Dobre filmy i lektury. 5.

„Oppenheimer” – film z 2023, USA. Długi. Napięcie zaczyna się mniej więcej w połowie filmu, wcześniej nudnawy, trzeba znać i lubić historię, aby rozumieć akcję nie z naszego kraju i kontynentu. W drugiej części akcja nabiera dramatyzmu i przykuwa bardziej uwagę.

„Robot” – 1961, film polski, wg S. Lema. Rok 2000 opisany 40 lat wcześniej. Dowcipny. Samouczący się android i maszyna do pisania, ot, duch epoki.

„Milcząca planeta” – film z 1959, adaptacja książki S. Lema „Astronauci”. Ciekawostka z czasów komunistycznych, ździebko sprzed ery kosmicznych podróży, produkcji NRD i polskiej. Klimat z czasów zimnej wojny i rywalizacji „internacjonalnej” wyraziście zachowany. Aktor w tamtych czasach grający zawsze Lenina, jest polskim inżynierem cybernetykiem, ciągle ze śrubokrętem pod ręką, konstruktorem gadającego robota wypisz wymaluj skopiowanego potem w „Wojnach gwiezdnych”! Amerykanie to nieprzyjemni i zarozumiali imperialiści, Ruscy szlachetni i w technologicznym przodzie przed nimi, wyznają internacjonalizm. Mamy zatem Rosjanina, Amerykanina, czarnoskórego z Nigerii lub Konga sądząc po intensywnej smagłości, Chińczyka i Japonkę oraz Hindusa i Polaka, czyli reprezentantów ludzkości, wygłaszających propagandowe mowy i deklaracje, lecących wespół zespół na Wenus.

„Yellonstone” – dwa ostatnie sezony dostępne na Netflix, serial USA, z Kevinem Kostnerem w głównej roli. Rezerwat amerykański, gdzie nie tylko mieszkają i żyją kowboje ze swym farmerem i jego rodziną, ale panują stare amerykańskie prawa i pierwotne prawo pięści. Męskie typy, dobrze prowadzone postaci, także psychologicznie i psychoanalitycznie. Córka farmera, samca alfy, jest samicą alfa. Są też inne samce, które mają swoje moce, nie tylko zabijania, ale i lojalności, podporządkowania się, wierności po grób.

„Kochanica Francuza” – z Meryl Streep i Jeremy Ironsem. Film z 1981 roku, już mało pamiętany. A kiedyś ważny i podobał mi się, gdy oglądałam go kilka razy w opustoszałym kinie w czasie stanu wojennego. Pomysł fabuły polega na skonfrontowaniu ze sobą losów niezwykłej młodej kobiety z XIX wieku żyjącej pod presją małomiasteczkowej obyczajowości ze współczesną wyzwoloną kobiecością aktorki, która ją gra w filmie. Meryl robi po latach wrażenie, tak jest inna od później granych postaci. Film literacko przegadany, teraz to widzę, kiedyś to mnie nie raziło, bo więcej czytałam, niż oglądałam.

„Cylinder van Troffa” Janusza Andrzeja Zajdla, książka z 1980 roku. Bohater wraca z kosmosu i zastaje Ziemię z 2241 roku (znamienna data nostradamusowa, skąd ją znał?). Na Księżycu egzystuje elita ludzkości w stworzonych przez siebie osiedlach, która opuściła planetę licząc na naturalne wymarcie „złej odmiany” ludzi i planowany powrót. Jednak warunki księżycowe powodują ich szybką degenerację, szybszą niż tych na Ziemi. Ziemia pokryta jest ciemnymi płytkami fotowoltaicznymi, pośród których resztki ludzkie żyją w nadbudowywanych ciągle do góry miastach. Jest komunikacja automatyczna (nie ma czegoś jak ucząca się AI, ale jest pełna automatyka i robotyzacja, roboty są komunikatywne i usłużne). Samochody same jeżdżą po wyznaczonych trasach, i aby móc wybrać się w dowolną drogę bohater musi zniszczyć sześć robotów naprawczych, które chcą jego pojazd znowu przesterować. Niektórzy wykluczeni ludzie z przedmieść wychodzą nocą i niszczą latarnie uliczne, po czym zjawiają się roboty i wciąż je naprawiają. Ludzie z miasta bawią się okrutnie nudząc, każąc wykonywać robotom czynności, których te nie mogą wykonać. W sklepach i automatach jest zawsze syntetyczna żywność nie wiadomo z czego produkowana. Generalnie wszyscy głupieją, brakuje kobiet, są klonowane, panuje poliandria, miasto trwa, samonaprawiające się nawet gdy ludzie wymierają. Za to szczury robią się inteligentne.

„Zagadka Kodu Leonarda da Vinci” – filmowy dokument National Geographic z 2005 roku. Wywiady m. in. z Danem Brownem, Umberto Eco, Henry Lincolnem, na temat tajemnic związanych ze świętą krwią rodu Chrystusa. Polecam! Ogląda się dobrze, a nawet coraz lepiej. Pamiętajcie, że rozkminianie dawnych tajemnic odbywa się obecnie w bardzo zmaterializowany sposób, stąd nieuchronne błądzenie umysłu. Żadnemu z rozmówców nie przychodzą do głowy wyjaśnienia duchowe, subtelne, spirytualne, że np. kielich to ciało niematerialne, że chodzi o połączenie świadomości ego z animą, itd. Dużo ciekawostek dla myślących i śniących inaczej. Od siebie powiem tak: mój Mistrz pozostawił kilka rozrzuconych sugestii sugerujących to i owo, względem przodków świętego króla leczących skrofuły, i niego samego, który był i narodzi się, lub zostanie odkryty. Badając sprawy trafiłam przed laty na omawiane w filmie teorie, także Les dossiers secrets, które są nader interesujące także w porównaniu z kilkoma czterowierszami. Odnoszącymi się do tajemnicy Rennes-le-Chateaux, czy rodów Merowingów, Burbonów i Habsburgów. Nie doceniacie zawartości dzieła mojego Mistrza! Ponadto śniłam, kilka lat wcześniej przed poznaniem owych książek i przeczytaniem centurii po francusku. Była tych snów cała seria. W jednym z nich odtworzyła mi się pamięć starożytnej kobiety przybyłej z daleka do Francji, związanej z Jezusem, która urodziła córkę. Ważny dla niej mężczyzna żył jeszcze długo w Azji Mniejszej. Nigdy się już nie spotkali. Ona dźwigała brzemię dziedzictwa krwi królewskiej. Nie wiem czy był jej mężem, jakoś w to wątpię. W końcu J. Ch. miał rodziców i skądś i od kogoś pochodził! Miał również braci. Był potomkiem Adama, a jego matka nosiła miano Maria. I tu chodzi o krew Adama, pierwszego nieskażonego genetycznie ziemskim życiem człowieka. Kobieta z mojego snu miała córkę, o imieniu Ta-mar. (W filmie Sarah). Żyła w grupie uchodźczej ludzi, którzy kultywowali boski przekaz. Była bardzo ortodoksyjna. Towarzyszyła jej kobieta, którą nazywała siostrą, o imieniu Mar-ta. I jakiś starzec. Owe zwyczaje odnalazłam opisane w książce „Święty Graal, święta krew” (ta książka też zbacza na manowce materialne, i jest warta fragmentarycznie, ale ma w sobie sporo ciekawych pomysłów). Wygląda jednak na to, że autor ma rację w tym, że Maria to był tytuł w rodzaju „dziedzicząca królowa”, dlatego obowiązywał ową kobietę szereg obostrzeń. Spełniała je z wiarą, pomimo że wiedziała, że są po nic. Córka musiała myć się i oczyszczać za każdym razem, gdy dotknęła czegoś zakazanego (nieczystego), np. kota. Nie mogła żyć jak jej zwyczajni tubylczy rówieśnicy, ani rozmawiać w ich języku. Nie rozumiała tego, buntowała się. Kiedy indziej śniłam oczami Dagoberta z Merowingów. Morderczy cios nożem w plecy obudził mnie któregoś ranka. Losy ściganych potajemnie i mordowanych potomków świętego króla pojawiały się co rusz, aż do małego Ludwika, chronionego przez księdza w XVIII wieku. O templariuszach również było co nieco. Miałam sporo tych wglądów, ale kogo to interesowało? Trzeba czekać na modę, a jak moda się pojawia to pewność, że informacja kluczowa jest już sterowana. I tyle. Twarz dziennikarki prowadzącej wywiady i jej minki są dowodem.
Trafiłam na ten film na YT dokładnie w czas formującego się nowiu w Byku 7 maja 24 roku. Księżyc pod promieniami Słońca. Jakby ktoś nie rozumiał, Luna w znaku swego wywyższenia (egzaltacji) jest ważniejsza od Słońca, czyli Królowa z Wieży w ramionach Króla, któremu udziela swego splendoru, sama znikając za jego postacią. Minęła niedawno Wenus, w godności swego znaku, więc może nosić królewskie dziecko w brzuchu, córkę. Wędrują oboje ku Jowiszowi, patronowi Kościoła, a za nim staje przed nimi wywrotowy Uran, rewolucja.

Zamek w Gisors

To średniowieczny zamek forteczny z XI i XII wieku, którego pozostałości, wznoszą się dotąd w gminie Gisors, w departamencie Eure, w regionie Normandii we Francji.
Zamek z Gisors słynie z powiązania z historią templariuszy, choć nie został zbudowany przez nich samych. Powierzono im go w okresie od 1158 do 1160 roku (czyli na okres mn. w. 3 lat) w czasie rozejmu między Królestwem Angielskim i Francuskim, później służył za miejsce uwięzienia od 1310 roku do 1314 roku ostatniego mistrza zakonu, Jacquesa de Molay, podobnie jak trzech innych dostojników zakonu, podczas procesu templariuszy.

Zamek górujący nad doliną Epte, wybudowany na usypanym kopcu składał się z okrągłej wieży strażniczej, która została dodana do już istniejącej twierdzy. W istocie jest to dzieło Książąt Normandii od XI do XII wieku. W zamiarze owa pograniczna twierdza miała bronić domeny anglonormandzkiej przed pretensjami króla Francji.

Podstawowa bryła została zbudowana w 1097 przez Roberta Bellême, z rozkazu króla Anglii Wilhelma II Rufusa (1087/00), regenta Księstwa Normandii. Tę uzupełniono rok później przez drewnianą strażnicę, prawdopodobnie otoczoną palisadą. W 1113 roku, to ufortyfikowane miejsce górujące nad doliną Epte, przyjęło spotkanie władców Ludwika VI z Francji i Henryka I z Anglii. Około 1123 pierwsza akcja przebudowy skończyła się dodaniem strażnicy z ciosanego kamienia w ośmiokątnym kształcie, otoczonej ściśle związanym wałem obronnym.

Spotkanie nowego króla Anglii i króla Franków Ludwika VII miało miejsce w 1158 roku na zamku w Gisors. Aby przypieczętować pojednanie między dwoma królestwami, kapetyński władca zgodził się oddać najmłodszemu synowi Henryka II rękę swej córki Małgorzaty Francuskiej, w wieku zaledwie sześciu miesięcy, dając mu w posagu twierdzę Gisors. W oczekiwaniu na uroczystości ślubne, twierdza została powierzona templariuszom, podobnie jak inne dwa zamki. Trzem rycerzom Świątyni zlecono pieczę nad twierdzą, byli to: Robert de Piron, Tostes de Saint Omer i Richard d`Hastings, wtedy mistrz Zakonu na prowincji Anglii. Jednakże, w 1160 roku Henryk nakazał obchody weselne; w wyniku czego Gisors stało się normandzkie.

Strategiczny charakter tego punktu doliny Epte nie umknął nowemu właścicielowi, a nowa akcja przebudowy została podjęta w 1170 roku. Trwała dziesięć lat. W tym długim okresie, wieża strażnicza została umocniona i podwyższona o dwa dodatkowe piętra, podczas gdy w tym samym czasie, powiększono fosę. Nowy mur obwodowy, długi na 800 metrów i otoczony z boków ośmioma wieżami, dokończono, by bronić otoczenia.

W 1188 roku na zamku odbyło się, w przeddzień Trzeciej Krucjaty, królewskie spotkanie między władcami  anglo-normandzkim Henrykiem II i francuskim Filipem Augustem, w wyniku którego został ogłoszony rozejm. Francuski monarcha, który zdobył twierdzę w 1193 roku nakazał wykonać kilka poprawek, z których zbudowano „Wieżę Więzienną”, z widokiem na miasto czy jeszcze królewski zajazd, zniszczony na początku XX wieku.

[Ryc. płaskorzeźby odkryte w lochach zamku Gisors]

Strategiczny prywatny obiekt, zamek z Gisors został wówczas przekształcony w więzienie. Ono własnie posłużyło sławnym gościom podczas fali aresztowań templariuszy: twierdza stała się w ten sposób, od marca 1310 do marca 1314 roku, miejscem pobytu Wielkiego Mistrza Zakonu, Jacques`a de Molay, do którego przyłączono w lochach zamkowych trzech innych wielkich mistrzów Zakonu: Hugues`a de Pairaud, Geoffroy de Gonneville, mistrza prowincji Poitou i Akwitanii i Geoffrey`a de Charnay, preceptora Normandii.

W 1419 roku, akcja diuka de Clarence pozwoliła zdobyć zamek Anglikom. Ci zaś wynieśli się stąd dopiero w 1449 roku.
Przywrócony koronie francuskiej, zamek zbędny na koniec konfliktu francusko-angielskiego, popadał stopniowo w zaniedbanie. W 1591 roku twierdza została wycofana z eksploatacji.

Zamek na pierwotnej bryle składa się obecnie z imponującej wieży strażniczej, zbudowanej na wzniesionym kopcu mającym około 15 metrów wysokości i średnicę u podstawy 70 metrów. Kamienny mur zbudowany na szczycie pagórka osłania i oddziela strażnicę.

Powiększono powierzchnię zamku przez dodanie muru okalającego, poprzedzonego przez fosę, który wije się na mniej więcej 200 metrów długości i 10 metrów wysokości, otoczony z boków wieżami, z których najbardziej znaną pozostaje Wieża Więzienna.

Legenda zamku

Według niektórych legend, zamek Gisors miał być miejscem ukrywania skarbu templariuszy.

W dniu 13 października 1307 roku, templariusze zostali aresztowani z rozkazu króla Francji. Obecnie specjaliści przyjmują, że mistrzowie Świątyni wiedzieli wcześniej, że ich dni są policzone. Tego samego dnia, skarbiec świątynny ewakuowano z Paryża za pomocą trzech zamaskowanych wozów. Ten konwój miał się skierować ku portom normandzkim, by zaokrętować się w stronę Anglii. A ta droga kazała im przejść przez krainę Gisors. Templariusze kontrolowali ten obszar w ciągu trzech lat, co pozwala myśleć, że ustrzegli więzi pod każdym względem.

Mówiąc krótko, skarb templariuszy zniknął na długo przed jawnym przybyciem na wybrzeża Normandii.

W 1940 roku, dozorca zamku, miejscowy człowiek, omamiony przez ową wspaniałą opowieść, postanowił przedsięwziąć wykopaliska. Roger Lhomoy przez 6 lat drążył pod ziemią kopca i w jego okolicach. On wydobył na jaw podziemną „zmurszałą wartownię”, oczyścił częściowo studnię i wpadł na pewne pomieszczenia wciąż jeszcze dotąd  nieosiągalne. W marcu 1946 roku odkrył w końcu to, czego szukał. „Jestem w romańskiej kaplicy […]. Wzdłuż murów, znajdują się na ziemi, kamienne sarkofagi […]. A w nawie, 30 skrzyń z drogcennego metalu ułożonych kolumnami, po 10.” Lhomoy natychmiast zwrócił się do burmistrza Gisors o stwierdzenie odkrycia. Niestety, nikt nie odważył się zejść do głębin studziennych wykopanych z pogwałceniem wszelkich wymogów bezpieczeństwa. Jedna osoba poszła rzucić szybko okiem, nasłuchując potwierdziła, na dnie, odgłos piwniczny. Wzięty za nawiedzonego, Lhomoy został zdjęty z obowiązków dozorcy i musiał na nowo zasypać wykop.

W 1960 roku Roger Lhomoy opowiedział swoje niesamowite przygody Gerardowi de Sede, który w 1962 opublikował powieść „Templariusze są wśród nas”. Cała Francja rzuciła się do poszukiwania skarbu. Sam André Malraux zarządził wykopaliska, niestety nieudane. Sprawa ucichła wraz z upływem czasu, ale nadal pozostaje mętna i niewyjaśniona.

Tajemne Zapisy Henri Lobineau

Poniższy tekst jest tłumaczeniem strony francuskiej wikipedii pt.: Dossiers secrets d’Henri Lobineau.

Tajne Pliki Henri Lobineau (zwane także Zapisem Lobineau lub Tajnymi Zapisami) to seria spisanych dokumentów, opracowanych przez Francuza Pierre Plantarda i jego przyjaciela Philippe`a de Chérisey, następnie złożone w latach pomiędzy 1964 i 1967 we Francuskiej Bibliotece Narodowej w formie anonimowego daru. Dokumenty te stały się „dowodem wymyślonym przez autorów w celu przywrócenia francuskiej monarchii rządzonej przez potomka królów Merowingów.” Są one zarejestrowane jako dokument 4° LM1 249 i są datowane na 1975 rok w centralnej bazie danych.

Nie są to żadne zwoje pergaminowe, ale współczesne dokumenty, dzisiaj na mikrofilmach i dostępne dla badaczy. Pojawiają się w postaci cienkiego tomu w okładce o twardej oprawie zawierającego mozaikę dokumentów: wycinki z gazet, listy, wkładki, wiele drzew genealogicznych i drukowanych stron z kilku innych utworów i wielokrotnie także skąd indziej ukradzione i zastąpione innymi, niekiedy same w sobie przeładowane odręcznymi notatkami i poprawkami.

Pierwszy dokument

Pierwszy depozyt został dokonany w styczniu 1964 roku, pod tytułem „Genealogia królów Merowingów i pochodzenie różnych francuskich i zagranicznych rodzin ze szczepu Merowingów”. Dokument drukowany komputerowo jest podpisany przez niejakiego Henri Lobineau. Stawia pytanie o królów Merowingów, jak ich potomków według krwi pozostałej obecnie w niektórych rodzinach francuskich. Rodzina Plantard figuruje tam w bezpośredniej linii wraz z niejakim Sigebertem IV, przedstawionym jako ukryty syn Dagoberta II.
„Henri Lobineau” mógłby być pseudonimem pochodzącym od „ulicy Lobineau” leżącej w pobliżu ulicy Saint-Sulpice w Paryżu. Wiele tekstów kolejnych z tych zapisów nazywają prawdziwym autorem Leo Schidlofa, mimo że owe teksty miały być opublikowane dopiero po śmierci tego ostatniego, w październiku 1966 roku. Leo Schidlof był austriackim marszandem sztuki mieszkającym w 1948 roku w Londynie. Jego córka zawsze zaprzeczała, że to on użył tego pseudonimu lub miał jakikolwiek związek z tymi publikacjami. Zakon Syjonu (patrz poniżej) wydał teksty w latach 72 stwierdzając, że Henry Lobineau był arystokratą francuskim: Henri, hrabią Lenoncourt.

Drugi dokument

Drugi depozyt prawnie jest datowany na sierpień 1965 roku. Tytuł „Potomkowie Merowingów lub zagadka Wizygotów Razes”, który jest podpisany innym pseudonimem: „Madeleine Blancasall” sugeruje pojawienie się na nowo pewnego potomstwa Merowingów, ale tym razem związanego z tajemnicami kraju Razes: regionu Rennes-les-Bains i Rennes-le-Château znajdującego się w pobliżu.

Trzeci dokument

Trzeci dokument złożono w maju 1966. Prawdopodobnie pod tytułem „Skarb Merowingów w….. Rennes-le-Château …..” podpisano „Antoine Pustelnik”. Po raz kolejny jest to oczywiście pseudonim, pochodzący od nazwiska popularnego świętego, którego posąg można napotkać w kościele w Rennes-le-Château. Jest to broszura dziewięciostronicowa, która nie jest niczym innym, jak faksymile rozdziałów książki Roberta Charroux, autora specjalizującego się w tajemnicach w ogóle, który był jednym z pierwszych piszących o tajemnicy Rennes-le-Château. Teksty z książki i kopie są prawie takie same przy dwóch właściwie drobnych zmianach.

Czwarty dokument

Czwarty dokument pochodzi z listopada 1966 roku i przedstawia się jako dodatek do pierwszego. Autor, niejaki „S. Roux” wylicza w nim sprawozdania sporządzone przez niejakiego „Lionela Burrusa.” Znajduje się tam kopia artykułu właśnie jego, napisanego w Genewskim Tygodniku Katolickim, zatytułowanego ” Faisons le Point”, który Lobineau określa jako napisany przez Leo Schidlofa, zmarłego w Wiedniu miesiąc wcześniej w wieku 80 lat. „S. Roux” atakuje Burrusa i Schidlofa, tego ostatniego oskarżając nawet o bycie sowieckim agentem.

Piąty dokument

Piąty dokument jest niepokojącym „Serpent Rouge” (czytaj tu: Czerwony Wąż). Jest to ciekawy poemat prozą, symboliczny ze swymi 13 zwrotkami ochrzczonymi nazwą znaków zodiaku (z dodatkowym znakiem Ophiuchusa, czyli Wężownika wstawionego pomiędzy Skorpiona i Strzelca), w połączeniu z serią planów i schematów łączących seminarium przy ulicy św. Sulpicjusza i pobliski kościół St. Germain des Pres w Paryżu.


Dokument ten został ostemplowany i wysłany w dniu 20 marca 1967 roku, ale z tekstem podpisanym w dniu 15 lutego 1967 roku. Ta uprzedniość jest ważna z racji trzech domniemanych autorów: Pierre Feugère`a, Louis Saint-Maxenta i Gastona de Kokera. Każdy z trzech domniemanych autorów to prawdziwa osobistość, ale wszystkich spotkała śmierć między 15 lutego, a 20 marca. Wskazówką, którą prawdziwy autor stara się przekazać jest to, że trzej autorzy zostali zamordowani lub popełnili samobójstwo po ukończeniu i zarejestrowaniu tego tekstu. Tak naprawdę autor był zapewne odnaleziony w nekrologach zgonów samobójczych. Skończył, aby odnaleźć te trzy osoby i używać ich nazwisk tak, jak wszyscy wierzą autorowi tego dziwnego tekstu.

Szósty dokument

Szósty i ostatni dokument z tej serii nazywa się „Tajne Zapisy Henri Lobineau” zebrane przez niejakiego Philippe`a Toscana du Plantier. Tytuł ten dał w ten sposób nie tylko nazwę dla serii, ale ostateczne wskazanie tożsamości autora „zapisów” – Lobineau. Ten ostatni zbiór jest przechowywany w Bibliotece Narodowej od kwietnia 1967 roku. Tym samym kończy się proces ujawniania się wobec opinii publicznej Zakonu Syjonu.

Pomiędzy tymi zapisami, jeden rękopis z 1956 roku potwierdza istnienie tajnego stowarzyszenia, Zakonu Syjonu, i opowiada jego historię od jego ustanowienia w 1099 roku przez Godefroy Bouillona. Znajduje się tu także lista wielkich mistrzów, którzy dziedziczyli naczelne stanowisko organizacji od XII wieku, między nimi figurowali: Léonardo da Vinci, Isaac Newton, Victor Hugo, Claude Debussy, Jean Cocteau.

Postawienie równolegle do tych genealogii z zadaniem Zakonu Syjonu rzeczywiście potwierdza ambicje P. Plantarda. Istotnie, można przypuszczać, że skoro ów wlaśnie daje do zrozumienia, że misją Zakonu jest przywrócenie dynastii Merowingów we Francji w oparciu o mitologię z Rennes-le-Château, to oznacza, że ich prawowitym spadkobiercą nie jest nikt inny, tylko on sam.

Oszustwo czy dowód?

– W 1982 roku, trzej autorzy Michael Baigent, Richard Leigh i Henry Lincoln, wielcy dziennikarze i specjaliści od tajnych stowarzyszeń, uważają Tajne Zapisy za prawdziwe w swym eseju o alternatywnej historii, zatytułowanym: Święta zagadka. Używają ich w swym dochodzeniu na temat Zakonu Syjonu.

– W 1984 roku Pierre Plantard złożył dymisję z Zakonu Syjonu po zdyskredytowaniu przez pisarza i dziennikarza Jean-Luc Chaumeila.

– W 1993 roku Pierre Plantard przyznał się do swego oszustwa wobec francuskiego wymiaru sprawiedliwości, kiedy w części dochodzenia równoległego (w sprawie śmierci Roger-Patrice Pelata, starego przyjaciela François Mitterranda), został zapytany o kilka dokumentów odnalezionych u niego w domu, przedstawiających go jako prawdziwego króla Francji.

Drugi list do króla Henryka

Prezentuję list wstępny do „Cudownych Wróżb za 1557 rok”. Skierowany, podobnie jak list wstępny do II tomu „Proroctw” (tzw. centurii) do króla Henryka II. I podobnie jak tamten pełen wychwalania zalet tego władcy w sposób tak nierealny, że aż zastanawiający.
Jeśli jednak przyjąć owe nadmierne pochwały jako skierowane do innego władcy, który dopiero ma objąć panowanie, treść zaczyna błyskać wielką ilością informacji i podpowiedzi, choćby na temat jak go szukać i po czym poznać!
Zespół wymienionych cech, tak urodzenia jak charakteru opisuje bowiem świętego króla, potomka rodu świętego Graala, który przyszedł niegdyś do Europy z morza. Francja południowa, jak i Szkocja pełna jest pamiątek i legend po tamtej historii.
Przeczytajcie sami.

CUDOWNE Wróżby za 1557 rok.
Dedykowane arcychrześcijańskiemu Królowi, Henrykowi, drugiemu tego imienia,
Ułożone przez pana mistrza Michela Nostra Damusa, Doktora Medycyny z Salon de Craux w Prowansji.

Wbrew tym, którzy tylekroć życzyli mi śmierci.
Pozostanę nieśmiertelny za mego życia i po mojej śmierci, a imię moje będzie znane powszechnie bardziej jeszcze po mej śmierci.

Wydane w PARYŻU, przez Jaques Kervera, ulica świętego Jakuba pod dwoma Kogucikami. 1557 rok. Z przywilejem od Króla

Nader Niezwyciężonemu i nader potężnemu Królowi, Henrykowi wtóremu tego imienia, Michel de Nostradame życzy zwycięstwa i szczęścia

po powrocie z Waszego dworu, o Najjaśniejszy i niezwyciężony Królu, nie bez sowitej zapłaty od Waszej Wysokości, a wróciwszy następnie do mych samotniczych studiów, zawierzam się Waszej olbrzymiej dobroci, tak Cesarskiej jak Królewskiej. Ona kazała mi powziąć tę nieobyczajną śmiałość poświęcenia przepowiedni za 1557 rok Waszej Wielmożności. A ze względu na to, że w ubiegłym roku przestworza nie mogły być tak pogodne, ani gwiazdy ułożone, nie podejmuję możliwości wyszczególnienia tak rozlegle faktów i przyszłych przepowiedni z 1556 roku. Nadto czuję się prawie zupełnie oślepiony, gdym [został] rażony z Nieba istnieniem ujrzanym i dotkniętym oraz przemawianiem do pierwszego monarchy tego świata, pierwszego Króla Królów, prawicy całego chrześcijaństwa. A w dowód jakiejś szczęsnej pomyślności epoki ustanowione są te [w domyśle: planety], które przebywają w otoczeniu tak wszechwładnego Słońca, jak przed obliczem Waszego bezmiernego majestatu, co jest wywiedzione z nader pewnego poglądu i wiarygodnej nauki.
Koniecznym jest wyznać, jako Temu, kto jest ustanowiony Królem pośród mrowia tak wielkiego i nieprzeliczonego ludu, kiedy jest to rzecz nadprzyrodzona – złożyć ciało z piątej esencji z elementów i być nieśmiertelną urną oraz wywodzić swe pochodzenie od wielkiego odwiecznego Boga, że Wasza cudowna niepokonalna cnota wespół z rzadką dobrocią, zdarzającą się garstce Królów za wyjątkiem ubóstwienia [sic!], może się słusznie równać z pamiętnymi czynami najstarożytniejszych Opiewanych Królów Waszych poprzedników. Mają one tyle samo nieśmiertelnej orlistości sławionej zapisami historiografów, co ich pamiętne czyny.
Wszelako pragniemy przyrodzonymi racjami, z pomocą jakich jest nam ukazany pewien przewodnik w celu poznania, zrozumieć i wybadać prostą miarę wszelkich ich nadprzyrodzonych przyczyn pod sklepieniem, podległych globowi niebieskiemu. I wespół z autorytetem wielu, zupełnie jednomyślnych uczonych filozofów i teologów, wyznamy, że Wasz Majestat stworzony jest czymś więcej, niż człowieczym. To doprawdy zaistnienie jakiegoś niebiańskiego daru przybyłego z sadyby Bożego mieszkania i posłanej Francuzom. A spośród mnóstwa i niezliczonej grupy książąt, pochodzących z różnych narodowości, zarówno w ciągu minionych jak obecnych epok, nie ma nikogo, kto godzien byłby zostać zaszczycony podobnym Królewskim mianem.
Acz owszem jest taki, z tego względu, o Sire, zadam koniec, by zazdrośni nie brali się do schlebiania w tym przedmiocie, i z tego powodu, że szczupłość książeczki nie może obszerniej rozszerzyć tematu, szeroko objaśniam każdy miesiąc, w miarę jak są mi ukazywane niebiańskie obrazy. Zaiste, będzie paru poruszonych [ukryte: podchmielonych] i mężów [ukryte: znachorów], którzy uznają to za niespotykane [też: dziwaczne]. Ale ten, którego jedynie kilka rzadkich osób jest zdolnych zrozumieć, przeważnie upada pod krytyką liczniejszych. Owa racja jest nazbyt oczywista.
Tym sposobem przychodzi rozważyć Wam cudowne przyczyny cnoty owej natury Boga, która nakazuje poruszać Niebo, aż kiedy około nocnych godzin ujrzymy wzniesienie oblicza ziemi, znienacka przyjdzie przedstawić się naszym oczom obyczajom tej wielkiej niebiańskiej fabryki, złożonym z tak bogatych ornamentów oraz wytworzonej z kamieni szlachetnych tak precyzyjnych, iż wraz z czystą i jasną chwałą oraz ustawicznym ruchem przenikającymi wszystkie strony, na mocy zestrojonych harmonicznie cnót, jak i lat przewrotu oraz lat wielkich koniunkcji, wszystkich prawidłowo zgodnych, sąd dopiero może okazać się prawdziwy. Wszelako zostanę ochronionym o, Sire wobec oszczerców przez Wasz bezmierny majestat Jak pod tarczą Ajaksa.
Ogłaszając z szorstka [?] koniec, o arcychrześcijański Królu modlę się do wielkiego nieśmiertelnego Boga, aby przyznał Wam długie życie, zdrowie, i Wam samym to, co Wasi doświadczyli od Was.

Z Waszego miasta Sallon de Craux w Prowansji, 13 stycznia 1556 roku na 1557 rok.
Przez Waszego nader pokornego, nader posłusznego sługę i poddanego, Michela de Nostradame.

Tłumaczenie z oryginału Ewa Seydlitz

Słodka krew

Monika Hauf w swojej książce podsumowuje wnioski z wielu opowieści średniowiecznych poetów o Graalu na temat tego, czym Graal mógł być. Na ogół to kielich lub misa, w które Józef z Arymatei zebrał krew Jezusa, lecz w tekście Wolframa von Eschenbacha nie jest kielichem, a kamieniem. Lapisem alchemików, jak się można domyślać. Kamień ów miał spaść z nieba, a pilnowały go anioły, które podczas buntu Lucyfera pozostały neutralne i za karę (choć do końca tego nie wiadomo) Bóg również strącił je na ziemię. Odtąd strzegą go chrześcijanie o czystych sercach.

Mówi Pytyja: Sięgnę do swoich wizji. Przez lata śniłam dziwne historie, w których wątki zaczęły się łączyć ze sobą w szczególny sposób, choć – zaznaczam – wciąż są oderwanymi cząstkami czegoś, czego pojąć w pełni nie umiem. W pewnym sensie dotyczą kwestii Graala, choć opowieść, która do mnie schodzi bywa nieco inna.

W czasach nieokreślonych, a może na koniec wszystkich czasów, podczas przepływu Fali „spadł” na ziemię (choć była to świadoma decyzja pilotów) statek, napędzany energią dwojakiego rodzaju. Mógł podróżować równie dobrze przez niższe światy. Na ogół przebywa w 4 wymiarze, lecz potrafi zmaterializować się również w 3 i funkcjonować nawet w warunkach nieznośnych dla światła duchowego. Można sobie wyobrazić jak cennym kąskiem jest dla demonów, które przejmując go znalazłyby drogę w światy wyższe, wprost do serca Króla…
Istoty pozostały, gdyż towarzyszą KSIĘŻNICZCE (czasem mowa jest o Królewnie). To ukochana córka Króla Południa spod znaku Byka, do którego należy ogromna flotylla statków, ciągnących przez naszą Galaktykę. Księżniczka postanowiła zostać na Ziemi w momencie, gdy podobne im wszystkim istoty musiały z jakichś względów (być może przesunięć kosmicznych) szybko ją opuścić. Była to jej własna i nieodwołalna decyzja, narażająca ją na śmierć, lub na coś jeszcze gorszego… Póki żyła było pewne, że Ziemia nie zostanie zniszczona przez kosmiczną armię wojującą z siłami, które przejęły naszą planetę… Towarzysze, którzy z nią pozostali, królewscy strażnicy, postanowili ją chronić, aż do czasu powrotu Króla, który miał wypaść za kilka tysięcy lat.

Tak, Księżniczka miała w sobie coś wyjątkowego, to coś jest związane z jej krwią. W pytyjskich snach musiała pić krew zwierząt, aby utrzymać się przy życiu, było to coś w rodzaju porfirii (choroby genetycznej trapiącej przedstawicieli starych rodów, wiążącej się także z nadwrażliwością na światło). Ona, jak i tajemnica pojazdu oraz istot, które w niej mieszkały była utrzymywana po potopie w egipskim Labiryncie. Zresztą pojazd w specyficzny sposób istnieje poza czasem, może jednak ukazywać się tym, którzy znają do niego ścieżkę.
Drogę do serca Labiryntu odnalazł niegdyś młody chłopiec, sługa kapłanów, prawdopodobnie żydowskiego pochodzenia (można by go nazwać umownie „Józefem”), który odkrył w podziemiach ogromną salę z basenami, gdzie kąpały się… dinozaury, dokarmiane przez pilnujących je jasnowłosych ludzi krwią i mięsem ofiar, składanych im przez egipskich wyznawców świętego krokodyla oraz… żydowskich kapłanów, którzy wtedy przebywali w Egipcie i pełnili ważne funkcje. Chłopiec, wtajemniczony przez Rudzielca (tu przypomnę, że rudy był np. król Dawid, rudy kolor włosów to także oznaka zmieszania krwi dwóch ras, północnej i południowej, a w opowieści o Graalu to Merlin był dzieckiem diabła i czystej dziewicy, czyli jednoczył w sobie żywe sprzeczności) narodził się (w sensie zmaterializował, przeszedłszy świadomie przez wrota czasu) w VI wieku w Anglii, jako król Artur. On przekazał wiedzę wybranym ludziom, którzy poznali i mieli odtąd strzec dojścia do pojazdu, a sam został Wielkim Mistrzem zakonu, obiecując, że pojawi się na koniec jako zwycięzca. Tak naprawdę wiedział od Rudzielca, że już nim został w momencie odnalezienia drogi do centrum Labiryntu i odkrycia jego tajemnicy, co do tamtej pory nie udało się żadnemu człowiekowi, a gwarantowało utrzymanie cech wyższowymiarowych w trakcie trwania ery ciemności. Każdy z wtajemniczonych przez niego „rycerzy okrągłego stołu” poznał jakiś fragment wiedzy (mapy, planu, kalendarza), która miała odtąd zacząć funkcjonować w czasie i spróbować przetrwać okres średniowiecznego mroku.
W ślad za nim podążył stary człowiek, który zabłąkał się w Labiryncie, lecz uporem swoim zdołał zgromadzić znaczną energię i popleczników, na bazie kultów szamańskich…

Tajemnicę posiedli templariusze i rozrzucili puzzle w ściśle wyznaczonych i znanych sobie miejscach Europy, gdzie mieli swoje komandorie. Pytyja widzi trzy rzeki posiadające delty, trzy wieże (baszty) zbudowane przy nich, tworzące na mapie trójkąt. W niektórych kościołach umieszczono symbole naprowadzające na następne miejsce, to rodzaj przestrzennego labiryntu, który poszukiwacz Graala musiałby przejść od miejsca do miejsca, aby rozplątać węzeł. Jedna z tych wież, na którą jest wskazówka w pewnym nadmorskim kościele stała jeszcze w połowie XI wieku na brzegu morskim, który w tej chwili zamienił się w jezioro klifowe, ruiny są tam do dzisiaj. Prowadziła do niej droga wywiedziona z kościoła zbudowanego na zamieszkanym półwyspie w kształcie krótkiej maczugi o nazwie zaczynającej się na I (Inuen?), brzmiącej w tamtych stronach obco. Kościół, wraz z całym półwyspem został wkrótce zalany przez morze, w tym miejscu jest jednak o wiele płycej, a fundamenty budowli istnieją do dzisiaj na dnie morskim. Wieżę z białego kamienia nazywano Strażnicą.
Dojście do pojazdu zostało w ostatniej chwili przeniesione i droga zmieniona.
Towarzysze Księżniczki, ukazujący się wtajemniczonym stworzyli system, który miał wytwarzać podwyższony poziom energii, wydzielanej przez grupy ludzkie w czasie zbiorowych przeżyć religijnych. Energia ta była niezbędna do podtrzymywania życia Księżniczki i funkcjonowania pojazdu. Emocja miłości powiązana z zaakceptowanym cierpieniem wiązała ze sobą sprzeczne cechy (światło i ciemność), skierowując je w ekstazie w górę i uruchamiając Boską Moc. Być może wykorzystywano do jej utworzenia ślub czystości.
Z czasem jednak pokarmu/paliwa zaczęło brakować. Droga została ukryta, wtajemniczeni w nią ścigani i okrutnie zabijani. Wzrósł strach, a także niepewność, generowana przez kontr-poszukiwaczy, którym również zależy na przejęciu pojazdu, Stopniowo tajemne święte obrządki, takie jak ryt szkocki zostały przeinaczone i przejęte.
Narastające niebezpieczeństwo utraty pojazdu zmusiło 3 najbliższych towarzyszy Księżniczki do inkarnowania w ludzkich ciałach. Każdy z nich ma według przedsięwziętego planu 3 życia. Ogromnym problemem dla nich i dla powodzenia całej sprawy jest utrata pamięci po narodzinach.
Powtarza się przepowiednia w snach: Kiedy trzech, pochodzących z rodzin o starych korzeniach związanych z Wężem, spotka się i rozpozna, a każdy w swojej dziedzinie odgadnie ważną zagadkę przeszłości, wszyscy umierają, a gdy stanie się to po raz trzeci, narodzi się diabeł.

Rycerze okrągłego stołu

Pustelnik Trewricent, brat Króla Rybaka twierdził, że przemilczał przed Percefalem istotną informację, aby go nie zniechęcić do poszukiwań Graala. Otóż, tylko powołany przez Boga może zdobyć Graala. Kiedy ta wiadomość rozeszła się wśród rycerzy okrągłego stołu wielu zrezygnowało z poszukiwań.

Rycerze okrągłego stołu bez wątpienia byli znawcami astrologii i kalendarza. 12 miejsc przy stole to 12 znaków zodiaku, 12 miesięcy w roku. Co więc daje studiowanie Kalendarza i horoskopu?

Merlin
Wizjoner Nocny
Który pisze kryształowy skrypt
Którego spektralna szata
Utkana ze spiralnie biegnących włókien
Przypomina schody
Po których trzynaście galaktycznych promieni
Zstępuje do podziemnego jeziora Kamelot
Gdzie?

Merlinie
Poddając się tobie
Podążając za tobą
Docieram w końcu
Do najdalszego zakątka twojego królestwa
Najskrytszej głębi Ziemi
Która jest również
Przestrzenią lotów
Potężnego krystalicznego statku
Excalibur

A tam
W świątyni
Zwanej miejscem Smoka i Graala
Uczniowie Merlina
– Andor, wojownik o smoczych zmysłach
I Vi-El, księżniczka pochodząca z odległej gwiazdy
Tkająca Graala

Och uczniowie kryształowej przestrzeni lotu
Excalibura
Domu Smoka i Graala,
Andora i Vi-El
Wołam do was z mojego snu
W imieniu wszystkich śniących
Tej planety
Wymieszajcie dobrze ten eliksir
Aby Graal mógł się wyłonić
Ze środka zwiniętego ogona smoka
Przebijając chmury
Światłem niewidzialnym
Nigdy wcześniej oczami ciała?

(„Pieśń Kryształowej Ziemi” Jose Arguelles [z]  „Surferzy Zuvuyi”)

Le Serpent Rouge

Oto jeden z przedziwnych dokumentów, znany pod nazwą „Le Serpent Rouge” (Czerwony Wąż), mający związek z tajemnicą kościoła w Rennes-le-Chateau. Został ogłoszony 17 stycznia 1967 roku we Francji jako jeden z papierów „Prieuré Documents”. Trzeba zaznaczyć, że jego autentyczność jest podważana, lecz jednocześnie nikt jak dotąd tego nie dowiódł. Zamieszczam moje tłumaczenie tego wielce zastanawiającego tekstu.

Czerwony Wąż

1. Wodnik
Jakież dziwne są manuskrypty tego Przyjaciela, wielkiego podróżnika po nieznanym, one do mnie przyszły oddzielnie, tymczasem tworzą jedną całość dla tego, kto wie, że kolory tęczy (dosł. łuku na niebie) dają jednolitą biel, lecz dla Artysty, który pod swym pędzlem łączy sześć odcieni swej magicznej palety, wytryskuje czerń.

2. Ryby
Ten Przyjaciel, jak wam go przedstawić? Jego imię pozostanie tajemnicą, ale jego liczba jest tą ze sławnej pieczęci. Jak wam go opisać? Może jako sternika niezniszczalnej arki, niewzruszenie niczym kolumna na swej białej skale badawczo wpatrzonego około południa poza czarną skałę.

3. Baran
W mej doświadczanej pielgrzymce, próbowałem torować sobie drogę szpadą poprzez splątaną roślinność drzew, chciałem dotrzeć do miejsca, gdzie mieszka uśpiona PIĘKNA, w której pewni poeci widzą KRÓLOWĄ zaginionego królestwa. W desperacji w odnajdywaniu drogi, pergaminy tego Przyjaciela stały się dla mnie nicią Ariadny.

4. Byk
Dzięki niemu, odtąd miarowym krokiem i ostrym okiem, mogłem odkryć rozrzucone sześćdziesiąt cztery kamienie o kształcie doskonałego sześcianu, które Bracia PIĘKNEJ z czarnego lasu uciekając przed pogonią uzurpatorów rozsiali na drodze, kiedy uchodzili z białej Twierdzy.

5. Bliźnięta.
Zgromadzić rozrzucone kamienie, posługiwać się ekierką i kompasem, aby odnaleźć znów regularny porządek, szukać linii południka idącej ze Wschodu na Zachód, potem patrząc z Południa ku Północy, w końcu we wszystkich kierunkach, aby odnaleźć poszukiwane rozwiązanie, uczyniwszy stację naprzeciw czternastu kamieni tworzących krzyż. Okrąg stał się pierścieniem* i koroną, i jego diadem tej KRÓLOWEJ Zamku.

6. Rak.
Płytki z kostek mozaiki świętego miejsca mogłyby być na zmianę albo białe albo czarne, i JEZUS jako ASMODEUSZ mógłby obserwować ich ułożenie, zdawało mi się, że jestem niezdolny widzieć szczyt, gdzie umiejscowiono kryjówkę cudownej uśpionej. Nie będąc HERKULESEM magicznej mocy, jak rozszyfrować tajemnicze symbole wygrawerowane przez świadków przeszłości. W świątyni jednak znajduje się kropielnica, fontanna miłości obfitująca w wierzących, przypominając te słowa: „TYM ZNAKIEM go ZWYCIĘŻYSZ”.

7. Lew
Tej, którą pragnąłem uwolnić, wznosiły się ku mnie opary woni, które przepoiły nagrobek. Niegdyś jedni zwali ją: IZIS, królową dobroczynnych źródeł, PRZYJDŹCIE DO MNIE WSZYSCY, KTÓRZY CIERPICIE I UGINACIE SIĘ POD CIĘŻAREM, A JA WAM PRZYNIOSĘ ULGĘ, inni: MAGDALENĄ, ze sławną wazą pełną uzdrawiającego balsamu. Nowicjusze znają jej prawdziwe imię: NOTRE DAME DES CROSS*. (Nasza Pani od Pastorałów).

* la crosse znaczy pastorał, le cross – zagięty na końcu kij, kostur, lub kolba strzelby. Crosser znaczy zaś popychać kogoś, pomiatać kimś. Słowo to sugeruje być może jeszcze ukryte wyrazy, np. Croix, Rose (Krzyż, Róża). Po angielsku Cross znaczy Krzyż.

8. Panna
Byłem jak pasterze ze sławnego malowidła POUSSIN`a, zakłopotany wobec zagadki: „ET IN ARCADIA EGO…”! Czy to głos krwi ukazał mi obraz miniony dotyczący przodków. Tak, światło inspiracji zalało mój umysł. Ujrzałem ponownie, zrozumiałem! Poznałem teraz tę mityczną tajemnicę. I cud, gdy w chwili skoku czterech jeźdźców kopyta jednego z koni zostawiły cztery odbicia na kamieniu, oto znak, który DELACROIX umieścił na jednym z trzech obrazów z Kaplicy Aniołów. Oto siódma sentencja, którą jakaś ręka nakreśliła: „WYCIĄGNIJ MNIE Z BŁOTA I NIE POZWÓL MI PÓJŚĆ W NIM NA DNO”. Dwa razy IS, balsamowana i balsamująca, cudowna waza wiecznej Białej Pani od Legend.

9. Waga
Rozpoczęta w ciemnościach, moja podróż mogła się zakończyć tylko w Świetle. W oknie zrujnowanego domu wpatrywałem się w zamyśleniu w drzewa obdarte przez jesień aż do samych czubków. Krzyż wierzchołka wynurzył się w południowym słońcu, on był czternasty i największy ze wszystkich ze swymi 35 centymetrami. Oto właśnie zaiste ma moją wieżę jeździec na boskim rumaku konno przebywający otchłań.

10. Skorpion
Niebiańska wizja temu, kto mi przypomni cztery dzieła Em. SIGNOL`a wokół linii Południka, na tym samym chórze świątyni, skąd promieniuje źródło miłości jednych dla innych, zwracam mimochodem swój wzrok na różę od P ku tej z S, potem z S do P… i spirala w moim umyśle staje się niczym monstrualna ośmiornica wydalająca swój atrament, ciemności absorbują światło, mam zawrót głowy i kładę moją rękę na mych ustach przygryzając instynktownie jej wnętrze, być może jak OLIER* w swej trumnie. Złorzeczenie, rozumiem prawdę, ON OMINĄŁ, lecz jemu także czyniąc DOBRO, w ten sposób że xxxxxxxx TEN z kwietnego grobowca. Lecz ilu plądrowało DOM, zostawiając tylko zabalsamowane zwłoki i liczne metale, których nie potrafili unieść. Co za dziwna tajemnica jest ukryta w nowej świątyni SALOMONA, zbudowanej przez dzieci Świętego WINCENTEGO?

* OLIER zawiera te same litery co słowo Le Roi (Król, namaszczony Król, Pomazaniec).

11. Wężownik/Wąż
Przeklinając profanatorów ich popiołów i tych, którzy idą w ich ślady, wychodząc wracam z otchłani, gdzie utonąłem, spełniając znak zgrozy: „Oto tu jest dowód, że poznałem tajemnicę pieczęci SALOMONA, którą xxxxxxxxxxx tej KRÓLOWEJ odwiedziłem tajemne miejsca zamieszkania.” Zwróć uwagę, Drogi Czytelniku, żeby nie dodać ani nie ująć nawet joty; medytuj, Medytuj jeszcze, podła podstawa mych słów xxxx zawiera być może najczystsze złoto.

12 Strzelec
Gdy powróciłem wówczas znów na białe wzgórze, niebo otwarłszy swe bramy, zdało się dawać mi odczuć swą obecność przy mnie, stopy w wodzie jak tego, który ma dopiero być ochrzczony, skierowały mnie znów ku wschodowi, naprzeciw siebie ujrzałem rozwijającego się bez końca ze swych zwojów, potwornie ogromnego CZERWONEGO WĘŻA wzmiankowanego w pergaminach, słono i gorzko, ogromne zwierzę uwolnione z łańcucha przepowiada pieszemu z tej białej góry, czerwone z gniewu.

13. Koziorożec
Moja emocja stała się wielka, „WYCIĄGNIJ MNIE Z BŁOTA” powiedziałem, i moje przebudzenie było natychmiastowe. Chciałbym wam powiedzieć w rezultacie, że to był sen, który miałem 17 STYCZNIA, w święto Świętego SULPICJUSZA. Z powodu nadal trwającego mego pomieszania, zapragnąłem po namyśle zwyczajnie opowiedzieć wam bajkę PERRAULT’a. Zaiste otóż ta właśnie, Drogi Czytelniku, na stronach, które wynikają ze skutków jednego snu, kołyszącego mnie w świecie dziwnie nieznanym. Dla tego, który PRZECHODZI MIMO CZYNIĄC DOBRO!

(tłum. Ewa Seydlitz)

Skarb

Oto krótka relacja spisana w XIV wieku przez urzędnika kościoła Renne-le-Chateau, Guillaume`a de Mosset`a.

„Czterej mnisi z Opactwa Boulbonne de l’Ariege, Raymond Fenouil, Armand Giffre, Bernard Aynier i Bertrand de Cahusac nudzili się w swoim krużganku. Świat, który opuścili stracił dla nich wszelką atrakcyjność. Byli naiwni, ciekawi, chciwi i żądni bogactwa. Byli przesądni, wierzyli w alchemię, w zaklęcia i czary. Powrócili ze sztabami złota i pozostawili w ukryciu ogromne bogactwa w zaklętych jaskiniach. Urzędnik Rieux, Guillaume de Mosset, ich wspólnik, zezwolił opowiedzieć o tym, co tam zamknięte, że istnieje tajemnicza góra obok Limoux, która kryje nieskończenie duży skarb, chroniony przez wróżkę.”

Rybie drzewo

Kielich Graala przywiózł do Anglii Józef z Arymatei. Straż przy nim przejął jego syn Jozefat. Po jego śmierci nowym strażnikiem został jedyny z synów Brona, który ślubował czystość: Alen Gruby. Zwano go Bogatym Rybakiem, ponieważ potrafił wykarmić jedną rybą grzeszników, niegodnych posilać się z Graala. Przydomek Bogatego Rybaka przeszedł na następców Alena.
Jego brat Jozua poślubił córkę króla Alfasa. Od niego wywodzi się dynastia Królów Bogatych Rybaków. Alfas wybudował dla Graala zamek Korbenik. Kiedy zasnął podczas ukazania się Graala zjawa przebiła mu włócznią udo. Kilka dni potem zmarł, jak również Alen.

Zmarł, gdyż Alen i Jozua byli jedną i tą samą osobą.
Ktoś, kto ślubował czystość nie mógł się ożenić w mniemaniu Niewtajemniczonych, a tym bardziej mieć dzieci, dlatego rozdzielono ich w opowieści, aby nie gorszyć maluczkich. Zaśnięcie oznacza utratę świadomości, Wiedzy, uwagi duchowej, z którą można robić wszystko na tym świecie, nie będąc skalanym. Chwila nieuwagi sprawiła, że zaatakował go Mrok. Odtąd dynastię Królów Rybaków prześladuje określona klątwa. Ma ona związek z seksem, sądząc po ranie ud. Znawcy tematu mówią o kastracji, bądź bezpłodności. Być może tak, ale równie dobrze mogłaby to być na przykład orientacja biseksualna, a z czasem wyłącznie homoseksualna.

Lambor, praprawnuk Alena zginął w magiczny sposób od miecza króla sąsiedniego kraju. Odtąd oba kraje stały się jałowe.
Po Lamborze tron objął jego syn, Pellehan. Podczas bitwy w Rzymie został ranny w oba podudzia i od tej pory nazywano go chromym królem. Mógł go uzdrowić jedynie Galahad, syn córki jego syna, Pellesa, tj. wnuk.

Być może bitwa dotyczyła wprowadzenia celibatu. To było prawdziwe wyzwanie dla Poszukujących Prawdy i Mocy.
Kolejny król Rybak, Anfortas zakochał się w pięknej zuchwałej dziewczynie Orgeluzie i przez nią został ciężko ranny w oba podudzia.
Zuchwała dziewczyna może być animą, która opętała zniewieściałego mężczyznę. To także feministka, nie pragnąca męża, ani uległości wobec mężczyzny, który z tego powodu nie potrafi się odnaleźć. Opowieść wydaje się bardzo współczesna…

Rana nie goiła się, król błagał o śmierć, lecz podawany mu cudowny pokarm z Graala podtrzymywał go przy życiu w nieustannym bólu i rozpaczy. W jego kraju zapanował nieurodzaj. Anfortas mógł zostać uwolniony od cierpienia przez najlepszego rycerza okrągłego stołu, który zdoła dotrzeć do Zamku Graala i współczująco spytać podczas uczty komu służy Graal. Tylko wtedy Król Rybak miał przekazać objawienie prawdy o Jezusie rycerzowi, mianując go tym samym nowym strażnikiem (panem) Graala, a sam z ulgą umrzeć.

Umrzeć w tym wypadku to jest rozwiązać potępieńczą klątwę, która spoczęła na jego rodzie. Wydostać się ostatecznie z tego świata i wszystkich innych światów.

Opowieść o Anfortasie wprowadza nowe szczegóły do tego jaką istotą był Król Rybak, jakie cechy miała jego „rasa”.
Miał on bowiem rodzeństwo.
Jeden z jego braci posiadał moc niewidzialności i wykorzystując ją zabijał skrycie swoich przeciwników rycerzy.

Był wampirem, który w niewidzialny sposób podłączał się pod siły życiowe nieświadomych poszukiwaczy Graala i pozbawiał ich z czasem całkowicie możliwości działania. Symbolizował zatem podświadomość, czerpiącą energię ze świata materialnego.

Inny brat króla Rybaka mieszkał w pobliżu Zamku Graala jako pustelnik Trewricent. Jego pustelnia nazywała się Fontan la salvasche i składała się z dwóch jaskiń, w jednej było jego mieszkanie, w drugiej biblioteka i kaplica.

Symbolizuje on zdolność zdobywania duchowej Wiedzy we śnie i w modlitwie, którą posiada ciało astralne i subtelne. Umożliwia ona przypomnienie sobie Wiedzy w każdym życiu, reagowanie na przypomnienia i działanie w zgodzie z zakodowanym w podświadomości Programem.

Anfortas miał także siostrę, Repanse de szua, która była strażniczką Graala. Oddała swoją rękę Feirefizowi, poganinowi, który się ochrzcił, aby móc ujrzeć Graala podczas uczty. Pojechała z mężem do jego kraju na Wschodzie, a wraz z jej przybyciem tam zmarła pogańska żona Feirefiza, Sekundilia.

Kobiety symbolizują duszę, posiadającą zjednoczoną świadomość wszystkich swoich dotychczasowych i przyszłych form, która ma zdolność powielania się dowolną ilość razy.

Oboje stali się rodzicami księdza Jana, którego potomkowie wszyscy nosili to samo imię.

I tak, Jan, niczym ukochany uczeń Jezusa pozostawał nieśmiertelny, ponieważ to samo imię oznacza tę samą tożsamość w kolejnych ciałach fizycznych…

Trzeba wspomnieć także koniecznie o Cieniu…

Otóż pod Zaklętym Zamkiem, wybudowanym przez Klinszora, rycerz Gawan spotkał tajemniczego jednonogiego człowieka. Był to sam Klinszor, czarodziej, który poświęcił się magii po tym, jak przyłapany in flagranti z sycylijską królową został wykastrowany przez jej męża. Odtąd największą satysfakcję sprawiało mu niszczenie szczęścia innych. Badacze Graala uważają go za mroczne alter ego samego Anfortasa, o czym świadczy brak nogi, symbolicznie oznaczający to samo co rana podudzia. Zwycięskie starcie i pokonanie Klinszora w walce gwarantowało rycerzowi, który tego dokona, że zostanie nowym panem zamku Graala.

Kasjopejańskie pogaduszki

1.
Cassio:  Teraz ludzie zapamiętajcie:  Rennes-le-Chateau to środek do celu [sposób], a nie cel [koniec]. To coś takiego jak otwarcie kufra i oczekiwanie, że odnajdzie się złoto, a znajduje się jedynie mapę.

Q: Sześć wzniesień wokół  Rennes formuje naturalny pentagram, otoczony kołem. To mi przypomina kręgi magiczne, którymi otacza się przy wywoływaniu duchów, bądź demonów. Czy ten obszar to nie jest olbrzymia brama wjazdowa lub miejsce wywoływania, wzywania (duchów)?

Cassio:  Wjazd trafia się, kiedy warunki są dobre

Q: Czy ten obszar to wjazd?

Cassio:  Okno

2.

Q: Czy moglibyście zdefiniować nam „okno”?

Cassio: Zbieżność [konwergencja]; otwiera na alternatywne stany dzięki energii punktów siatki [sieci].

Q: Czy przez te okna można przechodzić tam i z powrotem ? Poruszać się między światami?

Cassio: To jest możliwe

Q: W czym to okno różni się od „portalu”?

Cassio: Okno jest otwarte, portal jest uczyniony dla statków [jest tu zagwozdka – craft to statek, samolot, a końcówka -ed  to forma dokonana czasownika. Inne znaczenia craft: rzemiosło, umiejętność, zręczność, przebiegłość]

Q: Czy okno jest naturalnie występującym portalem? W takim razie portal jest sztuczny w jakiś sposób

Cassio: Blisko

Q: Czy to okno pozostaje otwarte cały czas, lub czy otwiera się i zamyka z różnych przyczyn?

Cassio: Bliżej tego drugiego

Q: Co determinuje otwarcia i zamknięcia?

Cassio: Częstotliwość

Q: Częstotliwość czego?

Cassio: Wzoru energii

Q: Wzoru energii tego obszaru, czy ludzi, którzy wchodzą w kontakt z tym obszarem?

Cassio: Poprzednie. [chyba chodzi o pierwszą odpowiedź – energię obszaru]

Q: Co musi nastąpić, by zmieniła się częstotliwość tego obszaru?

Cassio: Impuls elektromagnetyczny

Q: Skąd pochodzą te impulsy elektromagnetyczne?

Cassio: Są zdolne do przemiany

Q: Przemiany z czego?

Cassio: Nie w tę stronę

Q: Co?

Cassio: Twoje przypuszczenia cię zgubią

3.
Q: Czy Jay Weidner ma rację, że jest coś bardzo, bardzo złego w południowej Francji? Czy dobrze ocenił sytuację?

Cassio: Nie do końca. Choć ci, którzy strzegą sekretów mogą być postrzegani w taki sposób. Także chcą, aby inni tak myśleli. Makiawelli!

(Z sesji channelingowej grupy Laury Knight-Jadczyk robionej przy pomocy tabliczki quija)