rękę na mych ustach przygryzając instynktownie jej wnętrze, być może jak OLIER* w swej trumnie. Złorzeczenie, rozumiem prawdę, ON OMINĄŁ, lecz jemu także czyniąc DOBRO, w ten sposób że xxxxxxxx TEN z kwietnego grobowca. Lecz ilu plądrowało DOM, zostawiając tylko zabalsamowane zwłoki i liczne metale, których nie potrafili unieść. Co za dziwna tajemnica jest ukryta w nowej świątyni SALOMONA, zbudowanej przez dzieci Świętego WINCENTEGO?

* OLIER zawiera te same litery co słowo Le Roi (Król, namaszczony Król, Pomazaniec).

11. Wężownik/Wąż
Przeklinając profanatorów ich popiołów i tych, którzy idą w ich ślady, wychodząc wracam z otchłani, gdzie utonąłem, spełniając znak zgrozy: „Oto tu jest dowód, że poznałem tajemnicę pieczęci SALOMONA, którą xxxxxxxxxxx tej KRÓLOWEJ odwiedziłem tajemne miejsca zamieszkania.” Zwróć uwagę, Drogi Czytelniku, żeby nie dodać ani nie ująć nawet joty; medytuj, Medytuj jeszcze, podła podstawa mych słów xxxx zawiera być może najczystsze złoto.

12 Strzelec
Gdy powróciłem wówczas znów na białe wzgórze, niebo otwarłszy swe bramy, zdało się dawać mi odczuć swą obecność przy mnie, stopy w wodzie jak tego, który ma dopiero być ochrzczony, skierowały mnie znów ku wschodowi, naprzeciw siebie ujrzałem rozwijającego się bez końca ze swych zwojów, potwornie ogromnego CZERWONEGO WĘŻA wzmiankowanego w pergaminach, słono i gorzko, ogromne zwierzę uwolnione z łańcucha przepowiada pieszemu z tej białej góry, czerwone z gniewu.

13. Koziorożec
Moja emocja stała się wielka, „WYCIĄGNIJ MNIE Z BŁOTA” powiedziałem, i moje przebudzenie było natychmiastowe. Chciałbym wam powiedzieć w rezultacie, że to był sen, który miałem 17 STYCZNIA, w święto Świętego SULPICJUSZA. Z powodu nadal trwającego mego pomieszania, zapragnąłem po namyśle zwyczajnie opowiedzieć wam bajkę PERRAULT’a. Zaiste otóż ta właśnie, Drogi Czytelniku, na stronach, które wynikają ze skutków jednego snu, kołyszącego mnie w świecie dziwnie nieznanym. Dla tego, który PRZECHODZI MIMO CZYNIĄC DOBRO!

(tłum. Ewa Seydlitz)